Czego nie chcesz przegapić na Dniach Fantastyki?

W najbliższy weekend, od piątku do niedzieli, wrocławska Leśnica przeistoczy się w ziemię obiecaną dla miłośników fantastyki i wszystkiego, co z fantastyką związane. Choć sam nie będę w stanie być na całej imprezie (pojawię się w piątek i w niedzielę, ale sobotę zobowiązałem się spędzić z rodziną), zachęcam wszystkich serdecznie do udziału, będzie się bowiem działo wiele dobrego. Z pewnością obrodzą goście (od Grzegorza Rosińskiego, przez Roberta Więckiewicza i Krzysztofa Kowalewskiego, po Michała Cetnarowskiego, Piotra Cholewę, Marcina Podlewskiego czy Michała Gołkowskiego), nie zabraknie też fascynujących prelekcji. Poniżej postarałem się wynotować dla Was kilka mocnych punktów programu, których warto nie przegapić.

PIĄTEK:

14:00 – prelekcja „Śladami Atlantydy” – mity i teorie spiskowe, a wszystko to podane na tacy przez moją uroczą kuzynkę i jej chłopaka (a więc, rzecz jasna, będzie czad).

18:00 – panel „Historia i perspektywy polskiego kina gatunkowego”, a wśród uczestników Krzysztof Kowalewski oraz Robert Więckiewicz. Czy naprawdę muszę dodawać coś więcej?

21:00 – panel poświęcony Maciejowi Parowskiemu, niedawno zmarłej prawdziwej legendzie polskiego fandomu, człowiekowi bez którego nasza rodzima fantastyka na pewno byłaby czymś zupełnie innym, niż jest obecnie. Nie dość, że samą postać Parowskiego warto uhonorować swoją obecnością, to jeszcze skład panelistów (chociażby Piotr Cholewa, Elżbieta Żukowska czy Michał Cetnarowski) gwarantuje moc wrażeń i ciekawych anegdot.

SOBOTA:

11:00 – prelekcja filmu Twardovsky i spotkanie z Robertem Więckiewiczem. Must see.

12:00 – panel dyskusyjny „Gdzie ci mężczyźni”. Jeśli w jednej sali zamknie się takie osoby jak Milena Wójtowicz, Agnieszka Hałas, Michał Gołkowski i Michał Cetnarowski, a tematem zrobi się męskie postacie w fantastyce, można być pewnym, że będzie ciekawie, wesoło, momentami edukacyjnie, a przede wszystkim mocno wybuchowo. Szczerze żałuję, że to przegapię.

12:30 – prelekcja „Dziwna broń” Piotra i Michała Cholewów. Znany (i uznany) tłumacz oraz znany (i uznany) autor fantastyki – a prywatnie ojciec i syn – poopowiadają o osobliwościach technologii militarnej. Widziałem ich razem w akcji i zapewniam, że na tej prelekcji nie będziecie się nudzić.

14:00 – prelekcja o trupach w wykonaniu Łukasza Śmigla. Śmigiel w ogóle jak mówi, to godziny mijają niepostrzeżenie, imperia rodzą się i upadają, galaktyki gasną, a ty chcesz po prostu siedzieć i słuchać dalej. Tym bardziej jak gada o trupach. Chcecie tam być, zaufajcie mi.

18:00 – panel dyskusyjny „Fantastyczny fuck-up”. Już chyba sama nazwa wystarczy, żeby wiedzieć, że będzie wesoło. Nie tylko dla próbujących pisać i unikać idiotycznych wpadek.

21:00 – panel „Zmęczeni, ale zadowoleni” – wgląd w życie pisarza i dręczące go trudności, dylematy etc. Nie wiem, co dokładnie będzie się tam działo, ale nazwisko Łukasza Śmigla mówi samo za siebie (patrzy wyżej).

NIEDZIELA:

11:00 – panel „Wydawanie w czasach Instagrama” – coś szczególnie interesującego dla młodych literatów, którzy będą próbować swoich sił jako autorzy w świecie – jak się zdaje – odchodzącym od tradycyjnie rozumianej kultury słowa pisanego.

14:00 – prelekcja o mitycznych inspiracjach w grach – bo znowu kuzynka + jej chłopak, poza tym mity i gry wideo, znaczy się temat bardzo wdzięczny i ciekawy, a do tego wizualnie atrakcyjny.

Oprócz tego jeszcze kilka słów prywaty. Mnie osobiście będziecie mogli zobaczyć podczas trzech prelekcji. W piątek o 20:30 w sali 204 powymądrzam się nieco na temat mariażu westernu i różnych pododmian fantastyki, nie tylko w literaturze, ale też w kinie, telewizji, komiksach czy grach. W niedzielę o 13:00 w sali 413 wezmę na siebie przykry obowiązek wyjaśnienia dociekliwym, czym różni się steampunk od clockpunka, a czym science fiction od technofantasy – pobawimy się więc we wspólne szufladkowanie literatury polskiej i zagranicznej. Wreszcie o 15:00, również w sali 413 poopowiadam o wszystkim tym, co może interesować aspirujących pisarzy – a więc o przygotowywaniu propozycji wydawniczej, o umowach z wydawnictwami, o pracy z redaktorem, a wreszcie też o różnych formach promocji książki. Wierzę, że razem będziemy się doskonale bawić, a może też nawzajem nauczymy od siebie czegoś ciekawego 🙂

df copy

Zapraszam serdecznie, do zobaczenia we Wrocławiu podczas Dni Fantastyki 2019!

Reklamy
Opublikowano Fantastyka, Polecanki, Różne | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Pół roku milczenia

No cześć. Jestem. Żyję. Nie zapomniałem ani o Was, ani o tym blogu. Po prostu – owszem, brzmi to banalnie, ale nie jest przez to mniej prawdziwe – czasu ciągle brakowało.

Z tym czasem to jest w ogóle rzecz zabawna – kiedy miałem jedno dziecko, wydawało mi się, że nie mam czasu na nic, że praca na etacie i opieka nad malcem pożarły mi do reszty wolność i swobodę, pozostawiając kilka marnych chwil w ciągu dnia, rzekomo do mojej dyspozycji. Teraz mam dwójkę i widzę jak na dłoni, że z jednym berbeciem tego cennego zasobu posiadałem wcale nie tak znowu mało, i że przewalałem go na sposoby napawające mnie obecnie wstrętem i przerażeniem. Coś jak w tym dowcipie o Żydzie i kozie. Sęk w tym, że kozę można sprzedać, a handel pociechami nie dość, że jest w Polsce zdaje się nielegalny, to jeszcze budzi we mnie pewne wątpliwości natury etycznej. Jest więc, jak jest – żyję, pracuję, pomagam mojej lepszej, mądrzejszej i znacznie bardziej seksownej połówce ogarnąć dwójkę potomstwa i niezdarnie próbuję jakoś pogodzić ze sobą wszystko inne. Łatwo nie jest, bo i żona domaga się od czasu do czasu atencji, i jakąś namiastkę życia towarzyskiego bardzo człowiek chciałby mieć, poza tym książki same się nie napiszą. A Netflix, jak na złość, kusi i wdzięczy się bezustannie nowymi tytułami, bezwstydnik jeden. Powtórzę: nie jest łatwo. Ale też nikt, zapraszając nas na ten świat, nie gwarantował, że będzie non stop łatwo, wesoło i komfortowo. Poza tym, jak pomyślę, jakie problemy mają inni ludzie, zaraz mnie coś prostuje i każe mi inaczej na wszystko patrzeć.

Pół roku milczałem. Szmat czasu, wiem. Patrzę wstecz i myślę sobie, jak wiele przez ten czas się zmieniło, jak wiele udało się – mimo całego tego jojczenia zawartego w poprzednim akapicie – zrobić. Moi dwaj synowie rosną, rozwijają się, uczą nowych rzeczy i dbają o to, żeby ich rodzice nie narzekali zbytnio na nudę ani brak zajęć. Moja cudowna żona, mimo mniejszych i większych plaskaczy serwowanych jej przez życie, zachowuje poczytalność, pogodę ducha i wciąż ma siły śmiać się z moich żartów. Praca póki co nie ograbia mnie ze snu, nie generuje wrzodów na żołądku, a i do garnka jest dzięki niej co włożyć, więcej: jest czym zawartość tego garnka zagrzać. W gruncie rzeczy nie ma więc na co narzekać, trzeba się cieszyć, że poważniejsze plagi raczą trzymać się – odpukać w niemalowane! – z dala.

Na czym w takim razie zeszło mi tych ostatnich sześć miesięcy poza zmienianiem pieluch, wspólnymi spacerami i kompulsywnym przypominaniem, że krówka robi „muu”, a piesek „hau hau”? Przede wszystkim na pisaniu. Od stycznia popełniłem dwa opowiadania i pi razy oko połowę powieści, nad którą obecnie pracuję. Teksty te niezbyt szybko ujrzą światło dzienne, za to jeśli wszystko dobrze pójdzie, jesienią swoją premierę będzie miała moja nowa książka pt. Diabły z Saints. Ja już widziałem okładkę i prezentuje się wyśmienicie, odpowiadający za grafikę Leszek Woźniak spisał się na medal. Prace redakcyjne powinny ruszyć na dniach, więc trzymajcie kciuki! Jak tylko będę miał konkretniejsze informacje, nie omieszkam się nimi podzielić.

Co poza tym? Trochę czytałem. Odświeżyłem na przykład klasykę, do której nie sięgałem podaj z piętnaście lat – czyli Władcę Pierścieni Tolkiena w oryginale. I naszły mnie przy tej okazji dwie konstatacje. Pierwsza: że ta proza wciąż żre i wciąga, że czyta się to znakomicie i sprawia taką samą – jeśli nie większą – frajdę facetowi, łudzę się, w jakimś stopniu dojrzałemu, jak nastolatkowi. I konstatacja druga, dotycząca ekranizacji: o ile w Grze o Tron (mowa tu o pierwszych sezonach, które treściowo szły jeszcze rączka w rączkę z książkowym oryginałem) niemal wszystkie wtopy wynikały z odejścia scenarzystów od tekstu Martina, o tyle LOTR Jacksona robi rzecz odwrotną, to znaczy przeważnie nadrabia i maskuje nieliczne braki pierwowzoru.

Z innych lektur wspomnę o dwóch ostatnich, bo je najlepiej pamiętam i są to też świeżynki, które dopiero co objawiły się na rynku. Po pierwsze: Kult Łukasza Orbitowskiego, kolejna jego książka po Szczęśliwej ziemi i Innej duszy, którą uważam za zwyczajnie doskonałą (choć tym razem nie tyle ze względu na fabułę, co na urodę języka i przecudowną gawędę). Z kolei Księga zepsucia Marcina Podlewskiego mnie ciut zawiodła. Nie dlatego, że jest to powieść zła, bynajmniej, jest dobra, momentami nawet bardzo dobra. Sęk w tym, że ja wciąż pamiętam Podlewskiego z Happy Endu, powieści którą pochłaniałem z wypiekami na twarzy i chwytając się co rusz za głowę, że nieznany facet może tak pisać. Chyba jakaś część mnie wciąż się łudzi, że Podlewski popełni coś podobnego, tylko jeszcze bardziej odlotowego, jakąś bezkompromisową książkę, że będzie pisał bez oglądania się na ramy, schematy, standardy konwencji, na to co się sprzeda i spodoba średniemu czytelnikowi fantastyki. Cóż, najwyraźniej będę musiał jeszcze trochę poczekać. Ale po kolejne tomy Księgi zespucia, żeby nie było, sięgnę.

Były oprócz książek jeszcze inne rzeczy. Chociażby komiksy, jak totalnie odjazdowy Gnat Jeffa Smitha (tym cudowniejszy, że czytany do spółki z moim starszym synem) albo równie genialna – choć w inny sposób i na pewno nie nadająca się na lekturę dla sześciolatka – seria Locke & Key Joego Hilla. Udało mi się trochę rzeczy pooglądać, przede wszystkim seriali, jak ostatni sezon Gry o Tron (zaskakująco w porządku, biorąc pod uwagę morze ekskrementów, które fani wylewali pod adresem twórców w mediach społecznościowych), netflixowskie Nightfliers (niskobudżetowe, ale fajnie budujące klimat) czy aktorsko wyborne Orange is the New Black (choć tu jestem dopiero na trzecim sezonie, więc nie szarżuję z opiniami odnośnie całokształtu). Nierówno, ale w ogólnym rozrachunku zdecydowanie na plus prezentowała się też antologia Love, Death + Robots, przede wszystkim graficznie zróżnicowana i nieraz oszałamiająca, za to po fajowym Bandersnatchu troszkę niestety rozczarował mnie przeciętniuchny piąty sezon Black Mirror – pisząc te słowa musiałem dłuższą chwilę się zastanowić, żeby przypomnieć sobie treść odcinków obejrzanych przecież mniej niż miesiąc temu.

No i na koniec, żeby nie było że tylko siedzę zamknięty w czterech ścianach i klepię w klawisze albo chłonę popkulturę – w maju miałem niesłychaną przyjemność poprowadzić w Bibliotece Wojewódzkiej w Opolu spotkania autorskie z Robertem M. Wegnerem i Martą Kisiel. Poza tym już za kilka dni pojawię się z kilkoma prelekcjami na Wrocławskich Dniach Fantastyki, na które już teraz serdecznie wszystkich zapraszam – a z dokładniejszymi informacjami jeszcze się przypomnę.

Na dziś to wszystko. Mam nadzieję, że obecne okrutne upały nie dają się Wam za bardzo we znaki i życzę miłych wakacji.

Do rychłego przeczytania – łudzę się, że nastąpi to szybciej niż za kolejne pół roku!

 

 

 

Opublikowano Fantastyka, Polecanki, Różne | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

2018 – podsumowanie

Mija ósmy dzień nowego roku, a ja dopiero teraz znalazłem chwilę na krótkie podsumowanie minionego już 2018. Kiepsko to prognozuje na najbliższych dwanaście miesięcy, no ale co począć…

No to jedziemy – słów kilka na temat tego, co było.

Po pierwsze, to był dziwny, wspaniały rok. Pełen trudności, wyzwań i ciężkiej pracy. Było w nim miejsce na satysfakcję i rozmaite radości, na niemałą liczbę sukcesów. Ale były i porażki. Jak to w życiu.

No to po kolei:
Oficyna RW2010 wydała mój ebookowy zbiór opowiadań „Sklepik z zabawkami” jeszcze w grudniu 2017, ale tak naprawdę dopiero w 2018 roku wszedł on do szerokiej dystrybucji. I choć znajdują się tam jedne z najlepszych tekstów, jakie kiedykolwiek popełniłem, tomik przeszedł zupełnie bez echa. Bywa. Jeśli miałem jakiekolwiek wątpliwości, jak poradzi sobie na rynku ebookowy zbiór opowiadań praktycznie nieznanego autora i NIE rozprowadzany za darmo, wyzbyłem się ich.

W kwietniu zagrałem pożegnalny koncert w Scarecrow, zespole, z którym związany byłem osiem długich lat. Ciągle tęsknię, do grania i do ludzi, z którymi tworzyliśmy tę kapelę. Do grania, mam nadzieję, jeszcze wrócę. Może jeszcze nie jutro, ani nie pojutrze, ale wrócę.

W tym samym kwietniu swoją premierę miał pierwszy tom „Fantazmatów” – antologii opowiadań, w której pojawiło się moje opowiadanie pt. „Śnienie”. Tekst spotkał się z zaskakująco miłym przyjęciem, a same Fantazmaty z jednorazowego zbioru opowiadań przygotowywanego przez grupkę zapaleńców zmieniły się w rozbudowany projekt literacki angażujący obecnie dobrze ponad sto osób.

W czerwcu urodziło się moje drugie dziecko, syn Olek. Moje życie zostało znowu dokumentnie wywrócone do góry nogami, a ja jestem obecnie wiecznie niewyspany i cholernie szczęśliwy.

W sierpniu, za sprawą wspomnianych Fantazmatów ukazało się w formie ebooka drugie, poprawione i rozszerzone wydanie mojego zbioru opowiadań „Opowieści niesamowite”. Co ciekawe, choć pracowało nad nim całe mnóstwo ludzi, choć teksty te przeszły znacznie lepszą redakcję i korektę niż pierwsze wydanie, które było totalnym self-pubem i które przygotowałem niemal w 100% samodzielnie, recenzje – jakkolwiek dobre albo bardzo dobre – zebrało to drugie wydanie jednak ciut słabsze. O czym to świadczy? Czy gusta i oczekiwania recenzentów się tak przez te parę lat wyśrubowały? A może zmieniło się w ogóle podejście do oceniania literatury? Nie wiem. Wiem za to, że to drugie, „fantazmatowe” wydanie ON przebiło to pierwsze, self-publishingowe przynajmniej pod względem dotarcia do czytelników, i to przebiło drastycznie: pierwsze pobrano w sumie jakieś 2,5-3 tys. razy, natomiast to drugie – ponad 16 tysięcy razy. Czad, szok i powód do dumy.

Na przełomie sierpnia i września swoją premierę miał też serial audio mojego autorstwa pt. „30 dni”. Ta dostępna na platformie Storytel.pl produkcja to moje pierwsze zderzenie z klasycznym tekstem obyczajowym. Podejrzewam – a wręcz mam taką nadzieję – zderzenie nie ostatnie, pisanie jej sprawiło mi bowiem całe mnóstwo frajdy, a praca z Kasią Franus, która zajęła się redakcją „30 dni”, otworzyła mi oczy na całe mnóstwo rzeczy, z których wcześniej nie zdawałem sobie sprawy i zwyczajnie zrobiła ze mnie lepszego pisarza.

I wreszcie wisienka na torcie – udało mi się podpisać umowę na serię trzech książek, z których pierwsza powinna ukazać się mniej więcej w połowie 2019 roku. Wydawcą będzie Genius Creations, a same książki to mieszanka fantasy, post-apo i westernu, opowiadać zaś będą o polujących na potwory braciach bliźniakach nazywanych Diabłami z Saints.

I to tyle. Żegnamy 2018, witamy 2019. Plany są, nadzieje są, obaw również nie brakuje. A co faktycznie ten nowy rok przyniesie? Zobaczymy. Tymczasem Wam wszystkim, którzy czasem zerkacie na tego bloga, serdecznie dziękuję i życzę Wam wszelkiej pomyślności i uśmiechów losu. Biorąc pod uwagę wszystko, co się dzieje w świecie dalekim i bliskim, będziemy tego szczęścia w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy potrzebować niemało.

Trzymajcie się, do przeczytania!

Opublikowano Fantastyka, Różne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wizyta w Radio Wrocław Kultura

W zeszły czwartek miałem przyjemność gościć w Radio Wrocław Kultura, w poświęconej literaturze audycji Jacka Antczaka i Łukasza Śmigla. Znakomita atmosfera sprzyjała pogaduchom na najróżniejsze tematy, pojawiły się między innymi wątki Opowieści niesamowitych i współpracy z ekipą Fantazmatów, pojawiło się też kilka słów o moim serialu audio 30 dni. Nie zabrakło również paru innych ciekawostek – wspominałem między innymi o pisarskich planach na przyszłość. Chętnych zachęcam do odsłuchania wywiadu, a można to zrobić na stronie Fantazmatów, czyli TUTAJ.

Pozdrawiam Was serdecznie, do przeczytania!

Opublikowano Fantastyka, Różne | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Dwie premiery!

Tak jakoś dziwnie się składa, że czasem długo, długo nic się nie dzieje. Gdy zaś sytuacja wreszcie się zmienia – dzieje się na całego. Tak też jest w tym przypadku – bo po miesiącach posuchy nadszedł czas na dwie premiery w odstępstwie zaledwie dwóch dni.

Numer jeden to drugie wydanie moich Opowieści niesamowitych. Pisałem o tej reedycji już wcześniej, nie będę się więc szczególnie rozpisywał, przypomnę tylko, że Opowieści… to trzynaście opowiadań w różnych konwencjach fantastycznych (fantasy, science fiction, horror, cyberpunk, steampunk, postapokalipsa). Opowiadań – w porównaniu do pierwszego wydania z 2013, które było moim prywatnym starciem z tematyką self-publishingu – poprawionych, niekiedy rozbudowanych, wygładzonych, a wszystko te we współpracy z liczną ekipą Fantazmatów pod wodzą niezmordowanego Dawida „Fenrira” Wiktorskiego. Kooperacja z tymi ludźmi autentycznie tchnęła w te teksty nowe życie, wierzę więc, że ich lektura dostarczy Wam sporo radości. Ze strony Fantazmatów (wystarczy kliknąć TUTAJ) pobrać można Opowieści niesamowite zupełnie za darmo w formacie PDF, EPUB oraz MOBI, a nawet RTF (dla tych, którzy chcieliby samodzielnie przeformatować sobie tekst wedle własnych upodobań i preferencji). Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam miłej lektury.

O ile o reedycji Opowieści… wspominałem tutaj już kilkukrotnie, o tyle druga premiera została zaplanowana jako kompletna niespodzianka. Jest to mianowicie serial audio, który napisałem dla Storytel Original, zatytułowany 30 dni. To mój pierwszy, ale prawdopodobnie nie ostatni skok w bok, zdradziłem bowiem fantastykę na rzecz pełnokrwistego obyczaju. Z czym to się je, zapytacie? Oficjalny opis pierwszego odcinka zdradza tyle:

Złe wieści mają to do siebie, że przychodzą bez zapowiedzi. Wie o tym Paweł Wesołowski, z zawodu copywriter, z wyboru miłośnik komiksów, którego żona Natalia znika pewnej leniwej niedzieli, pozostawiając po sobie tylko list. W liście dzieli się ponurymi przemyśleniami na temat stanu ich związku i stawia ultimatum: daje Pawłowi trzydzieści dni, aby ten ją odnalazł. Trzydzieści dni, aby udowodnił, że wciąż mu na niej zależy i tym samym uratował ich małżeństwo. Gdy wyparowują złość i poczucie, że cała wina za rozpad związku niesłusznie spada na niego, Paweł postanawia odnaleźć Natalię. Rozpoczyna poszukiwania, za jedyną wskazówkę mając skrawki informacji zawarte w liście. Nie ma pojęcia, że lada moment wyruszy w podróż, która zabierze go nie tylko w różne zakątki Polski i Europy, ale także w głąb siebie. Storytel Original przedstawia serial audio „30 dni” autorstwa Marcina Rusnaka, historię pełną namiętności, przygód, tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Czyta Piotr Głowacki.

Zapraszam serdecznie do zapoznania się z serialem. Jeśli nie macie jeszcze konta na storytel.pl – to nie problem, pierwsze 14 dni korzystania z platformy jest za darmo. A nuż przekonacie się i słuchanie audiobooków wejdzie Wam w nawyk? Jeśli zaś wiecie, że ze słuchowiskami Wam nie po drodze, storytel.pl to również ebooki – zawsze można zapoznać się z tekstem na ekranie telefonu, tabletu etc. 🙂

Na dzisiaj to tyle, trzymajcie się ciepło i miłego czytania/słuchania!

Opublikowano Fantastyka, Polecanki, Różne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Drugie wydanie Opowieści niesamowitych – premiera coraz bliżej!

Z nieskrywaną przyjemnością i dumą donoszę, że już za niecały miesiąc – a dokładnie 28.08.2018 – swoją premierę będzie miało drugie wydanie mojego ebookowego zbioru opowiadań Opowieści niesamowite. Jego okładkę (z ilustracją autorstwa niesamowitego Łukasza Matuszka) możecie zobaczyć poniżej, dalej zaś czeka na Was spis treści.

Spis treści:

  1. Zaginięcie Benedicta Constantine’a
  2. Kołysanki dla umarłych
  3. Zły szeląg
  4. Pielgrzymka
  5. Pojedynek
  6. Bociani zagon
  7. Opowieść, którą znam tylko ja
  8. Farid Tkacz i latający dywan
  9. Zabijając ptaki
  10. Koszmat z Yelland
  11. Białe piekło
  12. Pudełko pełne cudów
  13. Ostatni śnieg w roku

Ci z Was, którzy czytali już wcześniej ten zbiorek, zauważyli zapewne, że w miejsce oryginalnych dwunastu opowiadań sprzed pięciu lat jest ich obecnie trzynaście. Jako bonus w drugim wydaniu pojawia się premierowy tekst „Zaginięcie Benedicta Constantine’a” rozgrywający się w uniwersum Wolsunga, a więc coś szczególnie miłego dla miłośników przygodowego steampunka – choć mam nadzieję, że inni też przeczytają ten utwór bez bólu. Jeśli chodzi o pozostałe teksty, to zostały one od nowa przeredagowane i jeszcze raz poddane korekcie; w niektórych przypadkach skończyło się na kilku kosmetycznych zmianach, ale inne opowiadania zostały znacząco rozbudowane, co – szczerze w to wierzę – sprawia, że są o klasę lepsze niż ich pierwotne wersje. Serio, odwaliliśmy z redaktorem drugiego wydana Dawidem Wiktorskim kawał roboty – a czy dobrej? To będziecie mogli ocenić sami już 28. sierpnia. Ebook będzie można wtedy pobrać ze strony projektu wydawniczego Fantazmaty, którego częścią są moje Opowieści niesamowite i gdzie już teraz znajdziecie mnóstwo informacji o książce, a także o innych inicjatywach Dawida i reszty tej znakomitej ekipy.

Pozdrawiam Was serdecznie, trzymajcie się!

Opublikowano Fantastyka, Różne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O dzieciach, płaczu i grozie codzienności

Dzieci robią z rodzicami straszne rzeczy. Nie chodzi mi bynajmniej o aspekt fizyczny i przypadki testowania na ojcu działania młotka, zszywacza albo wiertarki udarowej. Mam na myśli przede wszystkim wymiar psychologiczny i emocjonalny. Nie wiem, czy dotyczy to większości rodziców czy może tylko wyjątkowo podatnej grupki, ale w moim osobistym przypadku wpływ ten jest nie do przecenienia. Obecnie, w pięć i pół roku po narodzinach mojego dziecka jestem – i mogę to ocenić ze sporą dozą obiektywizmu – osobą cierpliwszą, obdarzoną większą empatią i w pewnych dziedzinach znacznie bardziej spostrzegawczą, bowiem niczym ósmopoziomowy łotrzyk z Baldur’s Gate, momentalnie widzę na czerwono wszystkie pułapki, które czyhają na moje biedne dziecko. Są też i bardzo konkretne minusy: przykładowo cierpię z powodu ujemnego modyfikatora do umiejętności „mocna głowa”, w rozmowach z osobami nie posiadającymi dzieci mam radykalnie okrojone opcje dialogowe, do tego większość otrzymywanych przeze mnie questów sprowadza się do „odwieź dziecko do przedszkola i zdąż do pracy”, „zbuduj z klocków Lego Sokoła Milenium” albo „nie zaśnij w trakcie czytania na głos tego samego odcinka Asteriksa i Obeliksa po raz trzydziesty dziewiąty”. Wszystkie te wady blakną jednak wobec zmiany najistotniejszej.

Mianowicie stałem się mazgajem.

Pamiętam jeszcze te wspaniałe chwile sprzed objawienia się mojego potomka, kiedy mogłem bez strachu oglądać najgorsze wyciskacze łez i co najwyżej wzdychać ze zniecierpliwieniem. Pamiętam reżyserskie tricki, które miały za cel chwycić mnie za serce, a na które potrafiłem bez trudu reagować śmiechem. Nic mnie nie ruszało. Cóż, było, minęło. Wszystko przepadło. Pal diabli jeszcze animacje Pixara – jedną łezkę, która gdzieś się tam zakręci w oku można jeszcze od biedy zamaskować, zwalić na alergię czy na paproch, co złośliwie utknął pod powieką. Ale już przykładowo Interstellar zostawił mnie bez szans. Przy scenie, w której Matthew McConaughey odbiera nagromadzone przez kilkadziesiąt lat wiadomości od swojej córki ja po prostu wymiękam i zaczynam ryczeć jak najgorsza pierdoła. Nic na to nie mogę poradzić, to silniejsze ode mnie.

Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby bakcyl na tym poprzestał i nie mutował dalej. Mógłbym pogodzić się z płaczliwością, ale okazuje się, że zmiany postępują, a kolejne lata niosą ze sobą kolejne niespodzianki. Otóż teraz rzuciło mi się na ośrodek mózgu odpowiedzialny za strach, a obserwację tę poczyniłem przy okazji oglądania dwóch seriali, nawiasem mówiąc w moim odczuciu znakomitych. Tym, co obejrzałem były – wreszcie! – drugi sezon Stranger Things oraz zrealizowana przez HBO siedmioodcinkowa perełka pod tytułem Wielkie kłamstewka.  Stranger Things – jak wiedzą prawdopodobnie wszyscy mieszkańcy naszego globu, którzy są świadomi istnienia Netflixa – to młodzieżowa przygodówka z elementami horroru, która czerpie garściami z klimatu lat osiemdziesiątych i takich tekstów kultury jak Goonies, To, E.T. i wiele innych. Natomiast Wielkie kłamstewka to adaptacja powieści Liane Moriarty, podlana kryminalnym sosem obyczajówka o matkach, dzieciach, namiętnościach i ambicjach, o sąsiedzkich intrygach i demonach kryjących się w na pozór zwyczajnych ludziach. Na pierwszy rzut oka trudno o dwa bardziej od siebie różne seriale, a jednak da się znaleźć dla nich pewien wspólny mianownik, w obu bowiem cierpi dziecko. W Stranger Things mamy biednego Willa, który styka się z mrocznymi mocami, a w konsekwencji cierpi okropnie, przede wszystkim fizycznie, ale też psychicznie, wszystko zaś pokazane jest bardzo wiarygodnie, zbliżenia kamery stawiają widza tuż obok tego przerażonego dzieciaka, męczonego ponad ludzkie wyobrażenie. W Wielkich kłamstewkach mamy do czynienia z czymś zgoła innym: pierwszego dnia w szkole chłopiec imieniem Ziggy zostaje oskarżony o próbę duszenia koleżanki. Sam zainteresowany zaprzecza, zapewnia, że jest niewinny, konkretnych dowodów brak, ale to okazuje się bez znaczenia, samo podejrzenie wystarczy, żeby chłopiec został przez pewną grupę rodziców (i w konsekwencji również dzieci) napiętnowany jako agresywny łobuz, wykluczony, społecznie odizolowany.

I tu właśnie uruchamia się we mnie ten specyficzny, rodzicielski wirus. O ile męki Willa ze Stranger Things przyjmuję ze spokojem – bo przecież moje racjonalne ja wie, że nie ma żadnych potworów, a w konsekwencji nie ma powodowanego przez potwory bólu i pochodnych traum – o tyle to, co spotyka Ziggy’ego w Wielkich kłamstewkach napawa mnie autentyczną zgrozą. Bo jest prawdziwe. Bo jest możliwe. Bo twarz Ziggy’ego i jego oczy, oczy dziecka, które nie rozumie, co się dzieje, które boi się i smuci, mogłyby być twarzą i oczami mojego własnego dziecka.

Na koniec tych luźnych rozważań pozwolę sobie dodać coś jeszcze. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, na dniach po raz drugi zostanę ojcem. Wspominam o tym z dwóch względów. Po pierwsze jeśli moja aktywność tutaj, na blogu spadnie na przestrzeni najbliższych miesięcy niemal do zera, będziecie wiedzieli, dlaczego tak się dzieje – bo siedzę po pachy w pieluchach i wyjaśniam z uporem maniaka, że krówka robi „muuu!”. Po drugie skoro bakcyl rodzicielstwa poczynił we mnie takie spustoszenie przy okazji pierwszego dziecka, boję się pomyśleć, co zrobi ze mną dalsze potomstwo. Bo że coś zrobi – i że będzie to coś ekscytującego, ale też potwornego – nie mam najmniejszych wątpliwości.

Trzymajcie się. Do rychłego (tak wiem, łudzę się) przeczytania.

Opublikowano Fantastyka, Polecanki, Różne | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz