Teledysk

Dzisiaj wieści kompletnie nieliterackie, natomiast dla mnie bardzo ważne. Otóż kilka dni temu pojawił się w sieci teledysk do utworu „W żagle wiatr” zespołu Scarecow, w którym mam przyjemność grać. Obejrzeć go można choćby tutaj, do czego serdecznie zachęcam.

Kręcenie klipu do „W żagle wiatr” trwało trzy dni i okazało się fantastyczną przygodą. Za reżyserię i wszelkie technikalia odpowiadał nasz dobry portugalski znajomy Gonçalo Viana i jemu montowanie wszystkiego zajęło na pewno znacznie więcej czasu, mniej też przypominało fantastyczną przygodę, bardziej zaś mozolną harówkę. Tak czy owak efekt końcowy nas powalił i mam nadzieję, że Wam też przypadnie do gustu. A przynajmniej wywoła uśmiech na twarzy.

No to jeszcze raz: miłego oglądania i do przeczytania wkrótce!

Opublikowano Muzyka | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Słodka, nieznośna tęsknota

Mam doła. Nie jakąś tam podłą deprechę, nic z tych rzeczy. Po prostu przejmującą, dogłębną tęsknotę za czymś, co dobiegło końca. To diabelnie dziwne uczucie: potworne i wspaniałe równocześnie. Nie rozumiem go, nie pojmuję do końca mocy, jaką nade mną ma i ten brak zrozumienia w jakiś sposób szalenie mnie cieszy, bo cofa mnie do tych obłędnych lat młodości, kiedy serce niemal zawsze brało górę nad rozumem.

Pamiętam, że to uczucie kiedyś częściej mi towarzyszyło. Objawiało się podczas powrotu z wakacji pełnych wrażeń, przygód i nowych znajomości. Brało mnie w swoje łapska po odjazdowym koncercie albo bardzo udanym konwencie. A także – i w tych przypadkach było najpiękniejsze, najsilniejsze, najbardziej nieznośne – po wchłonięciu wyjątkowej, epickiej historii.

Tak było po przeczytaniu siedmioksięgu wiedźminowskiego. Po Harrym Potterze. Po Mrocznej Wieży Kinga i Kole Czasu Jordana. Ale też po kilku serialach, jak Battlestar Galactica czy Californication. Pamiętam to doskonale: ostatnią stronę opowieści, ostatni kadr, a później godziny błąkania się po domu, nieudolne próby zajęcia czymś myśli, niemożliwość znalezienia sobie miejsca. Tęsknotę i żal, że to już koniec. Poszczególne sceny odtwarzane w głowie raz po raz. Przywoływane w nieskończoność postaci bohaterów, zaskakująco podobne do wakacyjnych miłostek w tym, że – choć wiadomo, że trzeba – nie chce się wypuścić ich z rąk, pożegnać, porzucić.

Dawno się tak nie czułem. Potwornie dawno. Już mi się zdawało, że zmieniłem się, że zmieniła się moja wrażliwość i po prostu inaczej odbieram fikcję. Ale nie. Po prostu brakowało mi właściwej opowieści.

Teraz, po Stranger Things, to wszystko wróciło. Silne jak diabli. Może silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

111

Chyba najbardziej fascynujące jest to, że w gruncie rzeczy nie pojmuję, dlaczego akurat ten serial wywarł na mnie aż takie wrażenie. Bo przecież na pierwszy rzut oka to prosta historyjka z pogranicza grozy i fantastyki naukowej; jedna z tych, które w wyjątkowo dobry dzień mógłby popełnić Stephen King. Ba, to niemal klisza na kliszy: tajne rządowe laboratorium, porwany chłopiec i jego zrozpaczona matka, zapijaczony glina z przeszłością, potwór krążący po lasach, grupa nerdowatych chłopaków prowadzących własne śledztwo, dziecko obdarzone tajemnymi mocami. To wszystko już było, i to nie raz. A jednak nigdy wcześniej nie zagrało tak jak tutaj. Przynajmniej nie dla mnie.

Może prawdą jest to, że odbieramy teksty kultury przez pryzmat wcześniejszych doświadczeń i Stranger Things po prostu trafia w czułe sentymenty z okresu mojego dzieciństwa. Wychowałem się w dużej mierze na amerykańskich filmach z lat 80-tych, a ten serial czerpie z nich nawet nie pełnymi garściami, ale pełnymi łyżkami przemysłowych koparek. Bo Stranger Things to wszystkie te rzeczy, które kręciły mnie i rajcowały, gdy byłem małym gnojkiem: poczynając od Goonies i reszty kina familijnego, przez rozmaite horrory oraz filmy sf, przez Lovecrafta i Tolkiena, na grach RPG i komiksach kończąc. Czyżby więc mój zachwyt był tylko wyrazem tęsknoty za minionym dzieciństwem?

222

Chyba nie tylko. Bo Stranger Things to, chyba już zupełnie obiektywnie, dzieło fenomenalne. Doskonale napisane, ze świetnie rozłożonym akcentami, dynamiką i znakomicie operujące nastrojem – bywa śmieszne, straszne, podniosłe, smutne, wzruszające i zwyczajnie piękne. Zachwycająco zagrane, zarówno jeśli chodzi o dziecięcych aktorów (Czad, czad i jeszcze raz czad! Jak te smyki są potwornie utalentowane!), jak i stare wygi (Jak ja okropnie długo czekałem – i z pewnością nie ja jeden – na równie dobry występ Winony Ryder! Nareszcie!). Opatrzone wyborną, klimatyczną muzyką, pięknymi zdjęciami, rewelacyjną scenografią. Tak kompletnie i wyśmienicie oddające klimat lat 80-tych. Przemyślane. Zrobione z polotem i wyczuciem. Ze smakiem.

Zatrzymuję się i czytam to, co napisałem powyżej. Niby wszystko się zgadza, ale tak naprawdę te słowa mógłbym z drobnymi zastrzeżeniami odnieść do dziesiątek filmów, seriali czy – pomijając specyficzne dla kinematografii technikalia – książek. A jednak od lat żaden inny tytuł nie poruszył mnie tak jak Stranger Things.

444

Dalej jestem tak samo zagubiony, jak byłem. I tak samo bezradny w obliczu tego cholernego doła.

Poddaję się, bo nic innego mi nie zostaje. Odtwarzam w pustej czaszce obejrzane sceny, wsłuchuję się w echo głosów Eleven, Mike’a czy Jonathana. Oglądam bzdurne filmiki na YT: wywiady z obsadą, urywki talk showów, nic nie mówiący trailer drugiego sezonu. Słucham ścieżki dźwiękowej. Czytam o Stranger Things na IMDB, Wikipedii, na dużych portalach i małych portalikach. Sztucznie przedłużam kontakt z tą historią, odsuwam w czasie moment, kiedy będę musiał się z nią pożegnać. To wszystko to tylko marniutkie substytuty, żałosna namiastka gigantycznej frajdy, jaką sprawiało mi oglądanie tego serialu. Ale nie jestem w stanie sobie tego odmówić. Jeszcze nie potrafię odpuścić. Jeszcze nie.

Snuję się po domu. Czas przecieka mi między palcami. Nie mogę się zmusić do pracy, nie mogę skupić się na czytanej książce.

Głowę wciąż mam pełną Stranger Things.

I nie mogę się zdecydować, czy chcę, żeby ten stan trwał, czy żeby już wreszcie minął.

Opublikowano Fantastyka, Polecanki | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Wywiad dla BeGoodArt.com

Ostatnio na łamach portalu BeGoodArt.com pojawiła się nie tylko bardzo przychylna recenzja moich Opowieści niesamowitych (dla chętnych – TUTAJ), ale również wywiad z moją skromną osobą. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się, co sądzę o, między innymi, łączeniu pisania z grą w zespole, publikowaniu w sieci, vanity press, czy odwiecznym zatargu fantasy oraz sf, zapraszam do lektury. Cały wywiad dostępny jest TUTAJ.

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło. I do zobaczenia już w ten weekend na Polconie!

Opublikowano Fantastyka, Muzyka, Różne | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

Polcon 2016

Już wkrótce – a nawet bardzo wkrótce, bo w najbliższy weekend – we Wrocławiu wielkie święto fantastyki, a mianowicie Polcon 2016. Impreza długa (od czwartku do poniedziałku włącznie), obfitująca w moc atrakcji i kusząca chociażby okazją do spotkania z wybitnymi gośćmi (w tym roku to m.in. Peter V. Brett, Jack Ketchum, Edward Lee, Bogusław Polch czy Chris Achilleos). Zapowiada się rewelacyjnie i niżej podpisanego również tam nie zabraknie. Poza korytarzami, toaletami i innymi punktami tradycyjnych spotkań towarzyskich będzie można mnie zobaczyć i posłuchać na następujących punktach programu:

Polcon-2016

Piątek, 14:00, Sala 2 – Panel: Czy warto być pisarzem fantastyki? (wraz z Jarosławem Grzędowiczem, Witoldem Jabłońskim i Magdaleną Kucenty)

Piątek, 18:00, Sala 3 – Panel: Steampunk (wraz z Anną Kańtoch i Krzysztofem Piskorskim)

Niedziela, 10:00, Sala 8 – Panel: Młody fantastyczny Wrocław (wraz z Krzysztofem Haladynem)

Niedziela, 12:00, Sala 4 – Panel: Wampir w popkulturze – przeżytek, sztampa czy wciąż potencjał (wraz z Sylwią Błach, Michałem Stonawskim i Witoldem Jabłońskim)

Niedziela, 16:00, Sala 2 – Warsztaty pisania recenzji

Ponadto, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wraz z moim zespołem Scarecrow będziemy mieli zaszczyt i przyjemność wystąpić w Tawernie, czyli w oficjalnej polconowej knajpie w niedzielę około godziny 21:00. Zapraszamy serdecznie!

PS. Podane powyżej punkty programu oraz ich miejsce i czas wzięte są z roboczego harmonogramu i mogą w związku z tym ulec jeszcze drobnym zmianom. Szczególnie zainteresowanych zachęcam do śledzenia wszystkich informacji dotyczących Polconu na oficjalnej stronie internetowej konwentu, czyli TUTAJ.

 

Opublikowano Fantastyka, Muzyka, Różne | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Genialne kreacje?

Od dość dawna słyszę, że polski rynek wydawniczy ma się coraz gorzej. Nasz rodzimy światek literacki ma jakoby ciążyć ku degrengoladzie i rozpadowi, a pojedyncze pozytywne zjawiska są rzekomo tylko odstępstwami potwierdzającymi smutną regułę. Wydawnictwa padają albo zamykają serie wydawnicze. Czasopisma zdychają lub zawieszają działalność. Te, które wciąż jakoś egzystują, muszą liczyć się z topniejącą rzeszą czytelników. W ogóle mało kto czyta, publikują wyłącznie starzy wyjadacze, a marzący o debiucie raz, że nie mają gdzie puścić swoich książek (no chyba, że stać ich na kosztowny strzał w kolano, jakim jest vanity press), a dwa, że tak naprawdę nie potrafią pisać.

Czyli, nazywając rzecz fachowo, kaszana.

Logo-GC-kolorMoje własne doświadczenia częściowo pokrywają się z tą ponurą wizją przedstawioną powyżej. Ale tylko częściowo. Wciąż nie brakuje bowiem ciekawych inicjatyw, a jedną z takich – jak mi się zdaje – jest wydawnictwo Genius Creations. W jego ofercie znajdują się książki niemal wyłącznie debiutantów, co w obecnej sytuacji jest podejściem nie tyle nawet odważnym, co iście brawurowym. Oczywiście wrodzona złośliwość, a także stara dobra zawiść – tradycyjna nie tylko dla środowiska literackiego, ale dla Polaków w ogóle – podpowiadały, że najlepiej byłoby te debiuty wykpić, autorów wyszydzić, a wydawnictwo jak najpełniej zdyskredytować. Do czego zabrałem się ochoczo.

Moja skromna przygoda z książkami sygnowanymi przez Genius Creations rozpoczęła się od Cudów i Dziwów Mistrza Haxerlina Jacka Wróbla. Moje zdanie na temat tego tytułu znajdziecie TUTAJ, ale na potrzeby niniejszego wpisu wystarczy chyba powiedzieć, że książka okazała się nad podziw zacna i nawet gdybym nie znał się osobiście z Jackiem i zwyczajnie po ludzku go nie lubił, nie mógłbym jej specjalnie zjechać. Jeśli w przypadku panów Haxerlina i Wróbla, a także wydawnictwa GC mam o coś żal, to o to, że wciąż muszę czekać na zapowiadaną już od jakiegoś czasu kontynuację.

Redlum-Katarzyna-RupiewiczNa drugi ogień poszła świeżynka ze stajni GC, a mianowicie Redlum Katarzyny Rupiewicz. Zacząłem czytać i już po kilku stronach zacierałem rączki z niegodziwej uciechy. Opisy skromne albo niemal nieobecne, struktura oklepana, setting aż się prosi, żeby pojechać z nim bardziej po bandzie. Generalnie do bólu klasyczne fantasy o chłopaczku, który odkrywa w sobie niezwykłe moce – jedyną niespodzianką jest to, że ów chłopaczek dorasta w otoczeniu najrozmaitszych potworów, a szkoli się nie na rycerza, maga czy genialnego złodzieja, ale na karczmarza. Już byłem pewien, że Redlum posłuży mi do napisania na tym blogu notki zwięzłej, ale cudownie prześmiewczej, zjawiskowo jadowitej, uroczo gnojącej tak sam utwór, jak i jego autorkę (trochę zgryz, bo ją również zdarzyło mi się poznać i sprawiała wrażenie bardzo sympatycznej, ale co tam). A potem nagle spostrzegłem, że jestem na stronie dwieście którejś, przewracam kolejne kartki Redlum jak opętany i doskonale się bawię. Pomogło na pewno to, że jest lato i taka lekka lektura, nie wymagająca absolutnego skupienia, znakomicie pasuje do słońca i plaży… Ale to nie wszystko. Dużo zmieniają dialogi, zaskakująco zgrabne i obfite w miłe uchu (oku?) one-linery. Do gustu przypadły mi również rozmaite przemyślenia głównego bohatera i w ogóle sposób prowadzenia pierwszoosobowej narracji: nie przegadanej, ale jednak w jakiś sposób barwnej, doskonale spójnej z charakterem postaci. Poza tym jest w tej książce trochę smaczków, które sprawiają, że czyta się ją z przyjemnością – ale nie będę zdradzał więcej, żeby nie psuć Wam frajdy z ewentualnej lektury.

pokoj-swiatowNa koniec sięgnąłem po pierwszą książkę, którą GC zdecydowało się wydać – po zbierający laury i świetne recenzje Pokój światów Pawła Majki. Ten miszmasz Wojny światów, Życzenia śmierci oraz wszelkiej maści bajek, baśni i legend wydaje się hybrydą tak dziwaczną, że nie mogło z tego wyjść nic innego niż stuprocentowy kicz. A jednak, stało się inaczej. Majka wziął te części składowe, wsadził do blendera i zmajstrował koktajl, który spokojnie mógłby stanąć w jednym szeregu z książkami wchodzącymi w skład znakomitej Uczty Wyobraźni wydawnictwa Mag. Autor stworzył kompletną, koherentną wizję świata, która powala rozmachem i oryginalnością, ale to bynajmniej nie wszystko, bywały już bowiem książki z fenomenalnym pomysłem na świat, ale zarżnięte badziewną fabułą oraz bohaterami tak plastikowymi, jakby nosili na dupsku wytłoczony napis MADE IN CHINA. W przypadku Pokoju światów nic takiego nam nie grozi. Pojawiające się w książce postaci tworzą barwny i fascynujący kolektyw, fabuła pełna jest niebanalnych rozwiązań i ciekawych zwrotów akcji, narracja prowadzona umiejętnie, z polotem. Mimo poziomu skomplikowania świata przedstawionego, informacje o nim dozowane są stopniowo, z rozmysłem, tak by nie nudzić i nie zabić dynamiki opowieści. Dialogi u Majki to fragmenty szczególnie ciekawe: błyskotliwe, nastrojowe, zabawne, okraszone adekwatną dla postaci – ale nie przesadzoną – stylizacją. Do tego dochodzi erudycja autora, który wypakował swój tekst po brzegi rozmaitymi obliczami folkloru. Wszystko to sprawia, że Pokój światów jest jedną z najlepszych i najbardziej pomysłowych książek, jakie przeczytałem w ciągu ostatnich miesięcy. Taką jeszcze małą wisienką na torcie, rzeczą która szczególnie mi się spodobała, jest fakt, że Majka nie traktuje czytelników jak debili, którym trzeba wszystko jasno i klarownie wyłożyć – pewne rzeczy pozostawia w sferze domysłów i niedopowiedzeń, pozwala nam wyciągać własne wnioski i samodzielnie domyślać się, kim są niektóre z mitycznych lub baśniowych postaci napotykane przez bohaterów w obłędnym, ale i fascynującym świecie Kresu. Brawo, autorze!

Na koniec dodam, że pod względem wydania – okładki, skład tekstu, korekta – utwory te nie wypadają ani trochę słabiej, niż pozycje sygnowane przez wydawnictwa ze znacznie większym dorobkiem. Nie mam wątpliwości, że moja przygoda z książkami Genius Creations na tym się nie skończy. I choć wciąż liczę na znalezienie jakiegoś tytułu, który pozwoli, żeby się troszkę nad nim poznęcać i powyzłośliwiać, podejrzewam, że trafię tam przede wszystkim na pozycje dobre, oferujące uczciwą rozrywkę.

A Wy? Czytaliście coś wydanego przez GC? Coś godnego polecenia albo wręcz odwrotnie? Może na temat którejś z wymienionych przeze mnie książek macie podobne odczucia… A może zupełnie odmienne? Jeśli tak, piszcie śmiało.

Pozdrawiam ciepło i wakacyjnie, do rychłego przeczytania!

Opublikowano Fantastyka, Polecanki | Otagowano , , , , , , , , | 29 komentarzy

Radiowe rozmówki

Wiadomość z ostatniej chwili: jutro około godziny 19:00 będę miał przyjemność gościć na antenie Radia Wrocław Kultura w programie literackim Łukasza Śmigla i Jacka Antczaka. Nie mam jeszcze bladego pojęcia, o czym będziemy rozmawiać, ale to będzie moja trzecia wizyta u nich i, sądząc po wcześniejszych doświadczeniach, nie wątpię, że będzie wesoło, ciekawie, inspirująco i bardzo sympatycznie. Popatrzeć sobie na nas (a co, radio na miarę XXI wieku, no nie?) oraz posłuchać rozmaitych okołoliterackich rozmaitości będzie można poprzez stronę radia, czyli http://www.radiowroclawkultura.pl/. Zachęcam do udziału i życzę miłych wrażeń.

Trzymajcie się!

Opublikowano Różne | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

„Wszystko dobre…” w Nowej Fantastyce

okladka-200Z przyjemnością i dumą informuję, że w sierpniowym numerze Nowej Fantastyki można przeczytać moje opowiadanie „Wszystko dobre, co się dobrze kończy”. Pod tym przydługim może tytułem kryje się historia łącząca elementy urban fantasy, gangsterskiego noir oraz science fiction bliskiego zasięgu, wszystko doprawione szczyptą humoru i sentymentalną nutą. Będzie złośliwa sztuczna inteligencja, będą orki w garniturach i seksowne wróżki serwujące drinki, będą poważne tarapaty, agenci federalni i sporo akcji! Mam nadzieję, że tekst przypadnie Wam do gustu, szczególnie, że to raczej lekka i niewymagająca lektura, w sam raz na lato.

A z sierpniowym NF-em w ogóle warto się bliżej zapoznać – jeśli nie dla samej okładki z Margot Robbie w roli Harley Quinn, to chociażby ze względu na wywiad z Kenem Liu, na kolejny tekst Krzyśka Piskorskiego o wymyślaniu fantastycznych światów czy opowiadania Kelly Link oraz Alyssy Wong.

Polecam serdecznie i pozdrawiam!

Opublikowano Fantastyka, Różne | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy