Kubeł zimnej wody…

Tak to właśnie jest. Już myślałem, że jestem gość – rozumiecie sami, parę wygranych konkursów, umowa na książkę, publikacja w Science Fiction Fantasy i Horror… normalnie świat stoi otworem, klękajcie narody i takie tam. Żyć nie umierać, a żywić się najlepiej tą sodówą, co to się sama do głowy pompuje.

Na szczęście, zapoznanie się z lipcowym SFFiH, w którym pojawił się mój tekst, podziałało jak kubeł zimnej wody. Wiedziałem, że stanąć w szranki z towarzystwem tak zacnym nie będzie łatwo, ale… Czy ja naprawdę musiałem trafić do najmocniejszego numeru SFFiH jaki pamiętam?!!

Zaczyna się to wakacyjne wydawnictwo jeszcze w miarę niepozornie. Pilipiuk w „Aparatusie” ani nie podkręca specjalnie tempa, ani humorem nie powala – ot, wykonuje porządną rzemieślniczą robotę. Inna sprawa, że ten gość potrafi nawet cholerne sztućce opisywać tak, że to wciąga… No i sam pomysł tytułowego przedmiotu – niesamowita rzecz, mnie w każdym razie kompletnie zauroczyła. 

Dalej jest tylko gorzej. Agnieszka Hałas serwuje nam kolejną przygodę swojego ulubionego Krzyczącego w Ciemności… tyle że robi to lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Tym razem żmij musi poradzić sobie z mafią, która bardzo chciałaby się nim posłużyć w realizacji swoich ciemnych sprawek. Wartka akcja, suspens na właściwym miejscu, językowo jak zwykle bez zarzutu. Każdy trzeźwo myślący fan fantasy po tym tekście powinien pobiec do księgarni i sprawić sobie Dwie karty Agnieszki. No chyba, że już ma.

Swojego opowiadania nie będę komentował, poza tą jedną uwagą, że grafikę mi piękną strzelili, jak zresztą chyba wszystkim w tym numerze. Daniel Grzeszkiewicz dał czadu i tyle. Szacuneczek.

Numer czwarty lipcowego SFFiH to absolutny majstersztyk. Marcin Mortka swoją piracką opowieścią kupił mnie w 100%. Piękna kobieta na stat… przepraszam, okręcie pełnym mężczyzn to zawsze kiepski pomysł i tym razem nie jest inaczej. Pierwszorzędny humor, rewelacyjne postaci, fajowo opisana akcja. Nowi Piraci z Karaibów nie sprawili mi większej radochy niż ten tekst. Nic, tylko brać i zazdrościć, że sam tak nie piszę.

Myślałem sobie, ok., trzy mocne opowiadania, nie ma dramatu. Dalej na pewno musi się trafić jakaś słabizna. 

Taa, jasne.

Dalej trafiły się dwa Krzysztofy: Dybek i Baranowski. Pierwszy napisał wcale zgrabne opowiadanie o niezwykłej roślinie żyjącej w czymś na kształt emocjonalnej symbiozy z głównym bohaterem, pisarzem. Pomysł przyzwoity, wykonanie na poziomie, całość sympatycznie się czyta. Jak na oficjalny debiut, w tym wieku zresztą, to tylko pozazdrościć. Drugi Krzysztof natomiast pojawia się w magazynie nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni. Jego „Niebajka” prezentuje podobny poziom co wcześniejsze tekst autora – solidna robota, zaskoczenie we właściwym momencie, do tego spora dawka beztroskiego humoru. Jak zwykle zwięźle i konkretnie, co się ceni.

W połowie czytania opowiadania Marcina Pągowskiego myślałem, że będę mógł sobie w końcu ponarzekać. Bo co prawda stylizacja językowa wyśmienita (choć cuchnie Sapkowskim na kilometr), to jakieś takie dziwne, zakręcone, pogmatwane… aż do końcówki, kiedy wszystko nagle nabiera sensu. No i sobie, *&$@&^, nie ponarzekam. Bo opowiadanie Pągowskiego w końcowym rozrachunku jest jak najbardziej ok.

A na koniec co? Na koniec Tomasz Kołodziejczak i „Majowa katastrofa”. Chcecie się pośmiać z jasnowidzów i pseudonaukowców wieszczących rychły koniec świata? Zapraszamy. Tomasz Kołodziejczak zapewnia totalną rozwałkę, popis nieskrępowanej niczym kreatywności i inteligentnego humoru. Rzuca na kolana i tyle. I to wszystko w formie recenzji.

Cóż zrobić? Pozostaje bić brawo i wrócić do składania literek. Może następnym razem mój tekst trafi do numeru, gdzie ktoś będzie miał szansę go zauważyć 🙂

 

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Kubeł zimnej wody…

  1. AchnabalX pisze:

    Hej, też dorwałem najnowsze SFFiH i, rzeczywiście, muszę przyznać, że to najlepszy numer odkąd sięgam pamięcią. Ale wcale nie ma powodu do zmartwień. W moim prywatnym rankingu uplasowałeś się przed Pilipiukiem, Dybkiem i Pągowskim. Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na książkę. Mam nadzieję, że niedługo uchylisz rąbka tajemnicy, tzn. o czym, jak i po co 🙂

  2. Cedrik pisze:

    Oj, daj spokój ;]
    Trafiłeś do mocnego numeru i sam też pokazałeś, że umiesz. Tylko się cieszyć, a nie marudzić, że mocno i tracić wiarę w siebie. A teraz do roboty i koniec z marudzeniem. Bo nie przeczytam Twojej książki… przez całe trzy godziny sie jej nie tknę, jak kupię. No.

  3. Marcin Rusnak pisze:

    Cedrik… mówisz, że książki nie tkniesz… Grozisz mi? ;P A tak na poważnie to dzięki za miłe słowa. Zgodnie z zaleceniem dłużej nie marudzę i siadam do roboty.
    AchnabaluX, co nieco o książce można poczytać na forum Qfanta, gdzie zdradziłem już to i owo. Wkrótce jakaś zapowiedź powinna pojawić się też na stronie Ifryta.
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s