Wakacje! Wakacje… jakie, *&^^, wakacje?!

Każdy polski nauczyciel czeka na wakacje. Truizm to, banał, prawda niepodważalna. Czekamy na nie, pewnie, no bo na co innego w tej pracy można czekać? To znaczy, wykluczając wrzody żołądka i pylicę spowodowaną ciągłym wdychaniem wszędobylskiej kredy?

Tak na poważnie – lubię moją pracę. Gdyby nie papierki, tabelki, i cały ten sen szalonego biurokraty, byłoby to zajęcie wymarzone. Nawet o kasę bym się specjalnie nie kłócił. No bo właśnie – są przecież jeszcze rozmaite święta, długie weekendy, wycieczki szkolne, ferie zimowe i… <werble… gdzie te werble?!> WAKACJE. Praktycznie dwa miesiące totalnego nieróbstwa! Nic tylko leżeć do góry brzuchem, wciągać drinki z palemką jednego za drugim, połykać książki, filmy, słuchać do woli ulubionej muzy, pisać, grać… no mistrzostwo świata, przyznacie sami.

Ale nie. Ja oczywiście kiedyś musiałem wpaść na pomysł, że studia doktoranckie to fajna sprawa jest. Dwie literki przed nazwiskiem, szerokie perspektywy, rozwój intelektualny… same bzdury generalnie, najfajniejszy ze wszystkiego jest ulgowy bilet na MPK. Grunt, że minął pierwszy roczek, drugi pyknął jak korek od szampana, trzeci śmignął jak Sokół Millenium spier***ający przed cholerną Gwiazdą Śmierci. Ani się człowiek obejrzał, a tu trzeba coś zacząć pisać. I to coś z cytatami i bibliografią, bez trupów, giwer i mniej lub bardziej wiarygodnych scen łóżkowych.

Dobra, powiedziałem sobie. Dam radę. Bracia Kliczko trzasnęli doktoraty, to ja też trzasnę. Chociaż oni, skoro o trzaskaniu mowa, są w tej materii znacznie bardziej ode mnie zaawansowani. No i stało się. Zacząłem dzisiaj pisać. Dwie strony klepałem bodaj z sześć godzin, wliczając w to siedemnaście przerw na herbatę, trzynaście na kawałek czekolady, pięć na sprawdzanie poczty i przynajmniej ze trzy na bezmyślne kręcenie się po mieszkaniu, ot tak, bo mi się preteksty skończyły. Jak miałem pojechać na zakupy i obiad zrobić, to nawet nie protestowałem.

Poszedł pierwszy dzień. Kolejne, mam nadzieję, też jakoś pójdą. Ilość stron powoli będzie rosnąć i – jeśli fałdy mózgu mi się nie wypłaszczą od pisania nie dość, że po angielsku, to jeszcze sztywną akademicką prozą – do września powinienem skończyć pierwszy rozdział.

Tylko gdzie te wakacje? Gdzie to nauczycielskie El Dorado, jak zwykła mawiać Agnieszka?

A teraz z zupełnie innej beczki: na stronie wydawnictwa Ifryt pojawiła się zapowiedź mojej książki pt. „Czas ognia, czas krwi”. Jeśli chcecie się dowiedzieć o niej czegoś więcej, zapraszam tutaj. Poza tym osoby gotowe do dyskusji na temat mojej <werble… werble, kurde balans!… nigdy ich nie ma, kiedy są potrzebne!> twórczości mogą odwiedzić poświęcone mi wątki na forach Qfanta oraz SFFiH.

Pozdrawiam, do przeczytania niebawem! 

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Wakacje! Wakacje… jakie, *&^^, wakacje?!

  1. Maciek pisze:

    Nie chcę się czepiać (bardzo dobrze wiesz jak ja strasznie nie lubię się czepiać ;P), ale dążenie do postawienia owych dwóch literek przed nazwiskiem poskutkuje tym, że usuniesz te trzy literki (mgr), które już masz. Też mi interes. 🙂

  2. Cedrik pisze:

    No cóż, chciałeś – to masz. Twoja wina. Ale nie przejmuj się – jak napiszesz, okaże się, że to jednak było fajne ^^
    …przynajmniej tak chcę Cię pocieszyć :>

  3. Julia Bernard pisze:

    Witaj 🙂 Przeczytałam właśnie SFFiH ( z opóźnieniem, z opóźnieniem) i chciałam tylko powiedzieć, że nie rozumiem skąd to krygowanie się wcześniejsze. Tekst świetny, nie odstający w żaden sposób od „uznanych nazwisk”. I powodzenia w walce z alfabetem przed nazwiskiem 🙂

  4. Marcin Rusnak pisze:

    Cedrik, dzięki za pociechę. Marną, ale zawsze. W końcu liczą się chęci 🙂
    Maciek, nie chcesz, to się nie czepiaj… poza tym, nie ilość, a jakość… czy coś takiego.
    Julia Bernard, dzięki za miłe słowa. Krygowanie, nie krygowanie, fakt jest faktem, że numer jest udany i dużo w nim dobrych tekstów. W walce z alfabetem każda pomoc mile widziana, więc życzenia powodzenia też. Merci 🙂 PS. Czekam na Twoją książkę, opis na stronie Ifryta jest co najmniej zachęcający!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s