Koniec opowieści

 Moja przygoda z Harrym Potterem rozpoczęła się gdzieś w liceum. Na polskim rynku były wtedy dostępne już dwie albo trzy pierwsze części, ale nie zbliżałem się do nich, bo zaufałem stereotypowi, że to dla dzieci, niemądre, naiwne. Że szkoda czasu.

 Wiem, głupi byłem. Przyznaję się bez bicia.

Przypadek chciał, że ciocia z Niemiec przysłała mi wtedy pierwszą część sagi J.K. Rowling w języku angielskim. Język miałem już wtedy opanowany jako tako, a że w głowie pojawiły się pierwsze myśli o pójściu na anglistykę, pomyślałem, że przydałoby się przetestować zdolności lingwistyczne w boju, czyli czytając książkę w oryginale. No i spróbowałem.

 Po jakichś dwudziestu stronach zauważyłem, że w ogóle nie zwracam uwagi na to, że czytam coś w obcym języku. Harry Potter mną zawładnął, jego autorka złapała mnie na haczyk. Książkę przeczytałem błyskawicznie, a później nadrobiłem zaległości. Na czwarty tom czekałem już z zapartym tchem.

Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny przeczytałem gdzieś w 2000 albo 2001 roku. Wczoraj, 2 sierpnia 2011 byłem na ostatniej części filmowych przygód tego bohatera. Dziesięć, może jedenaście lat. To długa przygoda. Jedna z najdłuższych w moim życiu. I najpiękniejszych.

Kiedy myślę o sadze napisanej przez Rowling, nie mogę wyjść z zachwytu. Jest to bowiem opowieść – mimo rozmiarów – nad wyraz spójna, inteligentna, wciągająca. Dotyka tego, co jest ważne dla nas wszystkich, a nie tylko dla młodych odbiorców: mówi o przyjaźni i miłości, o człowieczeństwie, o strachu przed śmiercią i stawianiu mu czoła, o pokonywaniu własnych słabości. Uczy nie oceniać innych powierzchownie, przebaczać, nigdy się nie poddawać. Jakby tego było mało, te książki pokazały całym rzeszom dzieci (i nie tylko), że literatura potrafi być cudownym sposobem na spędzenie wolnego czasu.

Na mnie miały specyficzny wpływ. Z jednej strony naukowy, bo gdyby nie powieści Rowling, prawdopodobnie nie pisałbym doktoratu z fantastyki dla dzieci i młodzieży. Może nie pisałbym go wcale. Z drugiej strony, miały wpływ na mnie jako początkującego pisarza. Uzmysłowiły mi, jak cudownie pogmatwana, pełna zwrotów akcji i przeplatających się szczegółów może być opowieść – pod tym względem bowiem nie spotkałem żadnej, która z sagą o Harrym Potterze mogłaby się równać.

Tak naprawdę nie chciałem pisać o książkach. Samo tak wyszło. Chciałem skreślić parę słów o ostatniej części kinowych przygód młodego czarodzieja – o filmie, który urzeka realizacją, zachwyca idealnie wyważonym tempem akcji, porusza do głębi kreacjami bohaterów. Chciałem napisać o tym, że jest to dzieło estetycznie piękne, z niezwykłą swobodą łączące humor i powagę, sceny straszne ze wzruszającymi.

Ale nie. Nie będę o tym pisał. Idźcie, przekonajcie się sami. Pozwólcie się oczarować. Pozwólcie się zachwycić.

Są książki, szczególnie rozmaite sagi i cykle, po przeczytaniu których odczuwam zwykłego doła. Przez dzień, zazwyczaj nie dłużej, przeżywam coś na kształt małej żałoby – po bohaterach, z którymi nie przeżyję więcej wzlotów i upadków, po świecie, który zastyga w bezruchu wraz z ostatnią kropką, po przygodzie, która nigdy nie powinna się kończyć. Pierwszy raz, zdaje się, przeżyłem coś podobnego po siedmioksięgu wiedźminowskim Sapkowskiego. Podobnie było po Mrocznych Materiach Pullmana, po Mrocznej Wieży Kinga, czy właśnie po książkowym Harry Potterze.

Wczoraj po wyjściu z kina nie przeżyłem czegoś podobnego. Pomyślałem sobie: starzeję się, opowieści już mnie nie ruszają tak, jak ruszały dawniej. Wrażliwość jakby osłabła.

Walnęło mnie dopiero dzisiaj. Dopiero dzisiaj naprawdę do mnie dotarło, że to już koniec opowieści. Koniec czegoś, co przez dziesięć lat stanowiło jakąś tam niezbyt może istotną, ale jednak część mojego życia. Nie będzie więcej zmagań Harry’ego Pottera i Lorda Voldemorta. Koniec niezdarnych podchodów Hermiony i Rona, koniec obfitującej w złośliwości, niepokojącej obecności Snape’a. Do diabła, nawet przeklętego Quidditcha mi trochę żal! Można wracać do już napisanych książek, oczywiście. Można po raz wtóry oglądać filmy. Ale to nie to samo.

Dzisiaj czuję smutek, że ta historia już dobiegła końca. Niech będzie on moim prywatnym hołdem dla J.K. Rowling i dla całej ekipy filmowej – dla aktorów, którzy poświęcili tej opowieści gigantyczny kawał swojego życia (jak oni muszą się czuć?!!), dla reżyserów (przede wszystkim oczywiście dla Davida Yatesa, który uczynił tę serię dokładnie tak mroczną, jak powinna być), dla producentów i całej reszty. Dzięki nim światowa kinematografia powiększyła się o kolejny doskonały tytuł. Chwała im za to.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Jedna opowieść dobiegła końca. Powinna rozpocząć się inna. Jaka ona będzie? Kto ją napisze? Ty? A może ty?

Już się nie mogę doczekać.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Koniec opowieści

  1. Cedrik pisze:

    Oj tak, ostatnie dwa filmy z 7 cześci zachwycają. nawet poprawili to, co Rowling skopała, czyli pojedynek z Voldim ^^

  2. Julia Bernard pisze:

    A sam sobie napisz…! 🙂 Tylko zaczekaj parę lat, niech przejdą spokojnie ci wszyscy „następcy”, którzy siłą rzeczy polegną – bo po prostu nie będą Harry’m. I wtedy walniesz z główki 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s