Veni, vidi, vici… albo coś w ten deseń

Rzym praktycznie od zawsze jawił mi się jako miejsce magiczne, mityczne, istniejące trochę jakby w innej rzeczywistości. Nie powiem, żeby miasto to miało w tych moich wyobrażeniach jakiś szczególny urok – takie dajmy na to Koloseum nigdy nie budziło we mnie podobnego podniecenia, co londyński Tower, barcelońskie twory Gaudiego czy praskie Hradczany. Jechałem do Włoch ze świadomością, że to miejsce wyjątkowe, jeśli spojrzeć na historię europejskiej cywilizacji; miejsce, które z pewnością warto zobaczyć, ale żeby się od razu w nim zakochiwać, to już niekoniecznie.

Teraz – po pięciu dniach w Rzymie, trzech we Florencji, jednym w Asyżu i dwóch w diabelnie niewygodnych autokarach – stwierdzam, że do miłości równie mi daleko, jak przed wyjazdem. Ale jakieś uczucie się pojawiło, to i owszem. Może sympatia. Może szacunek. Jakąś maleńką cząstkę Włoch przywiozłem ze sobą, jakąś cząstkę siebie zostawiłem tam: pośród spalonych słońcem ruin albo w cieniu barokowych świątyń. A może na dnie szemrzącej wesoło fontanny?

Rzym poszedł na pierwszy ogień i wzbudził zarówno we mnie, jak i w Marcie najbardziej mieszane odczucia. Zachwyt wywołany mnóstwem pozostałości po czasach antycznych (Koloseum, Forum, Panteon) trochę nadwątliła atmosfera smrodu, brudu i ogólnego zaniedbania na uliczkach bardziej oddalonych od turystycznych atrakcji. Bogato zdobione wnętrza kościołów szybko prowadziły do przesytu, a mnogość fresków, rzeźb i wszechobecnych złoceń u niejednego mogłaby spowodować ostry oczopląs. Drażniły też tłumy, tłok i gorąc, a liczne krany z których nieustannie lała się woda zdatna do picia, owszem, niosły ulgę, ale też trąciły okropnym i nieuzasadnionym marnotrawstwem. Via Appia, którą wyobrażaliśmy sobie jako polną dróżkę otoczoną ruinami grobowców, okazała się w rzeczywistości wąską, zatłoczoną asfaltówką, cuchnącą spalinami i straszącą ruderami, jakich nie powstydziłaby się co biedniejsza polska wioska.

Były też jednak w Rzymie rzeczy niezaprzeczalnie urokliwe; takie, które na długo zapadną nam w pamięć. Były prześliczne fontanny Berniniego, była też Bazylika św. Piotra. Niesłychane wrażenie zrobiły na nas Katakumby św. Kaliksta oraz gigantyczne Termy Karakalli. Powalił rozmach objawiający się niemal na każdym kroku: w ruinach akweduktu, stanowiącej część muru piramidzie, czy olbrzymim pomniku Wiktora Emmanuela II.

O ile Rzym w ogólnym rozrachunku wypadł pozytywnie, o tyle już Florencja zaprezentowała się wprost rewelacyjnie. Skwar i tłumy dokuczały nam bodaj jeszcze bardziej niż w Wiecznym Mieście, ale szybko się o nich zapominało, gdy wokół pojawiały się takie cuda jak chociażby florencka katedra wraz z baptysterium i dzwonnicą. Wrażenie robiły płótna Botticellego oraz przestronne wnętrza Palazzo Vecchio; zachwycał widok zachodzącego słońca znikającego za Ponte Vecchio; gęsią skórkę wywoływała świadomość, że ulicami tego miasta przechadzali się Dante, Savonarola czy kolejni Medyceusze. A w tle muzyka – podczas trzech wieczorów spędzonych w stolicy Toskanii trafiliśmy na trzech pierwszorzędnych wykonawców. Serio, nigdy więcej nie powiem złego słowa o akordeonie, w rękach mistrza to piękny instrument o cudnym brzmieniu.

No i na koniec – Asyż. Miasteczko ze snów. Italia pełną gębą. Bazylika tak ciemna, jakby chrześcijanie wciąż musieli się tam ukrywać przed prześladowaniami. Wąskie uliczki pomiędzy średniowiecznymi domkami z jasnej cegły. Zapach mydła z nutą drzewa sandałowego, a pod wzgórzem srebrzące się w słońcu drzewa oliwne. Doskonałe zwieńczenie wyjazdu.

A, byłbym zapomniał. Makarony pierwsza klasa. Dla samej lazanii warto było klepać się tych dwadzieścia ileś godzin w jedną stronę 🙂

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s