Everyday beauty

Dedykowane Wiolce, która przejmuje się znacznie bardziej niż powinna.

Czasami bywa tak, że za oknem świeci słońce, wokół spokój i cisza, wolnego czasu tyle, że można by się w nim tarzać – generalnie sielanka – ale człowiek jest taki niespokojny jakiś, usiedzieć w miejscu nie może, rzuca się z miejsca w miejsce, denerwuje, poddaje idiotycznym i burzliwym myślom. Nie jest to rzecz wcale przyjemna, o czym podejrzewam, większość z Was miała okazję się przekonać. Niby idealna sytuacja by odpocząć, akumulatory naładować, złapać oddech, a coś jednak nie daje spokoju.

No koszmar normalnie.

Na szczęście bywa i na odwrót. Tak jak w tej, przykładowo, chwili. Jak pomyślę, o tym, co mnie ze wszystkich stron atakuje, to aż mnie ciarki zaczynają napastować, i to w nieprzepisowo dużych ilościach. Tu jakieś tłumaczenie, tam artykuł jakiś czeka na redakcję, popołudnie przetrawione w szkole na zebraniu, a do zrobienia jeszcze plany wynikowe (kto był nauczycielem ten wie, co to za zwierz, pozostali niech nie pytają i dalej żyją w błogiej nieświadomości) i z tuzin innych rzeczy… Ale w sercu jakiś dziwny spokój, taki nie na miejscu kompletnie, jakiś taki luz, który każe cieszyć się wieczorem i przyszłością specjalnie nie przejmować. Bo jak się dobrze zastanowić, to przecież pięknie jest: siedzę sobie, klepię w klawiaturę (że pisząc ów plan wynikowy, a nie opowiadanie – to już detal), piwko sączę, z głośników leci Collective Soul. Na półce czeka ostatni tom Pilipiukowego Oka Jelenia do napoczęcia przed snem – pewnie łyknę nie więcej niż trzydzieści stron nim mnie zmora zmorzy, ale zawsze to coś. Pięknie jest. Bo przecież mogłem być w stu innych, gorszych miejscach, gorsze rzeczy robić, na każdym kroku zmagać się z bezlitosnym życiem.

Spróbujcie zrobić to samo: zamknijcie oczy i odetchnijcie głęboko. Wrzućcie do odtwarzacza ulubioną płytę. Pomyślcie przez ułamek sekundy o tych wszystkich paskudnych rzeczach, które mogły się wam przydarzyć, a się nie przydarzyły.

A później się uśmiechnijcie.

Oto piękno. Codzienne piękno. Wszędzie wokół nas.

Piję Wasze zdrowie!

PS. Przy okazji – dla tych, którym nazwa Collective Soul nic nie mówi. Miłego słuchania/oglądania 🙂

http://www.youtube.com/watch?v=n7TLTjqUyog&ob=av2e

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s