O grafomanii

Nieco ponad dwa lata temu pojęcie o prozie Andrzeja Pilipiuka, mieniącego się największym polskim grafomanem, miałem bardzo marne. Wcześniej trafiło w moje dłonie kilka opowiadań o Jakubie Wędrowyczu, ale nie pociągał mnie ani styl pisarza, ani opowiadane historie, ani dość banalny i niewyszukany humor. Jak przystało na ignoranta zachwyconego tysiącami nieznanych mi jeszcze książek i nazwisk, byłem przekonany, że świetnej literatury wszędzie pełno. Uznałem, że Pilipiuk to nie dla mnie, i tyle.

Do zrewidowania poglądów zachęcił mnie, jak to często bywa, przypadek. Na gali Horyzontów Wyobraźni w 2009 roku nie dość, że spotkałem pisarza osobiście, to jeszcze dwie jego książki trafiły do mnie jako nagrody rzeczowe. Nie żeby to spotkanie jakoś na mnie szczególnie wpłynęło – książki wylądowały na półce i grzecznie czekały. Minęło pół roku, górka pozycji do połknięcia zmalała, aż w końcu z nudy i po Pilipiuka sięgnąłem. Po Operację „Dzień Wskrzeszenia” konkretnie. I nagle odkryłem, że to się dobrze czyta. Niektóre pomysły nie przypadły mi do gustu, a patent z podróżą w czasie już od dość dawna mi nie leży i niemal każde jego wykorzystanie budzi u mnie odruch wymiotny (jednym z wyjątków jest opowiadanie Michała Stonawskiego „Wyrok”, które zajęło w tamtych Horyzontach z 2009 roku drugie miejsce – po prostu fajny koncept i porządne wykonanie). Ale czytało się to dobrze. Na tyle dobrze, żebym chciał więcej.

Kiedy spotkałem Pilipiuka na Falkonie w 2010 roku miałem już za sobą wspomnianą Operację…, jeden tom o Wędrowyczu, rewelacyjnego Rzeźnika Drzew. Zaczynałem właśnie pierwszy tom Oka Jelenia i, choć na konwentach czasu zawsze jest na wszystko za mało, kiedy wracałem do Wrocławia, zostało mi tylko parę ostatnich stron.

Czemu o tym piszę? Ponieważ wczoraj skończyłem ostatni tom Oka Jelenia, czyli Sferę Armilarną i pomyślałem, że jestem tę krótką pseudo-recenzję Pilipiukowi zwyczajnie winien. A nuż trafi tu ktoś, kto nie miał okazji przeczytać tej sagi? A nuż kogoś zachęcę? Bo jest do czego.

Oko Jelenia rozpoczyna się we współczesnej Polsce. Ziemię dotyka katastrofa skali kosmicznej i cała ludzkość ma wyparować w mało przyjemnym spotkaniu z antymaterią. Cała, poza Markiem, nauczycielem informatyki, oraz licealistą Staszkiem – ci dwaj bowiem zostają uratowani przez kosmicznego kolekcjonera rozmaitości zwanego Skratem. Marek zostaje przerzucony do XVI-wiecznej Norwegii, gdzie dołącza do niego wyrwana z XIX wieku – również przez Skrata – szlachcianka Helena. Mechaniczna służąca kosmity, przybierająca na Ziemi postać łasicy, obarcza parę zadaniem: mają odnaleźć tajemniczy przedmiot zwany Okiem Jelenia. Marek i Hela szybko wpadają w tarapaty, a nie mija wiele czasu a dołącza do nich Staszek. Całą trójkę czeka szalona przygoda i zadanie ponad siły, otacza zaś nieznany w gruncie rzeczy świat, w którym muszą się odnaleźć lub zginąć.

Opowieść Pilipiuka to literatura specyficznego rodzaju. Z jednej strony mamy do czynienia z przygodową fantastyką, umiejscowioną dość standardowo w quasi-średniowiecznych realiach. Mamy tu i swoisty quest polegający na zlokalizowaniu tytułowego artefaktu, mamy drużynę śmiałków mającą ten cel osiągnąć…

I na tym właściwie koniec. Nie ma magii – zdarzają się rzeczy graniczące z niezwykłymi mocami, ale prędzej czy później okazują się po prostu szalenie zaawansowaną technologią. Pomijając kosmitów, nie uświadczymy niezwykłych stworzeń. Inna jest też motywacja bohaterów: Marek i ekipa to nie Drużyna Pierścienia, nie walczą o słuszną sprawę. Robią, co się im każe, by uniknąć tortur ze strony kosmicznej łasicy. Daleko im zresztą do wiedźmina Geralta, Aragorna czy Harry’ego Pottera – nie dysponują potężnymi mocami, nie potrafią walczyć, brakuje im podstawowych umiejętności niezbędnych w opisywanych realiach. To zwykli ludzie, których los zmusił do odegrania roli bohaterów.

Fakt iż Marek, Staszek i Hela przybywają z innych czasów, ma dla konstrukcji i treści Oka Jelenia kluczowe znaczenie. Szczególnie w pierwszych trzech tomach właściwej akcji jest niewiele – znakomitą większość tekstu stanowią rozmowy o świecie, opisy, rozmyślania bohaterów. Nie znaczy to bynajmniej, że książki czyta się wolno czy z jakimkolwiek trudem. Wręcz przeciwnie, okazuje się bowiem, że XVI-wieczna Europa to świat w dużej mierze nieznany przeciętnemu czytelnikowi, a przez to fascynujący. Pełen dziwów i niebezpieczeństw o tyle bardziej emocjonujących niż w innych powieściach fantasy, że przecież kiedyś bardzo rzeczywistych.

Tu dochodzimy do drugiej istotnej kwestii: Oko Jelenia to opowieść w dużej mierze edukacyjna. Przy okazji snucia niezwykłej historii Pilipiuk przekazuje czytelnikowi całe mnóstwo historycznych informacji, choć niekoniecznie tych, które można przyswoić z podręcznika historii. Autor nie dba o daty i nazwiska, skupia się natomiast na tym, co naprawdę ważne. Opisuje codzienne życie i problemy zwykłych ludzi: wyrobników, kupców, ubogich szlachciców. Odmalowuje wygląd miast i dziczy. Mówi o polityce, o religii, zwyczajach; o wojnach, technologii, medycynie. I choć tematów porusza całe mnóstwo, dużo informacji zostaje w głowie, a przyjemność z czytania praktycznie nie słabnie.

To ostatnie to zasługa stylu Pilipiuka. O ile autor Oka Jelenia nie mógłby dorównać pod tym względem asom pokroju Sapkowskiego czy Grzędowicza, o tyle trzeba mu oddać sprawiedliwość i przyznać, że czyta się jego prozę gładko, i to niezależnie od tego, czy opisuje akurat scenę walki, wzbogacone torturami przesłuchanie czy układ ulic w norweskim Bergen. Stylistycznie nie zachwyca, ale na żadnym etapie nie przeszkadza w chłonięciu opowieści.

Czy Oko Jelenia ma w takim razie jakiekolwiek wady? Ma, i owszem. Niektóre pomysły sprawiają wrażenie naciąganych, inne dość banalnych. Osoby mniej zafascynowane realiami późnego średniowiecza, a bardziej domagające się akcji mogą też chwilami poczuć się nieusatysfakcjonowane. Największym jednak niedociągnięciem wydają się postaci bohaterów: to chyba pierwszy raz, kiedy po przeczytaniu opowieści rozciągniętej na ponad dwa tysiące stron nie czułem po jej skończeniu specjalnego żalu. Zabrakło czegoś, co pozwoliłoby mi się z nimi zżyć, polubić ich, naprawdę zainteresować ich losem. Może jakiejś wewnętrznej ewolucji? Może czegoś innego, czego nie potrafię zidentyfikować.

Z drugiej strony są i zalety, i to zalety bardzo konkretne. Po pierwsze wspomniana już wiedza, której wyciągnąć z Oka Jelenia można naprawdę na pęczki. Ilość pracy włożonej przez Pilipiuka w badania dotyczące tego okresu, terenów, realiów – wszystko to zasługuje na najwyższą pochwałę i szacunek. Na pochwałę zasługuje również ostatnie pół tomu Sfery Armilarnej, ostatniej części cyklu – bo tam autor już się nie cacka, tylko wrzuca najwyższy bieg i akcja rusza z kopyta, a czyta się te finałowe dwieście stron po prostu rewelacyjnie. Jednak największe wrażenie robią chyba refleksje – zarówno te, które Pilipiuk wyraża wprost na kartach powieści, jak i te, do których czytelnik dochodzi sam. W przypadku Oka Jelenia mamy bowiem dostęp do świata zupełnie innego od naszego – a przecież nie zupełnie wyssanego z palca, ale utkanego z pisemnych relacji, podań, obrazów, wyników badań. Możemy zajrzeć do świata naszych przodków i zobaczyć jak wówczas wyglądała codzienna egzystencja, a w efekcie później obdarzyć świeżym spojrzeniem nasz własny codzienny świat. Zobaczyć co zyskaliśmy. Ale też ile za ten zysk przyszło nam zapłacić.

Pilipiuk lubi mówić o sobie, jako o grafomanie. Coś w tym jest, pisze bowiem na potęgę, wydając tytuł za tytułem, i można odnieść wrażenie, że jakość schodzi przy okazji na plan dalszy. Fakt, dla mnie Oko Jelenia nie będzie drugim pięcioksięgiem wiedźminowskim, nie wytrzyma porównania z Mroczną Wieżą Kinga. Nie zmienia to jednak faktu, że Oko Jelenia to seria równa, interesująca i wciągająca, a do tego bardzo wartościowa, którą gotów jestem polecić każdemu. Natomiast naszemu największemu grafomanowi życzę weny non stop i umiejętności rozciągania doby do 36 godzin.

Niech pisze. Jak ma tak pisać, to niech pisze, do diabła!

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Polecanki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s