Gra o Tron, czyli krótka notka o koegzystencji mediów

Fantastyka zaczęła się od literatury – nic w tym dziwnego, w końcu jest to równocześnie najstarsza ze sztuk (jeśli zaliczać tradycję oralną do literatury), jak i wymagająca najmniej środków. Wystarczą bowiem usta, a w wersji deluxe kartka papieru i ołówek, by powołać do życia najprzeróżniejsze światy, niezykłe istoty, pełnych pasji bohaterów i puścić tę tajemniczą maszynerię w ruch.

Przez długie lata fantastyka pozostała ograniczona do literatury właśnie. Kino, co prawda, od samego początku chętnie sięgało po elementy nadprzyrodzone, ale zarówno możliwości techniczne, jak i sposób postrzegania przez ludzi ruchomych obrazków sprawiał, że sukces fantastyki na tym polu był mocno nieprzystający do tego odnoszonego na rynku książkowym. Science fiction przebiło się jeszcze w miarę wcześnie, bo i łatwiej było stworzyć w miarę wiarygodną – choć z obecnego punktu widzenia często przekomiczną – scenografię, i zaoferować odbiorcom fabułę mającą w sobie coś poważnego, dorosłego. W chwili gdy science fiction miało już na koncie parę autentycznych perełek (chociażby serię Star Trek, Łowcę Androidów, Gwiezdne Wojny czy pierwszego Terminatora), konwencja fantasy wciąż musiała zadowolić się tytułami na bądź co bądź niższym poziomie jak dwie części Conana, Legenda czy Niekończąca się opowieść. Zresztą nawet gdy powstał już pierwszorzędny Willow można było odnieść wrażenie, że fantasy nie może być poważne i mroczne – że opowieści o smokach, rycerzach i magii muszą być do przełknięcia dla dzieci. Inaczej lipa.

Sytuacja zmieniła się dość drastycznie na przestrzeni ostatniej dekady. Filmowy Władca Pierścieni udowodnił wszystkim, że fantasy może skopać tyłek poważnemu, mainstreamowemu kinu zarówno pod względem artystycznym, jak i kasowym. Podobnie sprawiła się seria o Harrym Potterze, nieźle wypadły adaptacje Narnii, Gwiezdnego Pyłu Gaimana, czy seria Piratów z Karaibów. Zarówno krytycy filmowi, jak i producenci musieli zaakceptować fakt, że za fantasy idą nie tylko pieniądze, ale fascynujące opowieści, które znacznie łatwiej niż dziesięć czy dwadzieścia lat temu przełożyć w efektowny sposób na język kina.

Bastion został zdobyty.

Telewizja broniła się znacznie dłużej. To zrozumiałe, bo przecież to temu medium w latach pięćdziesiątych prorokowano, że wykończy literaturę i radośnie zatańczy na grobie słowa pisanego. Inna sprawa, że telewizja z racji swej specyfiki nie jest w stanie wyłożyć na produkcję jednego tytułu sumy chociażby zbliżonej do tych, które przechodzą z rąk do rąk w Hollywood. Nic dziwnego, że trzeba było dłużej czekać na naprawdę udany tytuł. Ale czas oczekiwania się skończył. Wraz z Grą o Tron.

Serial ten  doczekał się zarówno zagorzałych zwolenników jak i nieprzejednanych wrogów. Opinii na jego temat można znaleźć w sieci na pęczki i nie jest moją intencją dodawać kolejną cegiełkę do tej chwiejnej budowli – dość powiedzieć, że mi ten twór bardzo podpasował. Ważne jest co innego, mianowicie, co Gra o Tron może zdziałać w szerszej perspektywie.

A działa już i to na potęgę. Ludzie, którzy bali się bodaj trącić fantastykę długim kijem z gumową rączką teraz rzucili się na kolejne tomy Martinowej sagi, zbyt niecierpliwi żeby doczekać kontynuacji zmajstrowanej przez HBO. Co więcej, sięgają też coraz chętniej po utwory podobne do Gry o Tron; sama opowieść i jej cechy charakterystyczne – intrygi, epicki setting, krwiści bohaterowie etc. – stały się swego rodzaju uniwersalnymi punktami odniesienia, podobnie jak to wciąż ma miejsce w przypadku Władcy Pierścieni: wystarczy wklepać w wyszukiwarce hasło „w stylu Gry o Tron„, a wyskoczy mnóstwo rezultatów, znakomita większość z nich datowana na ostatnie miesiące, czyli będąca najpewniej pokłosiem udanego serialu. Co więcej, książki Martina, które przez długi czas były w polskich wydaniach dostępne bardzo sporadycznie teraz zalegają w księgarniach stertami i co więcej, są też odpowiednio promowane – wśród Top 50 książek EMPIKu można doszukać się aż czterech albo pięciu tytułów tego autora.  

Co będzie dalej? Można się tylko domyślać. Gra o Tron to w tej chwili cały przemysł – sprzedaż książek ruszyła z kopyta, wyszła gra planszowa, RPG oraz soundtrack, dostać można koszulki z bohaterami serialu (nawet przygłup Hodor się załapał :)) i całą masę innych gadżetów. Za tą produkcją idą gigantyczne pieniądze i można spokojnie założyć, że producenci telewizyjni szybko dostrzegą to, że fantastyka to już nie jest badziewie dla jakiegoś tam marginesu i dzieci; zrozumieją że zrobienie serialu na wysokim poziomie ma wszelkie szanse zwrócić się i to ze sporą nawiązką.

Koniec z żenującymi tasiemcami w konwencji pseudo-fantasy pokroju Xeny czy Herkulesa? Mam nadzieję. Oczywiście może powstać całkiem sporo produkcji jadących na podobieństwach do Gry o Tron, a niewiele wartych i mających do zaoferowania tylko zbliżony klimat. Można jednak założyć, że te słabizny nie sprostają oczekiwaniom widzów i po jednym sezonie zwyczajnie wyparują – przetrwają natomiast te produkcje, które z serią HBO będą mogły się przynajmniej równać – chociażby pod względem scenografii, obsady (która w Grze o Tron jest moim zdaniem absolutnym mistrzostwem świata), nastroju. Tekstów, które jeszcze nie zostały adaptowane na potrzeby ekranu jest całe mnóstwo, jest więc w czym przebierać. Dziesiątki pasjonujących opowieści tylko czeka, żeby je przełożyć na język filmu i położyć jak na tacy przed tymi nieufnymi, którzy na fantastykę wciąż patrzą bez przekonania.

Stare porzekadło mówi, że jeśli nie możesz kogoś pokonać, powinieneś się do niego przyłączyć. Kto wie, może ta sama telewizja, której przepowiadano wykończenie słowa pisanego, będzie odpowiadała za tegoż słowa renesans? Może na naszych oczach zawiązuje się cichy sojusz, rodzaj tajemnej symbiozy. Telewizja potrzebuje fascynujących opowieści, natomiast książki potrzebują, by ktoś przypomniał ludziom, że to właśnie w nich takie opowieści można znaleźć.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s