Okładkowo…

Zaczęło się jednego majowego wieczora, w Zielonej Górze. Do miasta przyjechałem dzień wcześniej, z przyjaciółką z Opola (Ryba, jeśli to czytasz, przesyłam uściski), na coroczną konferencję poświęconą fantastyce. Obrady się skończyły, zdążyliśmy jeszcze skoczyć na piwo, żeby przywrócić właściwe krążenie w żyłach po paru godzinach siedzenia na czterech literach i słuchania absolutnie wszystkiego: od kompletnych bzdur po pomysły odjechane, rewelacyjne i niepowtarzalne.

Wróciłem do pokoju wcześnie, koło 22:00. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że następnego dnia musiałem zerwać się praktycznie skoro świt.

Wcale nie chciało mi się spać. Odpaliłem więc netbooka, żeby sprawdzić pocztę.

I oniemiałem. Wśród różnych mniej lub bardziej wartościowych maili zaplątał się ten od świeżo powstałego wydawnictwa zwącego się Ifryt.

Mail z krótką informacją, że książka roboczo zatytułowana Czas ognia, czas krwi im się podoba i że chcą ją wydać jeszcze tej jesieni.

Siedziałem i uśmiechałem się do dziesięciocalowego ekraniku jak głupi do sera. Wypiłem jeszcze jedno piwo. Posłuchałem muzki. Pogadałem z Rybą, zadzwoniłem do żony. Położyłem się już spać, kiedy wreszcie zaczęło do mnie docierać, co właściwie się stało. Oczywiście byłem zbyt podekscytowany, żeby zasnąć. Przekimałem tej nocy ze dwie, może trzy godziny. Resztę przedumałem.

Później trzeba było czekać. Czekać. I jeszcze raz czekać. Wrodzony sceptyk od początku mi podpowiadał, że z obiecanej jesieni spokojnie zrobi się zima i będzie pięknie, jeśli książka wyjdzie przed Świętami Bożego Narodzenia. Przyszedł czas na podpisanie umowy, na korektę. Robiłem, co trzeba i czekałem.

Mijają miesiące. Wiem, że na efekt końcowy będę musiał poczekać jeszcze trochę. Ale pojawiło się światełko w tunelu, które świadczy o tym, że współpraca z Ifrytem to był dobry pomysł. Pojawiła się okładka. Którą to zresztą śpieszę się pochwalić.

Piękna jest, przyznacie sami. Autor grafiki spisał się na medal, choć po cichu muszę przyznać, że czcionka mi do tytułu w ogóle nie przystaje (za mało ognia i za mało krwi :)), a sama okładka sugeruje czytelnikowi, że ów ma do czynienia z rasowym steampunkiem, a nie z lekko orbitującą w tym kierunku fantasy. Nic to. Okładka jest śliczna i mam tylko nadzieję, że tych, których skusi, w równym stopniu oczarują kryjące się za nią słowa.

Na widok tej okładki poczułem to znowu. Tę samą euforię, co tego majowego wieczora w Zielonej.

Czekam dalej. Coś mi mówi, że warto.

Przy okazji, przypominam, że w dziale Czytelnia znajduje się opowiadanie „Jean Paul Bonaparte” promujące mój nadchodzący debiut. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji go przeczytać, zachęcam serdecznie.

Do przeczytania wkrótce!

 

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Okładkowo…

  1. Julia Be pisze:

    To, co piszesz wydaje mi się skądś znajome…:))
    Fajna, fajna okładka.

  2. Wojtek Rapier pisze:

    Gratuluję i, zapewne będę jeszcze miał czego gratulować 😉

  3. Anna pisze:

    A mnie ta okładka się nie podoba. 40 stron zwiastujące książkę przeczytałam i wydało mi się ciekawe, wielce obiecujące…
    Dobrze, że znalazłam ten tekst, bo gdybym spotkała tylko tę okładkę w sklepie, pewnie ominęłabym szerokim łukiem.
    Przepraszam , ale nie wiem co to jest steampunk, dla mnie ta okładka kojarzy sią ze średniego lotu komiksem. Nic to, nie szata zdobi książkę – parafrazując znane przysłowie. Czekam na edycję!!! Pozdrawiam Anna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s