Troszkę kryminalnie, troszkę obyczajowo

Recenzja: Claus Cornelius Fischer – I odpuść nam nasze winy

Napisać dobry kryminał nie jest sprawą łatwą. Szczególnie, jeśli chce się napisać książkę niebanalną, wciągającą, a jednak trzymającą się zasad konwencji. W końcu tworów w tym nurcie powstaje ciągle sporo, więc i o świeże pomysły, i o intelektualne zagadki, które zaskoczą czytelnika, coraz trudniej. Efekt jest taki, że sporo osób zafascynowanych tego typu literaturą decyduje się w taki czy inny sposób odejść od kanonu ustanowionego przez autorów pokroju Agathy Christie.

Odchodzi od kanonu także Claus Cornelius Fischer, niemiecki autor rozgrywającej się w Amsterdamie powieści I odpuść nam nasze winy. Ten bestseller, wydany w Niemczech w roku 2007, trafił do nas w roku 2008 za sprawą Wydawnictwa Sonia Draga.  Fischer to tłumacz, scenarzysta filmowy i telewizyjny, felietonista i dziennikarz. I odpuść nam nasze winy to pierwszy kryminał jego autorstwa.

Książka zaczyna się – jak przystało na tego typu utwór – od zbrodni. Czternastoletni chłopak zostaje brutalnie zamordowany, kiedy nocą idzie przez jeden z amsterdamskich parków. Jego sprawą zajmuje się doświadczony i zasłużony komisarz Bruno van Leeuven wraz ze swoim trzyosobowym zespołem. Niestety, tajemnicza zbrodnia nie jest jedynym problemem głównego bohatera, który musi dzielić swój czas i siły pomiędzy pracę, a opiekę nad żoną cierpiącą na zaawansowanego Alzheimera.

Fischer napisał utwór specyficzny. Nie jest to stricte kryminał, ale raczej coś na kształt powieści policyjnej (czy milicyjnej), o jakiej to konwencji swego czasu wspominała Chmielewska. W efekcie znacznie więcej miejsca niż w klasycznym kryminale jest tu poświęcone prywatnemu życiu bohaterów. Kolejnym odstępstwem od standardowych zasad kryminału jest to, że czytelnicy nie uzyskują tych samych informacji, co van Leeuven, a przynajmniej nie w tym samym czasie. Przykładowo o tym, co czyni rozpracowywaną przez komisarza zbrodnię tak niezwykłą, dowiadujemy się dopiero w okolicach siódmego czy ósmego rozdziału.

Największą wadą I odpuść nam nasze winy jest bez wątpienia samo dochodzenie. Przestępstwo nie wydaje się wcale takie szokujące, jak powinno, a sposób zbierania dowodów i poszlak w żadnym razie nie powala tempem czy dynamiką. Zaskoczeń jest niewiele, mało jest też zwrotnych punktów i chwil, które podniosą czytelnikowi ciśnienie. Powieść Fischera wydaje się w tej mierze odrobinę nijaka, ponieważ nie oferuje czytelnikowi ani intelektualnego wyzwania (zagadki, jak w przypadku wspomnianej już Agathy Christie albo niektórych tekstów Conan Doyle’a) ani pełnej napięcia akcji rodem z powieści sensacyjnych czy thrillerów.

Nie znaczy to bynajmniej, że I odpuść nam nasze winy jest utworem słabym. Wręcz przeciwnie, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie zdarzyło mi się czytać w ostatnim czasie. Czemu? Powodów jest wiele. Pierwszym z nich jest wyjątkowy styl Fischera. Autor pisze bardzo ładnym językiem, który cechują precyzja, płynność i swoista elegancja. Jego opisy są niesłychanie plastyczne, świetnie tworzą atmosferę i oddają charakter miejsca, które czytelnik ma sobie wyobrazić. Opisywany przez niego Amsterdam równocześnie zachwyca i przeraża, a ciężka, ponura atmosfera, którą udaje się Fischerowi wyczarować, wywiera na czytelniku niesamowite wrażenie. Dialogi natomiast są bardzo naturalne, pełne ukrytych emocji, które tylko sporadycznie wychodzą na wierzch – mi skojarzyły się z prozą Hemingwaya: pozornie prostą i surową, ale w istocie pełną głębi.

Właśnie głębi nie brakuje w utworze Fischera. Mają ją wszystkie postaci, które przedstawione są w bardzo ludzki, autentyczny sposób. Ich motywacje, zachowania, dylematy nie tylko sprawiają wrażenie wiarygodnych, ale i intrygują – nierzadko bardziej niż wątek kryminalny. Nie ma też postaci czarno białych, są natomiast ludzie, którzy wydają się odczuwać całe mnóstwo nierzadko sprzecznych emocji. Niesłychaną głębię widać też w relacji van Leeuvena z chorą żoną: jej Alzheimer potraktowany jest poważnie, ale bez zadęcia i pompatyczności. Na szczęście nie ma w prozie Fischera tanich sentymentalnych wtrętów, jest natomiast całe mnóstwo zgrabnie i naturalnie przedstawionego żalu, tęsknoty i bólu.

Fani klasycznego kryminału mogą być powieścią Fischera odrobinę zawiedzeni. Wydaje mi się jednak, że każdy, kto lubi nietuzinkową i inteligentną literaturę, doceni I odpuść nam nasze winy. Wspaniały styl, fenomenalne portrety bohaterów i ponura atmosfera świata pełnego zła pod najróżniejszymi postaciami – wszystkie te elementy do mnie przemawiają i sprawiają, że książka Fischera pozostaje w pamięci na długo po przeczytaniu. Autor jawi się nam jako błyskotliwy obserwator ludzkiej natury i może fakt, że wątek kryminalny nie wciąga aż tak bardzo też nie jest przypadkiem. Może Fischer w ten sposób zwraca nam uwagę, że jeśli brutalna śmierć nastolatka nie podnosi nam ciśnienia, coś złego stało się nie z fabułą, ale z nami samymi.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Polecanki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s