O grozie

Nie znam się na horrorach. Do takiego przynajmniej wniosku dzisiaj doszedłem, częściowo za sprawą dwóch panów, którzy nazywają się Robert Cichowlas i Kazimierz Kyrcz Jr.

Generalnie nie należę do maniaków grozy. Ok., najważniejsze filmowe horrory raczej mam zaliczone i, o ile tylko nadarza się okazja, nadrabiam zaległości w produkcjach ostatnich lat. Książkowych straszydeł poznałem nieco mniej, ale też nie powiedziałbym, że jestem zupełnym laikiem: wchłonąłem swego czasu i sporo Poego, i niemało Lovecrafta, i nawet paru ich naśladowców pokroju Henry’ego Kuttnera. Czytałem teksty Kinga i Mastertona, z autorów polskich wyjątkowo przypadł mi do gustu Stefan Darda, a pierwsza antologia City wydana przez Formę to moim zdaniem jeden z absolutnych hiciorów, jeśli chodzi o polskie zbiory opowiadań różnych autorów.

A jednak, okazuje się, że o horrorach nie mam pojęcia. Parę dni temu chwyciłem się bowiem za Koszmar na miarę wymienionych już wcześniej Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza Jr. Kupiłem tę książkę jakiś czas wcześniej, od tamtej pory leżakowała grzecznie na półce. Minęło parę ładnych miesięcy, zanim się za nią zabrałem.

Przeczytałem Koszmar na miarę szybko, bo książka – trzeba jej to oddać – wciąga całkiem przyzwoicie. Bardzo dobre wrażenie robi styl autorów przeskakujących gładko od humoru do powagi, od skrzącego się ironią dialogu do spływających krwią scen; styl szczególnie zasługujący na pochwałę, bo wyjątkowo spójny jak na dzieło dwóch osób. Nieźle też ma się sama akcja – dzieje się sporo, czytelnik na nudę nie ma prawa narzekać. I tylko… no właśnie. Gdzieś w tym wszystkim gubi się to, co dla mnie stanowi horroru esencję.

Strach.

Nic. Nie ma. Brak. Zero. Po prostu kompletnie mnie te wizje nie ruszają. Gigantyczna sowa? Żelazne jaszczury? Nie, sorry, ja tego nie łykam. Może na rewelacyjnie wyprodukowanym filmie, gdzie całe miliony dolarów przekuwa się w potwory wstrząsające wyobraźnią… może tam pomysły autorów wywołałyby dreszcze niepokoju. Ale przy opisach obecnych w książce? Nic z tego. Boooooring!

Mam zresztą z Koszmarem na miarę jeszcze inne problemy. Pierwszy to wpływanie na siebie świata realnego i nadprzyrodzonego. Wiem, wiem… horror rządzi się specyficznymi prawami. Ale do cholery, to muszą być jakieś prawa, no nie? Demon albo zadaje fizyczne rany, albo nie. Zdecydujmy się na coś! A w Koszmarze na miarę raz mamy rany, które – nie wiedzieć czemu – okazują się tylko iluzją, raz takie, które mogą uśmiercić równie pewnie co głowica nuklearna. Jeśli mamy demona żywiącego się krwią, to czemu tej krwi wszędzie jest pełno? Czemu wycieka z garniturów i szalików? Jeśli potwór poluje na głównego bohatera, to czemu na pewnym etapie nagle przed nim zmyka? Gdzie tu sens?!

No i drugi problem: schematy, schematy i jeszcze raz schematy! Czy to koniecznie musi być pakt z demonami? Czy naprawdę trzeba w to wszystko wplatać babuleńkę z wizjami zwiastującymi nieszczęścia? Czy pomocą zawsze musi służyć podstarzały demonolog (warszawska wersja kalkowanego po tysiąckroć Abrahama Van Helsinga)? Gdzie się podziały świeże pomysły? Wyginęły?!

Ok., pomyślałem, zobaczymy, co powie na ten temat wujek Google, on wie wszystko. Znalazłem recenzje, całkiem sporo zresztą. I czytam… i czytam… i uwierzyć nie mogę. Okazuje się nagle, że ja jeden mam z treścią Koszmaru na miarę jakikolwiek problem. Fakt, niektórzy recenzenci wytykają schematyczność, ale zaraz dodają, że to w zasadzie cecha niemal pożądana i nijak nie wpływająca negatywnie na odbiór książki… Większość stwierdza, że Koszmar… to bardzo przyzwoity kawałek grozy przeniesionej w „polskie klimaty”. A czym ta polskość ma się objawiać? Odwołaniem do słowiańskich legend? Nie dam rady, przecież tę biedną strzygę to już i Sapokowski męczył, i Darda i pewnie z tuzin innych, mniej lub bardziej uzdolnionych dżentelmenów próbujących swych sił w pisaniu! Czym się nasz latawiec – przynajmniej ten przedstawiony przez duet Cichowlas i Kyrcz Jr. – różni od pierwszego lepszego zachodniego sukuba? A miejsce akcji? Centrum handlowe? Czym polskie centrum handlowe różni się od jakiegoś zagranicznego? Chyba tylko ilością przekleństw, z których na każdym kroku korzystają bohaterowie. Co, nawiasem mówiąc, bynajmniej nie pomaga w budowaniu klimatu.

Najgorsze jest to, że nie mam nic przeciwko tym autorom. Wiem, że to sympatyczni ludzie, bardzo utalentowani, a i książka ma swoje mocne strony – chociażby styl, humor, czy wykorzystanie pomysłu z nasłaniem jednego demona na drugiego. Drażni mnie to, że goście dysponujący takim potencjałem potrafią przedstawić publiczności literackiego przeciętniaka, średniaka nad średniaki, a recenzenci nie powiedzą na ten temat złego słowa. Zgadzają się na niską jakość, bo nie mają jaj, żeby uprzejmie pokręcić głową i poprosić o coś naprawdę wybitnego.

Dobra, już. Spokojny jestem. Wyżyłem się.

Na koniec – żeby nie wyszło, że chwycił mnie malkontencki humor i generalnie nic mi nie leży: trafiłem wczoraj na szorta autorstwa Arkadiusza Wszędybyła pt. „Kiss me Tiger”. Tekst zajął I miejsce w zeszłorocznej edycji konkursu na miniaturę grozy organizowanego przez Fabrykę Kultury we Wschowie. A wyróżnienie to zdobył w pełni zasłużenie: powala zarówno pomysłem jak i wykonaniem. Utwór można znaleźć TUTAJ. Nie jest to horror – wątków nadprzyrodzonych w nim nie uświadczycie – ale za to grozy jest pod dostatkiem. Przeczytajcie, naprawdę warto!

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O grozie

  1. Wojtek Rapier pisze:

    Też stosunkowo często zastanawiam się, skąd tyle pochwał w recenzjach niektórych książek…

  2. Radek Dubisz pisze:

    Hmm ale coś kiepsko chyba szukałeś niezbyt pozytywnych recenzji 😛
    http://www.tworczosc.unreal-fantasy.pl/koszmar-na-miare-646,a.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s