Polecanek garść

Czasu nie mam, ani zresztą ochoty, na pełnowymiarową recenzję, więc króciutko podzielę się z Wami rzeczami ostatnio przeze mnie pochłoniętymi. Rzeczami, które, nawiasem mówiąc, sprawiły mi niemałą frajdę i, mam nadzieję, że Wam też umilą czas.

Łukasz Orbitowski – Prezes i Kreska: jak koty tłumaczą sobie świat. Koty w fantastyce to nic nowego. Poświęciła im dwie antologie superNOWA (Trzynaście kotów oraz Jedenaście pazurów), broniły już ludzi przed diabelskimi mocami i u Gaimana, (opowiadanie „Cena”) i u Eugeniusza Dębskiego (opowiadanie „Szklany szpon”). Mało? Pomyślcie o Behemocie u Bułhakowa, o Kocie z Cheshire w Alicji…, wreszcie o Greebo w Pratchettowskich książkach o wiedźmach (o Kocie w stanie czystym tegoż autora nie wspominając). Do grona kocich autorów dołączył w 2008 roku Łukasz Orbitowski z wydaną przez Powergraph książką Prezes i Kreska… No i właśnie? Czym ta książka jest? Ten zbiór opowiastek o parze futrzaków – ślicznej, ale i strachliwej Kresce oraz nieco przemądrzałym leniuchu zwanym Prezes – może pod wieloma względem kojarzyć się z opowieściami o Mikołajku. Duża czcionka, czarnobiałe rysunki i cudownie naiwny, jakby dziecinny styl… wydawać by się mogło, że dzieło Orbitowskiego to rzecz w sam raz dla dzieci. Tak nie jest – o ile dzieciom teksty te mogą oczywiście przypaść do gustu, o tyle prawdziwą przyjemność sprawią dorosłym. Autor porusza bowiem w tekstach o Prezesie i Kresce tematy poważne, nierzadko filozoficzne, ale robi to z przymrużeniem oka, swadą i lekkością. To niezwykłe połączenie niebanalnej tematyki z ujmującym wykonaniem (subtelnym i nierzadko wzruszającym) docenią przede wszystkim starsi czytelnicy, którzy będą w stanie doczytać pewne rzeczy między wierszami. Tak czy owak książka Orbitowskiego to czysta magia, błyskotliwa obserwacja kocich zachowań i nieco ponad sto stron autentycznie pięknych rozmyślań nad życiem. Polecam serdecznie, nie tylko wielbicielom kotów!

Odlot. Animowany obraz mistrzów ze studia PIXAR, ludzi odpowiedzialnych za takie filmy jak Toy Story czy Gdzie jest Nemo?. Zdobywca Oskara, dla najlepszego filmu animowanego w 2009 roku. Pięknie zrealizowana opowieść o staruszku, który wyrusza na spotkanie przygody, o której marzył całe życie. Na pierwszy rzut oka banał, ale tylko na pierwszy rzut oka. Odlot to popisowe połączenie fenomenalnego scenariusza oraz rewelacyjnej grafiki; film, który potrafi w jednej chwili rozbawić do łez, a w drugiej wzruszyć do głębi. Na szczególną uwagę zasługuje tu umiejętne budowanie nastroju – twórcy filmu, jak w rzadko której produkcji animowanej, doskonale operują tempem opowieści i tworzą poszczególne sceny z niezwykłym zmysłem – tak pod względem estetyki, jak i wywoływanych u widza emocji. Jeśli szukaliście filmu, który w przejmujący i zabawny sposób podejmuje temat przemijania, nadziei, odwagi i przyjaźni – włąsnie go znaleźliście. Odlot to prawdziwy majstersztyk kina (nie tylko animowanego) i tyle.

Whitesnake – Forevermore. Mało który zespół w historii rocka może pochwalić się takim dorobkiem, co Whitesnake. Przez kapelę Davida Coverdale’a przewinęła się też imponująca liczba gwiazd (wymienić wystarczy Steve’a Vaia, Viviana Campbella, Johna Sykesa, Jona Lorda, Iana Paice’a, Cozy’ego Powella czy Rogera Glovera). Co jednak najbardziej fascynujące, to fakt, że po blisko 35 latach istnienia Whitesnake wciąż nie składa broni, ale tworzy nową, pierwszorzędną muzykę. Po doskonałym Good To Be Bad z 2008 roku zespół oferuje nam kolejną świetną pozycję – wydany w 2011 roku album Forevermore. O ile tytuł i okładka mogłyby sugerować raczej koncert albo składankę największych hitów, o tyle zawartość płyty to hard rock najlepszego gatunku: wpadający w ucho, czadowy, pełen emocji. Już pierwszy utwór, „Steal Your Heart Away”, daje słuchaczom do zrozumienia, czego się spodziewać. To rasowy Whitesnake: jest tu chrapliwy głos Coverdale, który z niesłychaną swobodą trafią w nuty i ciągnie kolejne linie wokalne; są porywające gitarowe riffy i solówki (podobnie jak na poprzedniej płycie odpowiada za nie rewelacyjny Doug Aldrich). Znajdzie się parę ostrych, niemal metalowych numerów, trafi się też kilka utworów wolniejszych, balladowych. Forevermore to kawał świetnego grania – perfekcyjne remedium dla wszystkich znudzonych monotonią tzw. nowoczesnego rocka. Coverdale i spółka zapewniają wpadające w ucho, czadowe numery, świetną produkcję i poziom muzyczny nieosiągalny dla 95% młodych wykonawców. Czego można chcieć więcej?

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s