Cmentarz w Pradze – recenzja

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, napisanie wciągającej książki nie jest rzeczą trudną. Oczywiście, jeśli porównać takie przedsięwzięcie z usmażenia naleśnika albo wkręceniem żarówki, może wydawać się czymś nie dość, że czasochłonnym, to jeszcze skomplikowanym. Prawda jednak wygląda tak, że osoba oczytana, znająca dobrze podstawy języka oraz dysponująca jakimś tam pomysłem jest w większości przypadków w stanie stworzyć książkę, która komuś innemu przypadnie do gustu. Spójrzmy na takich autorów jak Dan Brown czy Harlan Coben. Powszechnie wykpiwa się ich pisarski warsztat, piętnuje rażący miejscami brak logiki, ale książki (niezależnie od pomysłu, na jakim są oparte) schodzą jak ciepłe bułeczki. Czemu? Jak już zaznaczyłem na wstępie, nietrudno napisać książkę wciągającą. Wystarczy podzielić swoją historię na krótkie rozdziały i każdy z nich zwieńczyć mniejszym lub większym zwrotem akcji – to mechanizm znany dobrze z telewizyjnych seriali. Proste i skuteczne.

Rzeczą trudną jest napisać książkę, która nie ucieka się do tak prostych rozwiązań, a jednak przykuwa do fotela i każe z uporem maniaka przewracać kolejne strony. Książkę, która drwi sobie z czytelnika, bo nie boi się opisów, dygresji i wszelkiej maści innych spowalniających akcję zabiegów, a mimo to wciąga jak ruchome piaski. Taką książką jest z całą pewnością napisane w 1980 roku Imię Róży autorstwa Umberto Eco. Powieść włoskiego profesora okazała się bestsellerem i krytycznoliterackim sukcesem, choć było w niej sporo elementów, które w innej pozycji mogłyby okazać się co najmniej ciężkostrawne (patrz chociażby stanowiąca tło debata o ubóstwie Chrystusa i duchowieństwa). Czy w trzydzieści lat od chwili beletrystycznego debiutu Eco wciąż potrafi zachwycić czytelnika równocześnie zmuszając go do grania według własnych reguł? Okazją, aby się o tym przekonać, może być wydany w 2010 roku (w Polsce w 2011) Cmentarz w Pradze.

Już od pierwszych stron widać, że nowa powieść Eco nie jest książką banalną. Szybko okazuje się, że czytelnik będzie musiał nieco wysilić szare komórki, aby powiązać ze sobą dwa przeplatające się pamiętnikowe zapisy – jeden prowadzony przez fałszerza nazwiskiem Simonini, człowieka wprost uzależnionego od dobrej kuchni i wielce nieprzychylnego Żydom; oraz drugi, autorstwa księdza Dalla Piccola, o którym z początku wiemy bardzo mało. Z pozoru brakuje tu nagminnie stosowanego w kryminałach i thrillerach haczyka, który już na początku zachęciłby czytelnika do żarliwej lektury – zamiast tego Eco snuje niespieszną, rojącą się od dygresji opowieść. Ale, ale – haczyk, jak najbardziej się pojawia, jest po prostu umiejętniej ukryty. Po pierwsze, dowiadujemy się, że Simonini przystępuje do pisania pamiętnika, bowiem wydarzenia ostatnich lat stanowią dlań swoistą czarną dziurę. Po drugie, okazuje się, że Dalla Piccola nie dość, że jakimś trafem ma dostęp do mieszkania Simoniniego, bardzo dużo o fałszerzu wie. Jak to możliwe? Jakie tajemnice skrywają obaj narratorzy? Co takiego się stało, że Simonini stracił pamięć? Pojawia się wiele pytań, ale jeśli chcemy poznać na nie odpowiedzi, musimy podporządkować się pisarzowi, który poprowadzi nas do nich nieraz bardzo krętymi ścieżkami. A naprawdę warto dać się poprowadzić, ponieważ czekają tam na nas włoscy rewolucjoniści i masoni, sataniści i lucyferianie, wreszcie spiski, morderstwa i polityczne intrygi.

Opowieść Eco jest na dzisiejszym rynku wydawniczym swoistym rarytasem. Z jednej strony, autor wydaje się mieć świadomość, że nikomu nic nie musi udowadniać i po prostu opowiada zajmującą historię w naturalnym dla siebie rytmie, bez pośpiechu i sztucznego zabiegania o atencję czytelnika. Z drugiej strony, to książka napisana z niezwykłym zmysłem, bogata językowo i starannie przemyślana. Gdy uważnie się przyjrzeć jej elementom składowym, dostrzec można prawdziwe mistrzostwo Eco – nie ważne bowiem, o czym autor akurat pisze, robi to doskonale. Sceny morderstw podnoszą ciśnienie, opisy dań w restauracjach sprawiają, że czytelnikowi zaczyna burczeć w brzuchu. Nacjonalistyczne (by nie powiedzieć rasistowskie) poglądy Simoniniego przedstawione są w taki sposób, że odbiorca nie jest w stanie przejść obok nich zupełnie obojętnie. Niesłychane wrażenie robi starannie oddana epoka i dbałość o sumienne, a równocześnie atrakcyjne odmalowanie postaci autentycznych, od których w powieści się wręcz roi – nie ulega wątpliwości, że Eco przekopał tony materiałów by uczynić Cmentarz w Pradze książką tak wiarygodną. Nie brak też elementów humorystycznych – jak chociażby rozmowa z Simoniniego z dość młodym jeszcze Freudem, w trakcie której ten drugi zauważa, iż sprowadzanie całej ludzkiej psychiki do seksualności jest sporą a nieuzasadnioną przesadą. Drobiazg, smaczek, to fakt, ale takich smaczków jest więcej i czynią powieść Eco jeszcze atrakcyjniejszą.

Chciałoby się określić Cmentarz w Pradze mianem powieści świetnej. To byłaby niestety przesada. O ile bowiem do mniej więcej połowy książka Eco wypada rewelacyjnie, o tyle później robi się już nieco wtórnie i nudno. Czyta się ją dalej przyjemnie, ale brak różnorodności i napięcia cechujących wcześniejsze rozdziały, wszystko zaś zmierza ku przewidywalnemu niestety finałowi. W efekcie książka pozostawia po sobie dziwne uczucie mieszanki przesytu i niedosytu – za dużo jest nic nie wnoszących informacji, brakuje natomiast punktu kulminacyjnego z prawdziwego zdarzenia.

Cmentarz w Pradze to książka z pewnością niezwykła. Mało która pozycja może się pochwalić równie odstręczającą i frapującą równocześnie postacią głównego bohatera. Rzadko też zdarza się, żeby jedna powieść subtelnie łączyła tak różne elementy, jak ma to miejsce w dziele Eco. Największą jednak zasługą Cmentarza w Pradze, jest świadomość, którą chyba udaje się autorowi zaszczepić wśród czytelników – świadomość, jak łatwo manipulować ludźmi. Jesteśmy naiwnym, łatwowiernym gatunkiem, wydaje się mówić Eco. I tak długo, jak będziemy naiwni i łatwowierni, tak długo kolejni Simonini będą nami manipulować i żyć z naszej głupoty. Dla tej jednej lekcji – jeśli nie dla całego tej książki bogactwa i literackiego kunsztu – warto powieść Eco przeczytać i gruntownie przemyśleć.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Polecanki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s