Filmowy tydzień (część I)

Powiem wprost, co się będę krył: żona mi wyjechała na narty, a ja siedzę we Wrocławiu uwiązany szkołą i uczniami, jak pies łańcuchem. Za oknem pogoda taka, że tylko wbić się w pianki, nasmarować gębę jakimś tłustym kremidłem i szusować po alpejskich stokach, ale nic z tego – trzeba z uśmiechem na ustach nieść kaganek oświaty.

Nic to. We wszystkim trzeba się doszukiwać pozytywów. To i ja poszukałem i znalazłem – wolna chata, jak wiem już nie od dziś, sprzyja nadrabianiu filmowych zaległości. Szczególnie jeśli chodzi o produkcje, do obejrzenia których moja znacznie śliczniejsza i mądrzejsza połówka raczej by się nie paliła.

W efekcie parę ostatnich wieczorów zeszło mi na ślepieniu w ekran, z czego niniejszym się wyspowiadam, przy okazji to i owo rekomendując.

Kronika – świeżynka kinowa, opowiadająca historię trzech nastolatków, którzy w efekcie kontaktu z dziwną substancją odkrywają w sobie niezwykłe moce. Chłopcy stopniowo uczą się latać, poruszać przedmiotami za pomocą myśli, aż wkrótce wydaje się, że ich możliwości nie mają granic. Kim jednak jest superbohater bez superwroga… Opowieść, od samego początku niepokojąca, zmierza do widowiskowego, choć nieco przewidywalnego finału, a specyficzny klimat buduje w znacznej mierze sposób prowadzenia narracji – widz poznaje praktycznie całą historię za pośrednictwem amatorskiej kamery, z której non stop korzysta jeden z głównych bohaterów. Ciekawe rozwiązanie, choć mnie akurat ten sposób kręcenia na dłuższą metę zmęczył. Na plus wypada nienajgorsza historia i aktorzy, którzy doskonale pasują do roli szkolnych przeciętniaków, choć równocześnie mają w sobie coś charakterystycznego, dzięki czemu szybko zapadają w pamięć. No i dość banalny może, ale mi akurat trafiający do przekonania przekaz: że bardzo mało dzieli geniusza od szaleńca, a bohatera od złoczyńcy.

Projekt: Monster – film z 2008 roku, łączący elementy horroru i filmu katastroficznego. Zaczyna się niewinnie, od pożegnalnego przyjęcia wyprawionego dla faceta imieniem Rob, na którym poznajemy szóstkę głównych bohaterów i załapujemy się na imprezowy klimat. Film przypomina dość banalną obyczajówkę, gdy nagle gaśnie światło, a kilka kilometrów dalej potężna eksplozja wstrząsa Nowym Jorkiem. Moment później pojawia się TO. Jak nietrudno wywnioskować z tytułu – Potwór. I zaczyna totalną demolkę. Projekt: Monster nie jest może filmem najwyższych lotów, ale i do takowego miana nie aspiruje. Podobnie jak w przypadku Kroniki mamy tu akcję przedstawioną jako nagranie z amatorskiej kamery wideo, ale tutaj jakoś to tak nie drażni – wręcz przeciwnie, wzmaga atmosferę bezsilności i strachu, pozwalając przy okazji lepiej wczuć się w klimat. Otrzymujemy w efekcie wciągający spektakl destrukcji i obraz zmagań człowieka z siłami znacznie od niego potężniejszymi, okraszony niezłymi efektami specjalnymi, urodziwymi bohaterkami i przekonującą wyglądającym potworem. Czego chcieć więcej?

Terminator: Ocalenie – nakręcona w 2009 roku kontynuacja hitowej serii. W głównej roli już co prawda brakuje Schwarzeneggera, ale działający w tandemie Christian Bale i Sam Worthington całkiem nieźle to rekompensują. Czwarta część Terminatora, wyreżyserowana przez McG, człowieka znanego bodaj najbardziej za sprawą obu części Aniołków Charliego, to opowieść o jednym z przełomowych momentów w historii walki ludzi ze Skynetem i zbuntowanymi maszynami. Zalet film ma z całą pewnością przynajmniej kilka: świetne wrażenie robi sfera wizualna, bardzo klimatycznie i wiarygodnie wypada postapokaliptyczny świat, nieźle też prezentują się rozmaite modele siejących zniszczenie robotów. Jest też niezbędne w dobrym filmie akcji napięcie i parę fabularnych twistów – może i przewidywalnych, ale zawsze. Minusy są dwa: brak specyficznej charyzmy Schwarzeneggera oraz notorycznie szwankująca logika. I choć Terminator: Ocalenie jest filmem bardzo przyzwoitym, to na status obrazu kultowego nie ma najmniejszych szans.

Mój filmowy tydzień trwa. Co dalej? Na obejrzenie czekają między innymi Serenity, Spirited Away czy Let The Right One In. Relacji ciąg dalszy już wkrótce.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s