Stefan Grabiński, „Demon ruchu i inne opowiadania” – recenzja

O Stefanie Grabińskim dowiedziałem się z jakiegoś felietonu albo wpisu na którymś literackim blogu. Porównania z Poe i Lovecraftem zachęciły mnie do zapoznania się z jego twórczością, nie zaszkodziła też na pewno estyma, jaką darzą Grabińskiego pisarze dzisiaj bardzo dobrze znani, jak China Miéville czy Jarosław Grzędowicz. W efekcie, kiedy trafiłem w księgarni na wydany przez Zysk i S-kę zbiór Demon ruchu i inne opowiadania, nie wahałem się ani chwili, tylko chwyciłem tomik i pobiegłem czym prędzej do kasy.

Grabiński tworzył w pierwszej połowie XX wieku, zaś najaktywniejszy okres jego literackiej działalności przypadł na lata 1918-1934. Upodobał sobie szczególnie konwencję grozy znaną z utworów wspomnianego już Edgara Alana Poe’ego, o ile jednak jego amerykański poprzednik uciekał się do romantyczno-gotyckiego nastroju dawno minionej przeszłości, o tyle Grabiński doszukiwał się budzących trwogę elementów w rzeczywistości mu współczesnej. Stąd w Demonie ruchu sporo grozy niejako stechnicyzowanej: tym co buduje klimat nie są mroczne zamki, ale pociągi czy linie telegrafów, bohaterowie natomiast to kolejarze, inżynierowie, uczeni, strażacy. Zresztą Grabiński doszukuje się ludzkiego strachu nie tylko wobec błyskawicznego rozwoju techniki, ale też w kontekście nowych dziedzin nauki – jak chociażby psychologia – czy zdobywających coraz większy rozgłos zjawisk paranormalnych. W rezultacie w Demonie ruchu znajdujemy treści najróżniejsze: widmowe pociągi, pozbawione autora wiadomości krążące po sieciach telegrafów, szalejące żywiołaki, najrozmaitsze obrazy psychozy i obłędu, doppelgängery, hipnozę.

Język, którym posługuje się Grabiński może być dla czytelnika w pierwszej chwili wyzwaniem, sporo bowiem w nim słów już anachronicznych albo we współczesnej polszczyźnie kompletnie nieobecnych. To jednak tylko początkowe wrażenie – wystarczą dwa czy trzy opowiadania, aby przyzwyczaić się do tej prozy i pogrążyć w lekturze. A pogrążyć się z wszech miar warto. Grabiński snuje swoje opowieści w sposób bardzo piękny, zachwycając zarówno pomysłami, jak i niezwykle sugestywnymi opisami. Styl ma elastyczny, niezwykle zgrabny, przez co w porównaniu z Poem (który wciąż chyba nie może doczekać się naprawdę udanego przekładu na język polski) wypada o niebo lepiej: swobodniej, z lżejszym piórem i bez tak często obecnej w prozie Amerykanina przesadnej powagi i zadęcia. Jego narracja jest czysto literacka, pozbawiona tak powszechnych dzisiaj prób oddania filmowych scen za pomocą słów, a jednak wciąga w sposób niesłychany. Nie wypada wreszcie przemilczeć innej wielkiej zasługi Grabińskiego – nieważne bowiem czy pisze on o pracy kolejarzy, strażaków czy psychiatrów, zawsze opisuje daną profesję i towarzyszące jej atrybuty ze swadą, jakby znał zawód od podszewki. Dzięki temu opowiadania mają wartość nie tylko rozrywkową, ale i edukacyjną – sporo się można z nich dowiedzieć o naturze pracy maszynistów, telegrafistów czy pożarników w początkach dwudziestego wieku.

Czy w takim razie Demon ruchu ma jakieś wady? Ja takowych nie widzę. Na pochwałę z całą pewnością zasługuje wydanie: twarda oprawa, dobrej jakości papier, elegancka typografia. Tymczasem proza Grabińskiego broni się sama – fakt, mniej wyrobionemu czytelnikowi może z początku wydać się niełatwa w odbiorze, ale to wrażenie szybko mija, ustępując miejsca niekłamanej przyjemności z lektury. Pozostają groza i atmosfera niesamowitości, doskonale oddane, czasami podskórne, kiedy indziej niemal namacalne, natarczywe. Klimat w opowiadaniach Grabińskiego jest o tyle atrakcyjny, że niezwykłość i budowany przez nią niepokój objawiają się w zdarzeniach codziennych – jak chociażby pożary czy wypadki komunikacyjne – a przez to zdają się nie odstępować człowieka na krok.

Mówi się, że Grabiński w swoich tekstach starał się przypomnieć czytelnikom, że świat wokół nich, ten świat błyskawicznego postępu i zwycięstwa ludzkiego rozumu nie musi być wcale taki prosty, bezpieczny i uładzony, jak się wydaje. I jeśli coś w prozie tego autora kompletnie się nie zestarzało, to właśnie ten przekaz, bardziej aktualny dziś niż kiedykolwiek wcześniej.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s