Powrót krótkiej formy

Jakiś czas temu wspominałem o tym, że z literackimi miniaturami radzę sobie dość przeciętnie. Nie czuję się w nich tak swobodnie, jak w przypadku tekstów dłuższych i tyle. Każdy w końcu może mieć pewne preferencje, prawda? Strony słabsze i mocniejsze?

No i w tym momencie dochodzimy do istotnego problemu. Można, oczywiście, poprzestać na stwierdzeniu, że coś mi nie pasuje i tematu unikać. Wykręcać się od pracy, mówiąc, że co innego wychodzi mi i lepiej i łatwiej. Tyle że to jest łatwe wyjście, a ja nigdy nie byłem fanem łatwych wyjść. Znacznie fajniej jest zakasać rękawy, upocić się, umordować, ale zakończyć dzień z uśmiechem zadowolenia przyklejonym do gęby.

Albo – w najgorszym razie – z poczuciem, że się człowiek nie poddał. I niczym więcej.

Oto oddaję pod Wasz osąd dwa króciutkie opowiadania mojego autorstwa. „Lustra” trafiły właśnie na stronę Szortal.com i tam odsyłam zainteresowanych lekturą. Sam początek tego tekstu można przeczytać poniżej, może ktoś się zainteresuje i będzie chciał więcej? Druga miniatura to „Do ostatniego tchu”, szort opublikowany na stronie internetowej Nowej Fantastyki. Podobnie jak w przypadku „Luster”, poniżej wrzucam początek, w celu zapoznania się z resztą zapraszam TUTAJ.

„Lustra”

– Czasami wydaje mi się, że go widzę – powiedziała nagle Magda. – W lustrze. Ale tylko kiedy patrzę kątem oka.

Porcelanowa filiżanka, którą wcześniej kręciła w dłoniach, teraz znieruchomiała. Niebieskie oczy spojrzały na mnie spod subtelnie umalowanych rzęs.

– Pojawia się na moment, krótszy niż oddech. A później znika – wyjaśniła.

Patrzyła na mnie badawczo, a ja nie miałem pojęcia, co mógłbym powiedzieć. Mimo że z nieba lał się żar, poczułem na plecach lodowate dreszcze.

– Myślisz, że zwariowałam?

Milczałem, setki słów cisnęły mi się na język. Tylko ani jedno właściwe.

– Myślę, że bardzo za nim tęsknisz – odpowiedziałem wreszcie.

Uśmiechnęła się słabo i odwróciła wzrok, żeby ukryć łzy.

Dziesięć minut później zapłaciłem rachunek i wsadziłem Magdę do taksówki.

Wtedy po raz ostatni widziałem ją żywą.

Ciąg dalszy TUTAJ.

* * *

„Do ostatniego tchu”

Gdyby ktoś mógł mnie zobaczyć wtedy, gdy przez bite pięć minut stałem przed drzwiami własnego mieszkania i zastanawiałem się, czy włożyć klucz do zamka… gdyby ktoś mnie wtedy widział, pomyślałby, że ma przed sobą szaleńca.

Nie bez powodu. Tej nocy naprawdę byłem jak oszalały. Przez kilka godzin myśli odbijały mi się wewnątrz czaszki jak piłeczki totalizatora sportowego w maszynie losującej. Nie mogłem nad nimi zapanować. Ustały, dopiero kiedy stanąłem przed drzwiami mieszkania, z którego wcześniej wypadłem w takim pędzie.

W żołądku ciążył mi głaz, w głowie panowała cisza, jeśli nie liczyć złośliwego szeptu powtarzającego: Jej już tu nie ma. Nie ma i nie będzie… Jej już tu nie ma…

Włożyłem klucz do zamka.

Przekręciłem. Tylko raz.

Ktoś był w domu.

Ciąg dalszy TUTAJ.

Miłej lektury, pozdrawiam i do przeczytania wkrótce!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s