Wiosenna depresja?

Właściwie nie wiem, co się dzieje. Na zewnątrz wiosna coraz odważniej budzi się do życia: słońce odbija się setką oślepiających refleksów w oknach blokowisk, na nielicznych łatach zieleni wyskakują – niczym cętki na dorastających dalmatyńczykach – fioletowo-żółte plamy krokusów. Wiatr wieje ciepły, zapowiadający kolejne piękne dni. W takich chwilach człowiek powinien wprost kipieć od rozpierającej go energii, od pierwotnej, naturalnej i niewymuszonej radości życia.

Tymczasem nic z tego. Siedzę jak flak przed komputerem i zmuszam się do pracy, przeskakuję od jednego zajęcia do drugiego, a drogocenny czas przelewa mi się między palcami jak kiepsko ścięta galareta. Gdyby nie to, że wczoraj czułem się niewiele lepiej, gotów byłbym pomyśleć, że to klątwa związana z datą. Wszak dzisiaj piątek trzynastego.

Kiedy o tym myślę, dociera do mnie, że data może jednak być pośrednio związana z takim a nie innym stanem ducha. Trzynasty kwietnia. Jeśli wejdziecie na stronę Empiku i pobawicie się wyszukiwarką, okaże się, że dzisiaj swoją premierę powinna mieć… no proszę! Moja książka?! Serio?

Nic z tego. Po raz kolejny. Cisza na morzu, bałwan śpi.

Cisną mi się na usta gorzkie słowa. Do pewnego stopnia odzywa się oczywiście moje przerośnięte ego, do pewnego stopnia jednak trafia mnie zwyczajny szlag, który nie ma żadnego związku z moim osobistym zaangażowaniem w sprawę. Wnerwia mnie, że wydawnictwo, które miało ambicje zdziałać coś na rynku i któremu kibicuję od samego początku jego istnienia, po prostu olewa swoich – ok., może i jeszcze nielicznych, ale zawsze – czytelników.

Żebyśmy się źle nie zrozumieli: kryzys kryzysem, wiadomo, że na rodzimym rynku książki brakuje tylko gazu musztardowego, żeby sytuacja do reszty przypominała  pole bitwy pod Ypres. Źle jest, tego nie zamierzam negować. Ale czytelników można zdobywać na różne sposoby. Nie trzeba koniecznie wypuszczać dziesięciu nowych tytułów każdego roku i trzymać się kurczowo każdej daty, jakby to był termin kontroli skarbowej. Można natomiast, a nawet wypada, czytelników szanować. Nikt nie oczekuje cudów – każdy natomiast ma prawo spodziewać się rzetelnych informacji i minimalnej ilości kitu.

Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dociera do mnie, że sytuacja z książką nie jest bynajmniej wszystkiemu winna. Jest mnóstwo innych rzeczy, które sprawiają, że odechciewa mi się rano wstawać z łóżka i brnąć przez dzień. W szkole co rusz okazuje się, że najważniejsze są papiery, przepisy i, ogólnie rzecz biorąc, biurokracja, a sama nauka jest taka  troszkę zapomniana, skryta na jakimś dalszym planie. Władze – te bardziej u góry i te bardziej lokalne – na każdym kroku chcą chyba udowodnić, że nie mają pojęcia o rzeczywistości; więcej, że ta rzeczywistość kompletnie ich nie interesuje, ba, mierzi wręcz. Nawet muzykować nie mam ochoty, bo ile razy sięgnę po basówkę przypomina mi się ostatni koncert Big Fat Mama we Wrocławiu. Totalnie zawodowa kapela, jeden z absolutnie najlepszych funkowych składów w Polsce, a w klubie marne trzydzieści osób.

Płakać się chce.

Pozostaje mieć nadzieję, że to minie. Że wiosenne ciepło przebije się do wnętrz, że zapach ziemi świeżo sypanej do doniczek wciśnie się przez szczeliny w oknach i przypomni, że oto nadszedł czas rodzącego się życia. Są przecież drobiazgi, które mogą napawać optymizmem, śmiesznie małe przyjemnostki, umilające szarą egzystencję. Dobra książka, dobry film, spacer z ukochaną osobą.

Może na jakiś czas wystarczą… Oby.

 PS. Moje opowiadanie pt. „Co tkwi w twojej głowie?” zostało wyróżnione przez redakcję portalu Secretum.pl w konkursie literackim Secretum Caligo. W związku z tym powinno za jakiś czas zostać udostępnione (wraz z innymi wyróżnionymi tekstami) na wspomnianym portalu, specjalnie dla Was, zupełnie za darmo. Gdy tylko będę wiedział coś więcej, dam znać.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Wiosenna depresja?

  1. monivrian pisze:

    Nie zdziwię się jak ten cały Ifryt padnie. Wydał zaledwie trzy ksiązki i dalej nic. Cisza. Może kiedyś się ten kryzys skończy i posypią się propozycję dla rodzimych autorów?? Pozyjemy zobaczymy 🙂

  2. monivrian pisze:

    Nie zdziwię się jak ten cały Ifryt padnie. Wydał trzy książki i dalej nic się nie dzieje. Wiadomo jest źle na rynku książki, ale kiedyś to się skończy. Jestem pewna.

  3. dubisz pisze:

    Coś w tym jest – ostatnimi czasy ludzi zagonić na jakiś koncert to mordęga. Najchętniej żeby wjazd był za free i jeszcze browara dawali. Od paru studentów SGGW usłyszałem, że 45zł za bilet na całe Ursynalia (3 dni wypchane koncertami kapel takich jak Slayer, Limp Bizkit, Nightwish, Billy Talent, In Flames, że o masie polskich zespołów nie wspomnę) to dużo. No to ja nie wiem, ile to jest tanio… I ogólnie jakiś taki marazm w ludziach gnije. Pozostaje mieć nadzieję, że na wiosnę to jednak przejdzie…

  4. Cóż, panie kolego, zaciskać zęby i robić swoje. Niestety w polskiej rzeczywistości życie pisarza nie jest łatwe. Trzeba się cieszyć małymi sukcesami – co powiedziawszy, gratuluję wyróżnienia w konkursie;].

  5. Maciek pisze:

    Deprecha pod tym adresem – i tego autorstwa – to rzecz nader niebywała. Pozostaje trwać. Choćby i do jutra (bo wciąż jest chyba piątek, gdy to piszę). Obgadamy sobie na żywo nowinę, albo dwie. Zapowiadam się z żonką i posłem z Opolszczyzny.

  6. Old Lady pisze:

    Cytat z notki: „Cisną mi się na usta gorzkie słowa. Do pewnego stopnia odzywa się oczywiście moje przerośnięte ego, […] trafia mnie zwyczajny szlag.[…] Można natomiast, a nawet wypada, czytelników szanować.”

    Tak, czytelników wypada szanować.
    A dla mnie, potencjalnej czytelniczki, ten wpis jest niesmaczny – jest przejawem braku szacunku dla czytelników właśnie. Autor winien omawiać ewentualne problemy z wydawnictwem – nie zaś prać brudy na forum publicznym. Publikacja pejoratywnej, pełnej narzekań notki jest dla mnie po prostu niestosowna.

    Mimo wszystko pozdrawiam.

    PS Inna sprawa, że również dla wydawnictwa taka postawa autora może być zniechęcająca do dalszej współpracy…

    • Marcin Rusnak pisze:

      Dzięki za komentarz, ale chyba nie do końca zrozumiałem – czy ma z tego wynikać, że przed potencjalnym czytelnikiem trzeb non stop udawać, że wszystko jest pięknie, elegancko i zgodnie z planem? A inna wersja staje się niesmaczna? Stosowne są tylko notki napawające optymizmem i wywołujące uśmiech, niezależnie od rzeczywistej sytuacji? Przykro mi, ale kłóci mi się to z ideą bloga, która zakłada dzielenie się z odbiorcami swoimi autentycznymi poglądami, przemyśleniami i uczuciami. Poza tym, mam prawo pisać nie tylko z pozycji autora ale też czytelnika. I tak samo jak gracze narzekają na deweloperów odkładających raz po raz premierę wyczekiwanej gry, tak samo czytelnik może, moim zdaniem, ponarzekać na wydawnictwo zwlekające z publikacją.
      Mimo wszystko dziękuję za aktywność na blogu i serdecznie pozdrawiam 🙂

      • oddoldlady pisze:

        Do autora, kontynuując:

        Rzeczywiście, nie zrozumiałeś – powiedziałabym nawet, że przekręciłeś moje słowa i moje intencje.
        Występujesz przede wszystkim jako autor, nie czytelnik – przynajmniej w tej sytuacji, w tej konkretnej notce, w której piszesz o swojej książce i swoim wydawnictwie. Przecież to oczywiste.
        Idąc dalej, nikt nie mówi o ukrywaniu prawdy czy udawanym optymizmie. Uważam, że co innego napisać: „Hej, drogi czytelniku, ze względów ode mnie niezależnych, premiera książki przesunie się w czasie, rozmawiam na ten temat z wydawnictwem i mam nadzieję, że wszystkie problemy uda się rozwiązać, będę informował na bieżąco itp.” a co innego popadać w emo-och-ach styl: „Jeśli wejdziecie na stronę Empiku i pobawicie się wyszukiwarką, okaże się, że dzisiaj swoją premierę powinna mieć… no proszę! Moja książka?! Serio? Nic z tego. Po raz kolejny. Cisza na morzu, bałwan śpi. Cisną się na usta gorzkie sowa. Do pewnego stopnia odzywa się oczywiście moje przerośnięte ego, do pewnego stopnia […] trafia mnie zwyczajny szlag […]. Wnerwia mnie, że wydawnictwo […]”. Nie chodzi o zakłamywanie przekazu, nie chodzi o ukrywanie prawdy, nie chodzi o udawanie. W obu powyższych wypowiedziach – tej, spreparowanej przeze mnie i tej, skopiowanej z powyższej notki – mamy informację, że wydanie książki jest opóźnione i że to opóźnienie wynika z działań wydawnictwa. Ta sama treść – inny sposób podania. Twój sposób – dla mnie! – jest niesmaczny i małostkowy. To również w wydaje mi się bardzo oczywiste, ale cóż…

        Pozdrawiam
        Old Lady

    • Sułtan Kosmitów pisze:

      Post dodany przez pracownika wydawnictwa?!

  7. silaqui1986 pisze:

    Od jakiegoś czasu śledzę Twojego bloga, i przyznam że z niecierpliwością wyczekiwałam posta pt. „Hurra! Już możecie mnie czytać!”. Doskonale rozumiem rozgoryczenie, trzymam kciuki by wszystko jakoś się naprostowało i ogólnie przesyłam tony pozytywnej energii 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s