Nie ogarniam, czyli kiedy człowiek nie nadąża za postępem

Świat się rozpędził. Wrzucił wyższy bieg i zapiernicza, nie zwalniając nawet na zakrętach. Jedzie przed siebie, nie oglądając się na nic i na nikogo, a my możemy co najwyżej rzucić tak powszechnym dzisiaj „nie ogarniam”.

Ale po kolei – zaczęło się parę dni temu, gdy trafiłem w telewizji (prawdziwy cud, zważywszy, że odbiornik włączam od wielkiego dzwonu) na informację o samochodzie zwącym się Tesla Roadster. Pooglądałem chwilę, zachwyciłem się nie tylko ładną linią i możliwościami technicznymi, ale i przemyślnością konstruktorów. Dla równie jak ja niezorientowanych: Tesla Roadster to elektryczny samochód sportowy. Wyciąga bardzo przyzwoitą prędkość (maks. w granicach 210 km/h), ma zabójcze przyspieszenie i zasięg grubo ponad 300 km bez konieczności ładowania. Samo ładowanie, nie dość że niewiarygodnie tanie, też nie trwa nie wiadomo ile – wystarczy trzy i pół godzinki, żeby wóz mógł pokonać kolejne 300 kilosów z hakiem. Trasa Wrocław-Kraków w dwie strony za dychę? Rewelacja, jeśli mnie ktoś spyta, szczególnie gdy wziąć pod uwagę obecne ceny benzyny i ropy, coraz bardziej kojarzące się z pokręconym snem szaleńca.

Do czego jednak zmierzam? Do tego, że kiedy postanowiłem poszperać w necie i dowiedzieć się czegoś więcej, okazało się, że to cudeńko śmiga po europejskich drogach od czterech lat, pierwsze egzemplarze zostały bowiem wyprodukowane w 2008 roku. A ja nic. Nie miałem o niczym pojęcia. Oczywiście, byłem świadom istnienia samochodów (czy nawet autobusów) hybrydowych, wiedziałem, że elektryczne automobile wyewoluowały nieco i niekoniecznie już przypominają wózki golfowe. Niemniej jednak nie spodziewałem się, że skok był aż taki.

Przyznaję, nie interesuję się technologicznymi nowinkami do tego stopnia, by z wypiekami na twarzy śledzić wszelkie newsy z tej dziedziny ludzkiej aktywności. Ale z drugiej strony, nie uważam się za osobę ograniczoną – lubię zdobywać wiedzę, uczyć się nowych rzeczy, jak większość pisarzy jestem z natury dość ciekawski. Wychodzi na to, że wina leży częściowo po mojej stronie, to prawda, ale nie cała.

Mam wrażenie, że kiedyś działo się mniej i ludzie bardziej wszystkim się ekscytowali. Nowinki techniczne stanowiły istotny temat rozmów podczas spotkań towarzyskich. Bardziej też wyczuwalny był w tym wszystkim pierwiastek ludzki. Gdy bowiem się dobrze zastanowić, większość z nas pewnie bez trudu poda nazwiska ludzi, którzy odpowiadają za stworzenie pierwszego telefonu, samochodu czy żarówki. Spora część, jak dobrze pogłówkuje, przypomni sobie też, kto skonstruował pierwszy silnik parowy, a kto radio. Znamy nazwiska tego faceta, który zmajstrował penicylinę (nie, to nie ten sam, który opisywał przygody agenta 007, ale blisko :D) oraz tych dwóch szaleńców, którzy wzbili się w przestworza na skrzydłach z papieru i sklejki.

A teraz pytanie: kto, bez sprawdzania w takich czy innych źródłach, poda mi godność kolesia, który zmontował pierwszego iPada? Jak nazywał się autor pierwszego silnika hybrydowego albo oryginalnego panelu słonecznego? Kto zbudował pierwszą mysz komputerową?

Ok., wiem, że na większość z tych wynalazków składa się praca nie jednego człowieka, ale całego zespołu. Ktoś inny zauważy, że to są do pewnego stopnia drobiazgi, nieporównywalne do wspomnianych wcześniej, przełomowych odkryć. Coś w tym jest. Ale może to też po części nasza wina – ludzi, którzy do tego stopnia przyzwyczaili się do ciągłego postępu, że generalnie odmawiamy nowym technologiom statusu „przełomowych”? Nie interesujemy się nimi w takim stopniu, w jakim ludzie dawniej pasjonowali się podobnymi innowacjami, bo jesteśmy przekonani, że za rok czy dwa pojawi się coś nowszego, lepszego, szybszego, mniejszego etc.

Nie mówię, że to źle. Fascynuje mnie ludzka pomysłowość i świadomość tego, że w tej chwili miliony ludzi na całym świecie kombinują, co zrobić, żeby żyło się choć troszkę lepiej, łatwiej czy taniej. Samochody, które na samej energii elektrycznej śmigają na dystans 300 kilometrów przywracają mi osobiście wiarę w ludzi – wiarę, która szczególnie przy newsach ze świata polityki wystawiana jest często na ciężką próbę. Może po prostu nastąpiła zmiana epoki? Z ery przełomowych wynalazków na erę małych, ale nieustannie stawianych kroczków? Ciągłego przekraczania granic – choćby o milimetr, o sekundę, o gram?

Muszę jednak przyznać, że obok tej fascynacji i podziwu dla dążenia do postępu, wdziera się w moje myśli pewna doza nostalgii. Tej samej, zdaje się, nostalgii, która sprawia, że czytelnicy fantastyki tak chętnie sięgają dzisiaj po teksty retrofuturystyczne: steampunkowe, dieselpunkowe, clockpunkowe. Bo tam pojedynczy człowiek wciąż wiele znaczy. Jeden sprytny wynalazek wciąż może odmienić świat. Bo może kreowane tam realia wydają się prostsze, czytelniejsze, bardziej przejmujące? Bądź co bądź – wracając do Roadstera, od którego ten tekst się zaczął – czy lekko cieknący kanister cuchnącej benzyny nie ma w sobie odrobinę więcej surowego piękna i jakiegoś dziwnego romantyzmu niż zwykłe domowe gniazdko 220V?

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Nie ogarniam, czyli kiedy człowiek nie nadąża za postępem

  1. Maciek pisze:

    Radzę się wczytać bardzo w info o produktach Tesli. Nie umniejszając ich osiągnięciom, nie jest to wszystko aż tak cukierkowe 😉 Ich ceny również zaliczają się do tych imponujących (mnóstwo ropy się za to kupi). Kwestia ładowania też nie jest aż taka fajna. Przyznaję, że nie znam szczegółów, ale te 3,5h to raczej ze specjalnego gniazdka 440V (u nas takich jeszcze za wiele nie ma). Ze zwykłego będzie się takiego ładowało cała noc. Wciąż, fajne, ale chciałem ciut ciut realizmu dorzucić. 🙂

    • Marcin Rusnak pisze:

      Cena – pewnie, jest masakryczna (zdaje się coś koło 92 tys zielonych…) ale z drugiej strony mówimy o klasie wozów sportowych (przyjamniej pod względem przyspieszenia i wyglądu, bo prędkość maksymalna już tak powalająca nie jest)… a z ładowaniem, to i owszem, chodzi o gniazka specjalnie przystosowane, których u nas nie ma, ale przykładowo w Holandii czy Niemczech jest już całkiem sporo z tego co słyszałem. My sobie jeszcze poczekamy…
      PS. I bardzo dobrze, że ciut realizmu dorzuciłeś, realizm się zawsze przyda 🙂

  2. Maciek pisze:

    „wczytać bardziej”… Czy wordpress ma przycicsk „edytuj”? ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s