Jak wąż, co pożera własny ogon…

It’s official, jak mawiają Anglosasi. Muzyka zżera własny ogon. Totalnie, bez zachowywania pozorów, bez wciskania kitu o międzygatunkowych fuzjach czy recyklingu potencjału tkwiącego w melodiach z dawnych lat. Po prostu  – odcinanie kuponów pełną gębą.

Oczywiście, odwoływanie się do przeszłości to jedna z elementarnych cech kultury. Bez odniesień do twórczości minionych wieków nie byłoby tekstów Salmana Rushdiego, T.S Eliota czy Jamesa Joyce’a (chociaż to ostatnie akurat niektórych nie zmartwiłoby wcale). Charakterystyczne dla dawnego kina rozwiązania raz po raz znajdują drogę do młodych pokoleń widzów za sprawą takich artystów jak Quentin Tarantino, Guy Ritchie czy Nicolas Winding Refn (patrz jego doskonały Drive z 2011 roku). W architekturze odcinającej się od gotyku czy baroku nie mogłoby być mowy o neogotyku, neobaroku…  I tak dalej. Przykłady można mnożyć.

W muzyce nie jest inaczej. Bluesowe patenty wykorzystywali na swój sposób tak Zeppelini, jak i The White Stripes. Heavy rockową stylistykę siódmej dekady XX wieku eksploatował w latach 90-tych chociażby Soundgarden, ale też przykładowo Audioslave – już na początku nowego millenium. Pasaże z muzyki klasycznej Ritchie Blackmore wplatał w niezapomniane solówki w Deep Purple i Rainbow, Tori Amos dośpiewywała do nich wokale, a chłopaki z Running Wild czy Helloween inspirowali się nimi przy tworzeniu wstępów do swoich heavy metalowych hymnów.

Jednak to co obserwujemy w chwili obecnej, to już nawet nie przetwarzanie oklepanych rozwiązań na swoją modłę i tworzenie przy ich pomocy czegoś świeżego. Coraz częściej spotykamy się z jednoznacznym powrotem do tego, co już było, do muzyki, która przebrzmiała. Artyści odnajdują się w danej stylistyce kompletnie, bez wahania, przejmując nie tylko brzmienie, strukturę utworów czy sposób układania linii melodycznych, ale nawet kostiumy, charakteryzację, sposób montowania clipów video.

Doskonałym tego przykładem jest Ania Rusowicz, w ręce której trafiły w tym roku aż cztery Fryderyki – dla wokalistki roku, za album pop, za najlepszy debiut oraz za najlepszą produkcję. Wystarczy posłuchać jej singla pt. „Ślepa miłość” – i jak tu się nie zakochać? Brzmienie klawiszy rodem z lat 60-tych, basowa „skrzypcówa” jak z Beatlesów i genialny wokal, kompletnie nieprzystający do tego, na co obecnie można trafić w radiowych rozgłośniach. Zresztą posłuchajcie i popatrzcie sami:

 

Nie jest to bynajmniej trend obecny tylko w Polsce. Wystarczy spojrzeć na The Australian Pink Floyd Show, który przyciąga na koncerty więcej ludzi niż sporo renomowanych kapel, a to przecież było nie było zwyczajny cover band – ok., doskonały cover band, odtwarzający muzykę mistrzów z niesłychaną precyzją i znawstwem, ale jednak cover band. Dalej? O ile takie kapele jak Kings of Leon czy Black Stone Cherry robią co mogą, żeby schematy starego rocka nieco odświeżyć i podać w unowocześnionej formie, o tyle są bandy, które na zachodzie robią niezłą furorę, a nowoczesność mają w głębokim poważaniu. Za przykład niech posłużą choćby chłopaki z The Brew, którzy bezwstydnie odgrzewają pomysły Hendrixa czy Cream. Inna sprawa, że robią to brawurowo, a ich koncerty porywają tłumy.

I tu, zdaje się, dochodzimy do sedna zagadnienia. Do tego, że muzyka popularna wkracza w nową fazę – czas, kiedy brzmieniowe eksperymenty zejdą na plan dalszy, osiągnięto bowiem w tej dziedzinie już tak wiele, że ludziom zwyczajnie zaczyna brakować wyobraźni. Jest szansa, że po wyeksploatowaniu setek różnych cyfrowych procesorów i efektów do obróbki dźwięku, po zsyntezowaniu punku z bluesem, metalu z muzyką klasyczną, a reggae z techno wreszcie będzie można dać sobie spokój z przyklejaniem kapelom, płytom i piosenkom gatunkowych etykietek. Może nareszcie przestanie się liczyć „świeżość” i innowacja – często za cenę jakości – a liczyć się będą po prostu dobre melodie. Tak jak w przypadku podbijającej serca słuchaczy Lany Del Rey i jej „Video Games”. Niech mi ktoś powie, że to świeże i innowacyjne, to zdzielę przez łeb kablem od gitary. W tym numerze nie ma kompletnie niczego nowatorskiego, jest natomiast to, co liczyć się w muzyce powinno najbardziej: dobra melodia. Dla nieobeznanych z tematem (jest jeszcze ktoś taki?) zapraszam do słuchania:

 

Przy okazji koncertu Stonesów w Polsce w 2007 roku Piotr Metz zapytany o młodego artystę, który ma szansę osiągnąć status legendy porównywalny do Jaggera i spółki wskazał tylko jednego człowieka: Jacka White’a. White, geniusz stojący za sukcesem The White Stripes oraz The Raconteurs parę dni temu wydał pierwszą płytę sygnowaną własnym nazwiskiem. Płytę pełną ciekawych aranży, niebanalnych melodii, wpadających w ucho rozwiązań. Bardzo dobry album, ale w gruncie rzeczy taki, który mógłby w dużej mierze nagrać dziesięć lat temu w ramach The White Stripes… czyli znowu, nic nowego. Przekonajcie się zresztą sami:

 

Cóż, trzeba chyba pogodzić się z myślą, że czas wiekopomnych hitów i powstawania zespołów-legend przeminął. Czy czeka nas już tylko niekończąca się seria jednosezonowych gwiazdeczek? A może jedyna droga to cofanie się coraz bardziej w czasie, poszukiwanie zapomnianej niszy? Skoro Ania Rusowicz chwyciła się za Big Beat z lat 60-tych, może już niedługo w Stanach zrobi oszałamiającą karierę czarny facet ze zwykłą akustyczną gitarą, imitujący Roberta Johnsona albo Muddy Watersa? A może – kolejna opcja – muzyce popularnej przytrafi się to samo, co muzyce poważnej i utwory klasyków – Iron Maiden, Erica Claptona czy Madonny – wykonywać będą specjalne rock/popowe filharmonie na całym świecie: zorientowane nie na kreatywność i tworzenie muzyki, ale jej skrupulatne odtwarzanie?

Przekonamy się, czyż nie?

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s