Jak nie pisać młodzieżowego fantasy

Literatura młodzieżowa bije ostatnimi czasy rekordy popularności. Oczywiście i dawniej bywało tak, że teksty Verne’a, Stevensona czy (w Polsce) Nienackiego czytały miliony, nie tylko tych młodocianych odbiorców, ale również tych zupełnie dojrzałych. Jednak gigantyczny sukces przygód Harry’ego Pottera, sagi Zmierzch czy trylogii Igrzyska Śmierci wskazuje na to, że literatura przeznaczona dla młodzieży jest dzisiaj tym, co publikować z wszech miar warto – za dobrą książkę młodzieżową chwyci się bowiem jej właściwy target, ale też niejedno dojrzalsze dziecko i niejeden oczekujący dobrej rozrywki dorosły. Kwestie finansowe nie są zresztą jedynym powodem, dla którego warto coś takiego pisać – młodzież jest bowiem po prostu wdzięcznym odbiorcą, który reaguje żywiołowo na losy literackich postaci i przeżywa przelane na papier przygody w stopniu znacznie większym niż dorosły, zapewniając autorowi satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.

Nic dziwnego więc, że coraz szersze grono autorów kojarzonych z prozą dla dorosłych poszerza zakres swojej twórczości o tę jej gałąź skierowaną do młodszych odbiorców. Trend ten widać wśród autorów polskich – doskonałe książki w tym nurcie pisali na przykład Romek Pawlak, Rafał Kosik czy też ostatnio Marcin Mortka – ale i zagranicznych, jak omawiany dzisiaj James Patterson, uznany i niezwykle poczytny autor thrillerów i tekstów sensacyjnych, który w 2009 roku postanowił spróbować swoich sił jako autor młodzieżowego fantasy. Efektem tej próby są książki z serii Witch & Wizard.

Wydawać by się mogło, że napisanie tego typu powieści to rzecz niezbyt wymagająca dla kogoś, kto opanował pisarski warsztat i z powodzeniem publikuje teksty innego sortu. W końcu, gdzie ma tu niby leżeć trudność? Można sobie dać spokój z karkołomnymi porównaniami i poetyckimi opisami, a skomplikowany profil psychologiczny postaci nikogo tu nie zainteresuje. Podstawowymi wytycznymi są młodociani bohaterowie uwikłani w konflikt dobra i zła. Do całości trzeba wcisnąć parę tajemnic, które napędzą intrygę, nieco magii i najlepiej tak popularne ostatnimi czasy, dystopijne realia (patrz: Igrzyska Śmierci Collins, Dom Skorpiona Farmer czy Feed Andersona). Jeśli dołożymy do tego wartką, dynamiczną narrację oraz szczyptę humoru, efektem finalnym powinien być majstersztyk, od którego nie sposób się oderwać, i do którego czytelnicy będą z ochotą wracać po latach.

Niestety, w przypadku Witch & Wizard nie do końca tak to działa.

Fabuła powieści skonstruowana jest wokół postaci dwojga rodzeństwa – wysportowanego, przystojnego szesnastolatka imieniem Whit oraz jego młodszej, zbuntowanej siostry zwanej Wisty. Wystarczy jeden dzień, by stosunkowo beztroskie życie tej dwójki zamieniło się w koszmar: bojówka nowo utworzonego, totalitarnego rządu aresztuje ich pod absurdalnym zarzutem posiadania magicznych zdolności. Jak nietrudno się domyślić, zarzut nie jest wcale taki absurdalny, a Whit i Wisty okazują się jedyną szansą na przywrócenie światu jako takiego porządku i uchronienie go przed zagładą.

Klasyk.

Po autorze z dorobkiem dobrze ponad pół setki książek można się spodziewać zawodowego warsztatu. Patterson owszem, pisze poprawnie, ale aż do bólu, i w gruncie rzeczy niezbyt atrakcyjnie. Jego opisy są szczątkowe, a akcja pędzi do przodu, jakby pisarz bał się, że wybredny czytelnik przypadkiem się znudzi i odłoży książkę na bok. Dużo jest dialogów, co stanowi cechę charakterystyczną współczesnej prozy popularnej i całe szczęście, bowiem dialogi wychodzą Pattersonowi znacznie lepiej niż reszta narracji: są zabawne, momentami niemal błyskotliwe, dodają dość nijakiej prozie charakteru. Co istotne, w języku bohaterów powieści znajdziemy znacznie więcej kolokwializmów niż ma to miejsce w przypadku wspomnianego Harry’ego Pottera czy podobnych utworów. Nie wszystkim musi to odpowiadać, ale tak czy owak jest to cecha wyróżniająca Witch & Wizard na tle innych tekstów wpisujących się w tę konwencję.

Jedna z niewielu, niestety. Okazuje się bowiem, że pod względem fabularnym Witch & Wizard to pozbawiona oryginalności synteza paru rozwiązań i motywów obecnych w innych, znacznie bardziej uznanych utworach. Dzieci, które odkrywają w sobie magiczne zdolności to już totalne cliche, które po międzynarodowym sukcesie Harry’ego Pottera powinno stracić rację bytu jako motor napędzający fabułę powieści. Inspiracji (by nie nazwać tego dosadniej) serią Rowling jest zresztą więcej – należą do nich pożerające dusze stwory zwane Lost Ones (Dementorzy?), podział na ludzi umagicznionych i nieumagicznionych oraz postać głównego złego, tytułowanego w książce Pattersona The One Who Is The One (wariacja na temat Potterowskiego You Know Who lub The One Who Should Not Be Named). Aha, czy wspominałem już o przenoszeniu się do magicznego wymiaru poprzez… wbiegnięcie w ścianę?

Ok., zwolennicy postmodernistycznego myślenia zripostują, że wszystko już napisano i że autorka Harry’ego Pottera też Ameryki nie odkryła. Nie zmienia to jednak faktu, że siedmioksiąg opisujący zmagania młodego czarodzieja z potwornym Lordem Voldemortem jest tekstem napisanym bardzo sprawnie – bogatym w niuanse, pełnym smaczków, z umiejętnie budowanym napięciem. W porównaniu do książek Rowling Witch & Wizard prezentuje się baaardzo przeciętnie. To napakowana zdarzeniami powieść, która przypomina szaleńczą jazdę roller-coasterem: niby fajna, ale po fakcie pamiętamy tylk, że coś tam się działo i że serce przyspieszyło raz czy dwa. Konkrety bardzo szybko zaczynają się nam wymykać, by już po paru dniach zatrzeć się i wyblaknąć jak stare fotografie. Króciutkie, bywa że nawet jedno czy dwustronicowe, rozdziały regularnie wieńczone serialowymi cliff-hangerami faktycznie sprawiają, że od książki trudno się oderwać, ale cóż z tego, kiedy nie niosą ze sobą żadnej treści? Brakuje tutaj pisarskiego mięcha – tego, co sprawia, że książka żyje w nas, gdy już odłożymy ją na półkę.

Powieść Pattersona to doskonały dowód na to, że powieści dla młodszych czytelników też wymagają specyficznych umiejętności. Nie wystarczy wziąć wysłużoną historyjkę, nieco ją odkurzyć i przepisać tak, aby czytelnik przerzucał strony w tempie przypominającym szaleńczego czardasza. Szczypta magii już nie załatwi sprawy. Trzeba dać z siebie znacznie więcej – chociażby wykrzesać odrobinę oryginalności – aby w efekcie powstała książka, która porwie czytelnika w inny świat i zawładnie jego zmysłami. Książka, którą przeczyta nie tylko czternastolatek, ale do której z prawdziwą przyjemnością wracać się będzie przez długie lata.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s