Filmowe polecanki

I po raz kolejny już: graść polecanek. Tym razem filmowych. Smacznego!

Sucker Punch – Najnowszy film Zacka Snydera i równocześnie jego pierwsze dzieło oparte na autorskim scenariuszu (wcześniejsze były remake’ami, adaptacjami książek lub komiksów). To porywająca opowieść o dziewczynie zwanej Babydoll, którą niegodziwy ojczym zamyka w zakładzie dla psychicznie chorych. Nie czeka jej tam bynajmniej różowa przyszłość, a Babydoll jest drobna i słaba. Ma jednak pewną przewagę nad swoimi oprawcami: potrafi przenieść się w myślach do krainy wyobraźni, gdzie przy odrobinie szczęścia role mogą się odwrócić, a siłę ducha i wolę walki można przekuć w śmiertelnie niebezpieczną broń… Obraz Snydera to wyjątkowe kino: wizualnie olśniewające, oparte na ciekawym scenariuszu, łączące w sobie pełną przerysowań, komiksową estetykę oraz duszącą atmosferę pełnokrwistego thrillera. Dla niektórych może się wydawać nazbyt eklektyczną mieszanką (desant z wojskowego śmigłowaca do oblężonego zamku rodem z Władcy Pierścieni???), podczas gdy innym – tak jak mnie, na przykład – taka koncepcja szczególnie przypadnie do gustu. Panie zachęcam do obejrzenia, chociażby ze względu na niecodzienną konwencję. Panów zachęcać chyba nie muszę – w końcu Sucker Punch to film, w którym główne role grają skąpo odziane ślicznotki hasające po okolicy z całym mnóstwem śmiercionośnych zabawek 🙂

Pozwól mi wejść (Let the right one in) – Sądziłem, że na temat wampirów powiedziano już wszystko – w tym ostatnimi czasy rzeczy, które nigdy nie powinny zostać powiedziane. Jednak ten szwedzki film grozy z 2008 roku udowodnił, że się myliłem. Pokazana z niezwykłym wyczuciem historia przyjaźni prześladowanego przez rówieśników chłopca i nastoletniej wampirzycy ma wszystko, czego brakuje tak popularnym obecnie pochodnym Zmierzchu: mroczny klimat (potęgowany przez scenerię szwedzkiego miasta: ponurego, mroźnego i jakoś dziwnie przytłaczającego), psychologiczną głębię oraz wampira niby klasycznego, ale jednak innego, pokazanego w sposób nowatorski i niebanalny. Dodatkowym plusem są z całą pewnością piękne zdjęcia – momentami można odnieść wrażenie, że film składa się z całego mnóstwa doskonałych kadrów, które tylko czekają, żeby oprawić je w ramkę i zawiesić na ścianie. Pozwól mi wejść to po prostu świetna historią opowiedziana w ujmujący sposób, jednocześnie piękna i przerażająca. A propos, ktoś widział amerykański remake z 2010? Ponoć sporo słabszy…

Nietykalni – Generalnie nie trawię francuskiego kina. Myślę, że mógłbym policzyć na palcach filmy z kręgu frankofońskiego, które autentycznie zrobiły na mnie wrażenie –na czele znalazłyby się najpewniej Asteriks i Obeliks: Misja Kleopatra, Miasto zaginionych dzieci oraz Dziewczyna na moście. I teraz Nietykalni. Dość mocno osadzony w hollywoodzkiej tradycji, obraz Oliviera Nakache oraz Erica Toledano to znakomita pozycja łącząca elementy komediowe z wątkami obyczajowymi. Historia sparaliżowanego bogacza i jego młodego czarnoskórego opiekuna nie poraża oryginalnością, ale z całą pewnością chwyta za serce. Chociaż największe wrażenie robi tu gra aktorska, doskonale wypadają też zdjęcia i nastrojowa muzyka. Na uwagę zasługuje także scenariusz, który bardzo zgrabnie splata poszczególne wątki w opowieść wciągającą i stosunkowo wiarygodną. Nie ważne, że to bardzo klasyczny obraz czerpiący garściami ze stereotypów – Nietykalni to przede wszystkim kawał dobrej i inteligentnej rozrywki. Nawet dla, podobnych do mnie, przeciwników francuskiego kina.

Miłego oglądania! Pozdrawiam!

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Filmowe polecanki

  1. Leo pisze:

    Ciekawostka a propo „Pozwól mi wejść” – jest to ekranizacja powieści 🙂 a książkę polecam, ma naprawdę mocny klimat 😉

    Gratuluję „obcego” 😀

  2. maniek pisze:

    Wystarczyło żeby ‚autur bloga’ zadeklarował się jako przeciwnik francuskiego kina, żeby automatycznie stać się bucem i stracić zaintrygowanego czytelnika. Frankofobom mówimy ‚fak of, le bucu’.

    • Marcin Rusnak pisze:

      Nie bardzo wiem, w jaki sposób fakt, że nie pasuje mi francuskie kino (w większości przypadków) czyni mnie bucem albo frankofobem. Sugeruję częstsze korzystanie ze słownika przy pisaniu internetowych komentarzy, to powinno pomóc. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s