A teraz coś z zupełnie innej beczki: muzycznie…

I po raz kolejny zestaw trzech propozycji, tym razem muzycznych. Znudziła Wam się ciągle ta sama muza na ukochanym odtwarzaczu mp3? Oto trzy albumy, którym z całą pewnością warto przyjrzeć się bliżej. Miłego słuchania!

Running Wild, Shadowmaker – Dość niespodziewany powrót legendy niemieckiego heavy metalu, po tym jak w 2009 roku zespół zakończył działalność. Najwyraźniej rozkochani w klimatach piracko-napoleońskich Niemcy pod wodzą charyzmatycznego Rock n’ Rolfa nie mogli usiedzieć spokojnie na emeryturze i postanowili raz jeszcze spróbować sił w studiu i na trasie… i całe szczęście! Shadowmaker to kawał rasowego grania na pograniczu hard rocka i heavy metalu. Jest to album bardzo dobrze wyprodukowany, zagrany i zaśpiewany z sercem i oddaniem, w porównaniu do których ostatnia płyta Iron Maiden przypomina plastikową zabawkę. Chłopcy z Running Wild nie odkrywają Ameryki, ale też nie muszą jej odkrywać – od lat grają po swojemu i dzięki temu Shadowmaker zaspokaja gusta tych najbardziej spragnionych klasycznego heavy metalu: mamy tu agresywną, mocno brzmiącą sekcję rytmiczną, mamy mięsiste gitary, szybkie, ale melodyjne solówki i niepowtarzalny, zachrypnięty głos Rolfa Kasparka, który brzmi jakby zamierzał właśnie wezwać załogę swojej korsarskiej krypy do abordażu. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników przeciągania pod kilem.

Slash, Apocalyptic Love – Słyszeliście kiedyś, że prawdziwe życie zaczyna się po czterdziestce? Większość rockowych muzyków ma w tym wieku najlepsze lata już za sobą i oddaje się mniej lub bardziej udanym (przeważnie mniej) próbom zdyskontowania młodzieńczych sukcesów. Jednak Slash, słynny gitarzysta Guns n’ Roses i prawdopodobnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych wizualnie muzyków wszechczasów najwyraźniej wziął sobie to powiedzonko do serca. W 2010 roku, mając 45 lat wydał absolutnie rewelacyjny album zatytułowany po prostu Slash, do którego zaangażował prawdziwą plejadę gwiazd (wspomnieć wystarczy Ozzy’ego Osbourne’a, Chrisa Cornella, Fergie (!), Dave’a Grohla, Lemmy’ego czy Iggy’ego Popa). W dwa lata po tym sukcesie Slash wraca. Tym razem w znacznie skromniejszym składzie, ale z rewelacyjnym Mylesem Kennedym na wokalu i z całym mnóstwem świetnych piosenek. Apocalyptic Love to doskonałe hard rockowe numery podane w świeży sposób, mistrzowsko zagrane i zaśpiewane nie mniej genialnie. Porywają, podnoszą ciśnienie, kołyszą i wpadają w ucho, jak chyba żadne inne dokonania niezwykłego gitarzysty od czasu obu części Use Your Illusion Gunsów. Ten album pokazuje Slasha wciąż pełnego młodzieńczej werwy, ale i bardziej doświadczonego – nie tylko gitarowego wymiatacza, ale przede wszystkim pełnego zmysłu kompozytora. Cieszy świadomość, że po latach muzycznej tułaczki jeden z najlepszych rockowych gitarzystów świata nareszcie znalazł ludzi, z którymi może grać pełnokrwistego rock n’ rolla w absolutnie najlepszym wydaniu. Do posłuchania na próbę:

Red Hot Chili Peppers, I’m With You – Ten zespół nie należał nigdy do czołówki moich ulubionych kapel, choć płyty Californication oraz Blood Sugar Sex Magic bardzo sobie cenię. Słuchałem jeszcze z nielichą przyjemnością By The Way, ale czegoś już na tej płycie brakowało – za dużo chyba było ładnych melodyjek, a za mało czadu i autentycznych emocji. Koniec końców, mimo kilku świetnych utworów nie wracam do tego albumu zbyt często. Spadek zainteresowania „papryczkami” sprawił, że za dwupłytowy Stadium Arcadium nie chwyciłem się wcale. Ostatnio jednak postanowiłem wrócić do Kiedisa i spółki, i przetestować ich najnowszą propozycję – płytę I’m With You z 2011 roku. I totalnie wsiąkłem. Nie od razu , ponieważ przy pierwszym przesłuchaniu krążek pozostawił we mnie mieszane uczucia,  brakowało przede wszystkim rewelacyjnych, pełnych feelingu gitar Frusciantego. Z kolejnymi przesłuchaniami sprawdziła się jednak stara prawda, że więcej nie zawsze oznacza lepiej. Mniej gitar (partie Josha Klinghoffera są przez większość płyty bardzo skromne i nieco z tyłu, jakby stanowiły dodatek, a nie instrument prowadzący) daje więcej przestrzeni wokalowi i sekcji rytmicznej, która w efekcie brzmi wyjątkowo klarownie i niesłychanie dynamicznie. Basowe partie, co prawda chyba prostsze niż w dotychczasowej karierze Flea, są prawdziwym motorem napędowym albumu i błyskawicznie wpadają w ucho. Perkusja Smitha świetnie je podkreśla, a w wokalach Anthony’ego Kiedisa słychać dojrzałość, ale też pasującą do funkowych rytmów buńczuczność i swoisty pazur. I’m With You to bardzo przyzwoita płyta, która zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem, a utwory – choć w różnych tempach, aranżach i wyrażające różne emocje – tworzą spójną, atrakcyjną całość. Chcecie sami się przekonać?

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Muzyka, Polecanki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „A teraz coś z zupełnie innej beczki: muzycznie…

  1. julia bernard pisze:

    Ha! I tkąłes drażliwej kwestii w moim domu…. Na Gwiazdkę Potwory moje dostały bilety na koncert lipcowy na Bemowie i radość była wszechobecna i pięknie było (jak to w Święta). A potem kupiliśmy płytę i przesłuchaliśmy ją i….Sorry, to nie jest już to RHCP, na którym Potwory wychowałam. Ja wiem, ze lubimy tylko stare kawałki, że kiedyś to wszystko było inne – ale bez jaj. A że akurat plany wakacyjne nam się tak pozmieniały,, że nijak nie będzie nas w Warszawie – bilet rozdaliśmy. I tutaj zagwozdka. W zamian dzieci domagają się zadośćuczynienia w formie biletów na Gun’sów, którzy to zagrają w Rybniku. Ale co to za Gunsy bez Slasha…?

    • Marcin Rusnak pisze:

      Heh, no cóż… co kto lubi! Mnie się ta nowa płytka naprawdę podoba. A sądząc po nagraniach z youtube’a RHCP dalej dają czadu na koncertach (przecież nie będą chyba grać materiału tylko z nowej płyty, no nie? :)))
      A Gunsi bez Slasha to faktycznie masakra… jak piwo bezalkoholowe albo wegetariańskie parówki :)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s