Wakacje na bis

Wybaczcie, że tak długo się nie odzywałem. Powodem było zmęczenie – po tym jak rok szkolny dobiegł końca musiałem się jeszcze spiąć, żeby dokończyć parę niecierpiących zwłoki spraw… i odpadłem. Wrzuciłem na totalny luz, postanowiłem przez parę dni nie robić absolutnie nic konstruktywnego (niezupełnie wyszło, ale ten typ ponoć tak ma) i zwyczajnie poczuć, że nadeszły wakacje. Całe szczęście, bo akumulatory miałem, zdaje się, na wykończeniu. W efekcie ostatnich kilka dni spędziłem głównie łojąc w Fallouta 3, oglądając filmy i czytając książki. Dzisiaj rano na dokładkę wylądowałem na wrocławskich gliniankach, żeby złapać nieco opalenizny i nawiązać nić porozumienia z akwenami wodnymi.

Jednym słowem: odżywam.

Co teraz? Do niedzieli względna laba, później ostro siadam do pisania. Przez ostatnie miesiące, kiedy mniej miałem czasu na to, co tygryski lubią najbardziej, nagromadziłem trochę pomysłów, które błagają, kuszą i grożą – słowem robią wszystko bylebym tylko zechciał przelać je na papier. Co z tego wyjdzie, jeszcze zobaczymy. Pomysły w każdym razie są, chęci też nie brakuje, co ostatnimi czasy wcale nie było normą – wiadomość o zawieszeniu działalności przez Ifryta bynajmniej nie podziałała na mnie mobilizująco. A pomyśleć, że rok temu zaczynałem wakacje przekonany, że już niedługo, już za dwa czy trzy miesiące moja debiutancka książka ujrzy światło dzienne… No cóż. Życie. Nic dodać, nic ująć.

Co będzie z Czasem ognia, czasem krwi – tego jeszcze nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli wszystko dobrze pójdzie, pod koniec wakacji wszystkich, którym podobają się moje teksty, spotka miła – mam nadzieję – niespodzianka. Jaka? Na szczegóły przyjdzie jeszcze czas. Na razie powiem tyle: bądźcie czujni 🙂

Za dwa tygodnie uciekam z rodziną nad jezioro. Cisza, spokój, przedpołudnia z dłońmi na klawiaturze i popołudnia spędzone na plażowaniu, spacerach, strzelaniu z łuku i innych rodzajach błogiego nieróbstwa. Już się nie mogę doczekać, a sądząc po tym, jak moja kochana Marta wymownie zerka na kalendarz, nie jestem w tym odosobniony. Nie dziwię się jej wcale – i bez dość raptownie rosnącego brzuszka znacznie przyjemniej jest na leżaku stojącym w cieniu sosen niż wśród miejskiego zaduchu, a w jej stanie to już w ogóle.

Na dziś to wszystko. Żegnam Was chłodno – niejako w odpowiedzi na lejący się z nieba żar – i pozdrawiam serdecznie, życząc przy okazji mnóstwa okazji do letniego wypoczynku. Na deser zaś proponuję krótki animowany filmik, który ostatnio trafił do mnie za sprawą nieocenionej twarzoksiążki 🙂 Rewelacja, ale tylko dla widzów o stalowych nerwach. Jakby co – ostrzegałem!

Trzymajcie się!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s