China Miéville, LonNiedyn – recenzja

Niewiele jest miast o historii tak bogatej jak Londyn. I choć pozycja brytyjskiej stolicy nie może się – mimo najlepszych chęci i starań mieszkańców Zjednoczonego Królestwa – równać z tą sprzed, dajmy na to, stu lat, Londyn pozostaje miastem fascynującym i niezwykle inspirującym. Świadectwem tego ostatniego niech będą liczne teksty kultury, z których coraz więcej pokazuje zupełnie inne oblicze tego wyjątkowego miejsca – oblicze obce, fantasmagoryczne, podlegające wyłącznie rządom wyobraźni. Do takich opowieści należy przede wszystkim Nigdziebądź Neila Gaimana, ale też liczne teksty steampunkowe, czy będący tematem tej recenzji LonNiedyn Chiny Miéville’a.

LonNiedyn otwiera cała seria niezwykłych zdarzeń, które koncentrują się wokół postaci dwóch dwunastolatek: Zanny oraz Deeby. Dziewczynki trafiają między innymi na poruszający się samodzielnie połamany parasol, znajdują imię jednej z nich zapisane na ścianie i otrzymują tajemniczy list. Ciąg niecodziennych przypadków skłania przyjaciółki do nocnej eskapady, która kończy się… przeniesieniem do LonNiedynu – groteskowego brata bliźniaka angielskiej stolicy, jej swoistego odbicia w krzywym zwierciadle. Tam zaś szybko zostają wplątane w trwający od dawna konflikt między mieszkańcami LonNiedynu, a potwornym, utkanym z dymu i chemicznych odpadów Smogiem. Czy Zanna, tytułowana przez lonniedyńskie przepowiednie Wybraną, zdoła odmienić los niemiasta?

Pierwszym, co zwraca uwagę w przypadku książki Miéville’a, jest niezwykłe bogactwo świata wykreowanego przez autora. Pomysłów wykorzystanych w LonNiedynie jest autentyczne zatrzęsienie – starczyłoby ich nie na jedną, ale i na trzy ekscytujące książki, i nie ma znaczenia, czy mówimy tu o bohaterach, odwiedzanych lokacjach czy rozwiązaniach fabularnych. Ta książka to czysta pożywka dla wyobraźni, a elementy takie jak wojownicy śminja (wojownicze, znające karate kosze na śmieci), Ławiec (bohater złożony z kolektywu różnych morskich stworzeń zamkniętych w skafandrze nurka głębinowego) czy przydasiowe domy (budynki zbudowane ze starych, niepotrzebnych w zwyczajnym Londynie przedmiotów, jak choćby płyty winylowe) na pewno na długo pozostaną w pamięci, wprawiając w dziecięcy zachwyt nawet najdoroślejszych czytelników.

Bardzo dobre wrażenie pozostawia po sobie także fabuła utworu. Historia LonNiedynu jest wciągająca i pełna niespodziewanych zwrotów akcji, a jednocześnie zróżnicowana i niebanalna. Pojawiają się tutaj rozmaite części składowe przygodowej konwencji fantasy: mamy niezbędne do wykonania questy, są sceny walki, ucieczek, pościgów, są zagadki, które trzeba rozwiązać i labirynty, które wymagają pokonania. Są przepowiednie, magiczne budowle i cudowne urządzenia, istoty o nadprzyrodzonych zdolnościach. Jest miejsce na napięcie, humor, odrobinę grozy i radosne podniecenie. Co jednak istotne, Miéville nie tylko czerpie z konwencji, ale bawi się nią, igra, wykoślawia i przedrzeźnia, jakby nieco się nabijał z klasycznego schematu podobnych opowieści. Cóż, fabuła tylko na tym zyskuje.

Nie byłbym sobą, gdybym czegoś LonNiedynowi nie wytknął. I wytknę, owszem. Zdarzają się bowiem w tej książce chwile nieprzestoju – akcja ma miejsce w niemieście, więc i ten swoisty nietermin niefabularny ma tu zastosowanie. Problemem jest bowiem nie to, że niewiele się dzieje, ale chwilami dzieje się po prostu za dużo! Bywa, że na trzydziestu czy czterdziestu stronach LonNiedynu ma miejsce tyle zdarzeń, ile w innym przypadku spokojnie starczyłoby na niezależną powieść. I choć niektórym może tak wartka narracja odpowiadać, ja czułem momentami wyraźny przesyt. Za drugi mankament poczytać można stronę językową – LonNiedyn jest bowiem napisany w sposób bardzo prosty, co w połączeniu z gnającą do przodu akcją czasami daje efekt w postaci przeładowania treści czasownikami. Częściowo może to być wina polskiej korekty i redakcji, wydaje się jednak, że dzięki kilku powtykanym tu i ówdzie zwolnieniom, szerszemu słownictwu czy odrobinę bardziej szczegółowym opisom książka mogłaby sporo zyskać.

Powieść Miéville’a to utwór skierowany przede wszystkim do starszych dzieci oraz do młodzieży. Tacy bowiem czytelnicy w największym chyba stopniu docenią wyjątkowo bujną wyobraźnię autora, w mniejszym natomiast stopniu przejmować się będą językowo-narracyjnymi niedociągnięciami. Z drugiej strony odbiorcom nieco starszym na pewno przypadnie do gustu iście postmodernistyczna zabawa z konwencją klasycznej, opartej na questach fantasy. Podsumowując, LonNiedyn to książka literacko atrakcyjna, a do tego inteligentna i zawierająca niegłupie przesłanie. Rzecz na pewno godna polecenia.

PS. Ciekawostka: książka zawiera bardzo miłe oku, klimatyczne ilustracje autorstwa samego  Miéville’a. Niby drobiazg, a cieszy.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s