Mocne postanowienie poprawy

Przede mną niełatwy rok. Do takiego wniosku dochodziłem stopniowo przez całe wakacje, w miarę jak przychodziły mi do głowy kolejne wyzwania czekające na mnie na przestrzeni najbliższych miesięcy.

Wyliczanka zaczyna się niepozornie. W końcu jestem nauczycielem, a jak dobrze wiadomo z mediów, ostatnimi czasy regularnie wieszających psy na przedstawicielach grona pedagogicznego, nauczyciel to leń i nierób, intelektualna miernota, a na domiar złego nieudolny dorobkiewicz. Generalnie człowiek, któremu płacą za nic, a który w przerwach między absurdalnie długimi wakacjami pasjami psuje zdolną polską młodzież, podcina biedakom skrzydła, a zamiast kaganka oświaty, niesie oświaty kaganiec.

Luz, nie rusza mnie to. Ja swoje wiem. Nawiasem mówiąc, skoro w zawodzie nauczyciela jest tak pięknie, ciekaw jestem, czemu tylu ludzi bierze nogi za pas i z tej pracy najzwyczajniej w świecie zwiewa.

Jednak w moim przypadku praca w szkole to nie wszystko. Dochodzą do tego tłumaczenia: te przyjemniejsze, literackie, i te mniej przyjemne, ale przydatniejsze (czyt. sensownie płatne) – użytkowe. Dochodzą próby i koncerty ze Scarecrow, a przez najbliższe dwa miesiące także szkoła rodzenia (tak, tak, Pomniejsza Manifestacja Chaosu coraz bliżej). Doktorat, który przydałoby się w tym roku wreszcie skończyć, trzeba – ostatnio słyszałem takie plotki, aż mi się wierzyć nie chce – wcześniej napisać. A później zdać egzaminy. Trzy, w tym ()*(&@#^ egzamin z niemieckiego. Co oznacza, że ten niemiecki trzeba nie tylko odkurzyć, ale i znacząco podszlifować, bo do odkurzania tam nigdy wiele nie było.

A już na przełomie listopada i grudnia moje życie zmieni się nie do poznania na rzecz nocnych wrzasków, brudnych pieluszek i absolutnego hopla na punkcie trzeciego członka naszej małej, szczęśliwej rodzinki.

Gdzie tu czas na pisanie???

Nie wspominam o tym wszystkim, żeby się nad sobą roztkliwiać, czy pokazać jak mi źle i niedobrze. Wręcz przeciwnie – perspektywa ojcostwa cieszy mnie na potęgę, a inne kwestie też nie napawają jakimś szczególnym przerażeniem. Martwię się tylko tym, że prawdopodobnie z tego i owego będę musiał za jakiś czas zrezygnować. Co to będzie? Nie wyobrażam sobie życia bez pisania, a granie koncertów czy nawet głupich prób skutecznie chroni mnie przed przedwczesnym zdziadzieniem i fizyczno-psychiczno-moralnym zwapnieniem. Zarzucić tłumaczenia? Przecież za coś trzeba kupić te pieluszki, a i zaniedbana znajomość języka gotowa spaść do poziomu gimnazjalnego minimum.

Dlatego przygotowałem PLAN. Nie byle jakiś tam plan. O nie. PLAN.

Podstawą PLANU było zasłyszane swego czasu stwierdzenie, że najwięcej czasu mają ci, którzy najwięcej robią. Choć brzmi to dość paradoksalnie, pomyślcie sami – ile razy mieliście do czynienia z kimś, kto zajmuje się setką różnych rzeczy, a i tak zawsze znajdzie czas żeby wysłać do was maila albo wyskoczyć na piwo? A ile razy spotkaliście delikwenta, który obowiązków i zainteresowań wydaje się mieć niewiele, a i tak ciągle narzeka, że doba mu za krótka? Ja widziałem to mnóstwo razy i sądzę, że coś w tym musi być.

W każdym razie chyba nie zaszkodzi spróbować, no nie?

I tak powstał PLAN:

– 10 minut ćwiczeń codziennie rano, do tego dwa razy w tygodniu coś dłuższego: bieganie/basen etc. Jak w końcu naprawię rower – rowerem do szkoły. A co! Cytując Krzysia: uśmiech, moc, fitness, sport.

– Przynajmniej trzy razy w tygodniu godzina siedzenia nad tym przeklętym niemieckim. Jawohl!

– Zawieszam pisanie tekstów literackich do czasu skończenia doktoratu. A że pomysłów mam sporo i chęci jeszcze więcej, może dzięki temu szybciej napiszę tę (*#&^*% pracę naukową. Motywacja jakaś musi być.

– Żeby nie zwariować w kieracie codziennych zajęć, obowiązkowa porcja kultury. Każdego dnia zamierzam poznać coś nowego: usłyszeć nową płytę, obejrzeć nowy film albo przynajmniej odcinek serialu, przeczytać kawałek książki albo opowiadanie. Choćby odrobinę. Maleńką. Ale coś być musi. Rozwój, kurde bele, to priorytet.

Tylko cztery punkty. Nie tak dużo prawda? Zobaczymy. Parafrazując Yossariana: Przeżyję albo zginę próbując.

A wy? Jak wasze powakacyjne postanowienia?

Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło i do przeczytania!

PS. W związku z powyższym częstotliwość wpisów na niniejszym blogu może nieco spaść. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale czujcie się ostrzeżeni. Jeśli nie będę się odzywał przez ponad dwa tygodnie – patrz pięć linijek wyżej, po słowie „albo”.

PS II. Parę dni temu na portalu unreal-fantasy.pl pojawiła się moja recenzja antologii Cienie spoza czasu. Fragmencik na zachętę poniżej, całość dostępna TUTAJ:

Istnieją postaci z kręgu szeroko pojętej literatury fantastycznej, którym udało się za sprawą napisanych tekstów osiągnąć swoistą nieśmiertelność. Podobne zjawisko można zaobserwować w przypadku Tolkiena, wydaje się też całkiem zasadne przekonanie iż seria przygód Harry’ego Pottera zdziała to samo dla J.K. Rowling. Jednym z takich pisarzy jest również H.P. Lovecraft, słynny Samotnik z Providence, autor tego, co powszechnie określa się mianem mitologii Cthulhu. Literacki spadkobierca E.A. Poego, ojciec chrzestny amerykańskich horrorów. Człowiek, który stworzył prawdopodobnie najbardziej znaną nieistniejącą książkę świata, czyli osławiony Necronomicon.

Choć na prozę Lovecrafta nigdy nie było porażającego boomu, część elementów jego twórczości stała się z czasem integralną, powszechnie rozpoznawalną częścią kultury popularnej. Jego pomysły, wizje oraz styl nieustannie zachwycają kolejne pokolenia czytelników; nie dziwi więc fakt, że wielu pisarzy sięga do prozy Samotnika z Providence – czy to w poszukiwaniu inspiracji, czy aby oddać hołd człowiekowi, który rozpalał ich młodzieńczą wyobraźnię. Efektem takiego właśnie czerpania z dokonań Lovecrafta jest pierwsza książka wydawnictwa Dobre Historie, antologia Cienie spoza czasu.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s