Czas ognia, czas krwi – fragment I

OKŁADKA

Dzisiaj coś dla spragnionych informacji o mojej książce – pierwszy z serii fragmentów promocyjnych. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie chcieli więcej!

Pukanie, nie, kołatanie, kołatanie do drzwi. Od tego się wszystko zaczęło. Ustały rozmowy, uśmiechy zastygły na twarzach, Antoni Ostmann znieruchomiał z korkiem wyciągniętym do połowy z butelki reńskiego wina. Chwila konsternacji. W panującej na zewnątrz ciszy, z której nagle zdaliśmy sobie sprawę, poniósł się czyjś wrzask i szczęk, który natychmiast rozpoznałem: przeładowywany karabin. Wino wyślizgnęło się z rąk Ostmanna i szkło butelki pękło, ułamek sekundy przed tym, jak rozpętało się piekło.

Ktoś, chyba któraś z tych młodych magiczek, Maria albo Rita, zaczął wypowiadać zaklęcie. Poczułem na szyi drżenie medalionu gildii, ale czary na niewiele się zdały: huknęły wyłamywane drzwi wejściowe. Podniósł się krzyk, kamienicę w mgnieniu oka wypełniły głosy wojskowych, łomot dziesiątek stóp w ciężkich buciorach.

Żołnierze wpadli do budynku, a główna izba natychmiast zaczęła kipieć od magicznej energii. Zapanował chaos. Każdy formował własne zaklęcie, rezydenci kradli moc adeptom i wplatali co się dało we własne inkantacje. Kolejne teleportacje rozerwały powietrze trzaśnięciami przypominającymi strzały z bicza, jeden z najmłodszych uczniów zaczął wrzeszczeć z przerażenia. Mistrzyni Dunkelwitt i mistrz Koepke wymienili spojrzenia, spletli dłonie, połączyli moc w jeden potężny czar.

Wtedy padły strzały – pierwszy splunął ogniem wąsaty sierżant z oczyma sadysty. Drań nie dbał o rozkazy. Inkwizycja na pewno kazała nas wziąć żywcem, takich jak my zawsze chcą żywcem. A ten najwyraźniej uznał, że kilku i tak zostanie przy życiu. Zaczął strzelać bez ostrzeżenia. Kula, która skróciła mistrza Koepke o pół głowy, przerwała również zaklęcie konstruowane przez niego i mistrzynię Dunkelwitt. Zaklęcie z gatunku takich, których nie powinno się przerywać.

Co dokładnie się stało – nie wiem. Błysk, grzmot, elektryczny impuls przeszywający mięśnie, trzeszczenie w kościach – wszystko naraz. Wrzask, potworny wrzask dobywający się równocześnie z kilkunastu gardeł i siła, która cisnęła mną przez okno. Jak packa trafiająca muchę w locie. Otulił mnie mrok nocy, twardy bruk powitał moje ciało. Skotłowało mnie, przeturlało po kamieniach aż znieruchomiałem pod ścianą, po drugiej stronie ulicy. A kiedy otworzyłem oczy, piętro naszej kamienicy po prostu eksplodowało.

Więcej już wkrótce – bądźcie czujni!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s