Czas ognia, czas krwi – fragment II

555Przedstawiam drugi fragment Czasu ognia, czasu krwi. Miłej lektury!

Drżącą z podniecenia ręką chwyciłem kłódkę i otworzyłem ją zaklęciem. Schody były strome i puste od spodu, tak, że moje ciężkie kroki słychać było na kilometr. Dotarły do mnie krzyki, rozpoznałem niemieckie słowa i zgrzyt kamienia. Wreszcie dopadłem do końca schodów i spojrzałem w stronę źródła hałasu.

Tak jak się spodziewałem, zgrzyt kamiennych bloków pochodził od otwierającego się w ścianie przejścia – piwnice domu Stoyana oraz dawnego pałacu arcybiskupa musiały być połączone. Krzyki cesarskich żołnierzy dobiegały z drugiej strony, po mojej natomiast ujrzałem sylwetkę ciemnoskórego mężczyzny w czarnych workowatych spodniach, wysokich butach i czerwonej kamizeli. Akurat obracał się w moją stronę. Przejście za jego plecami zamykało się i miało już nie więcej niż pół metra szerokości.

– Zatrzymaj to! – krzyknąłem. – To pułapka!

W zdaniu, jakie krakowscy mistrzowie mieli o moim sprycie, musiało coś być, ponieważ krzyknąłem do Turka po niemiecku. W efekcie moment później spojrzałem prosto w lufę jego złoconego pistoletu. Mężczyzna wystrzelił i tylko dzięki temu, że wcześniej rzuciłem się w tył, pocisk śmignął mi nad ramieniem. Schowałem się z powrotem na schodach, przeklinając paskudnie, a zgrzyt kamienia odcinał mnie od świata zewnętrznego. Moment później umilkł. Znowu byłem w pułapce; na dodatek, z Turkiem na karku.

– Spokojnie. Tylko spokojnie – powiedziałem, tym razem korzystając z greki. – Nie chcę walczyć.

Cisza, później szczęknięcie przeładowywanej broni.

– Słyszysz mnie? – spróbowałem raz jeszcze. Czułem jak poci mi się dłoń na rękojeści noża. – Nie chcę walczyć. Nie jestem twoim wrogiem.

– Jesteś czarownikiem? – spytał, łamaną greką, ale zrozumiale. Głos mu lekko zadrżał. Widać świetlna kula nad moim pustym łbem w końcu okazała się czymś więcej niż przerośniętą świeczką. Odetchnąłem.

– Tak. Ale kiepskim, nie masz się czego bać. – Miałem nadzieję, że ta szczerość mnie nie zabije.

– Nie chcę walczyć z czarownikiem.

– Ja też nie chcę walczyć – zapewniłem. – Schowaj broń, pogadajmy.

Wychyliłem głowę, spojrzałem w jego stronę. Pistolet wcisnął za pas, poza tym miał jeszcze dwa zakrzywione miecze, na które jego rodacy mówili kilij. Skinął głową, przyglądając mi się nieufnie. Wiedziałem, że mój pierwszy fałszywy ruch będzie zarazem ostatnim. Turek miał nie więcej niż metr siedemdziesiąt i był drobnej budowy, ale złoty łańcuch na szyi i nabijany guzami pas mówiły o jego randze więcej niż cesarskie pagony. Musiał być przynajmniej kapitanem albo jakimś jego odpowiednikiem w osmańskiej armii.

– Nie jesteś żołnierzem – zdecydował, przyglądając mi się uważnie. – A mimo to, nosisz strój podobny do waszych mundurów. Co tu robisz?

Zawahałem się. Od czego zacząć? Od tego, że oboje jesteśmy w pułapce? Że magia jego rodaków sprowadzi na nas zgubę? A może jego ona nie dotyczy? Naprawdę nie wiedziałem, co powiedzieć.

Zamiast tego zapytałem:

– Napijesz się kawy?

Wyraz jego twarzy mówił, że nawiązaliśmy nić porozumienia.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Czas ognia, czas krwi – fragment II

  1. Agnieszka pisze:

    Super, czekam na więcej. Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s