Czas ognia, czas krwi – fragment III

111Do mnie już dotarły autorskie egzemplarze Czasu ognia, czasu krwi i muszę Wam powiedzieć, że książka przedstawia się bardzo bardzo… zresztą spójrzcie na zdjęcia i oceńcie sami. Przesyłki do osób, które zdecydowały się na zakup w przedsprzedaży, są już w drodze, a w najbliższych dniach Czas ognia… powinien pojawić się wybranych księgarniach. O tym, gdzie można go dostać, będę informował na bieżąco, natomiast dzisiaj przedstawiam trzeci fragment książki. Smacznego!

Z tej części piwnicy można było przejść do pomieszczenia, które prawie w całości wypełniał olbrzymi piec węglowy – uruchamiany najpewniej zimą, kiedy Győr nawiedzały naprawdę srogie mrozy i ten na parterze nie wystarczał, by ogrzać cały dom. Naprzeciw wejścia leżała hałda węgla. Z zewnątrz nie zauważyłem zsypu dla opału, ale wydawało mi się mało prawdopodobne, żeby ktoś miał znosić go tutaj po schodach i między tymi wszystkimi gratami. Jeśli był zsyp, mieliśmy szansę.

Zdjąłem zaklęcie i schowałem medalion pod koszulę. Gdy nie widziałem już za pomocą Objawienia, okazało się, że stoję w kompletnych ciemnościach. Znalazłem lampę, zapaliłem ją i postawiłem przed wejściem. Nie byłem pewien, czy mam dość sił, żeby wyczarować świetlistą kulę.

Zacząłem rozgarniać opał szuflą, ale zdążyłem machnąć tylko dwa razy, gdy trafiłem pod węglem na coś twardszego i cięższego. Dalej kopałem już ostrożniej i pół minuty później spod sterty opału wyłoniła się czarna dłoń. Przykucnąłem i zacząłem usuwać kolejne kawałki węgla jeden po drugim, odgruzowując zasypaną postać. Przestałem, gdy dotarłem do głowy.

Znalazłem Laszlo Stoyana.

W tym momencie poczułem na karku dotyk chłodnej lufy. Wiedziony impulsem, sam nie wiem jakim, zareagowałem natychmiast. Uchyliłem się w bok, równocześnie zamiatając pięściami z półobrotu. Trafiłem w coś, mężczyzna kaszlnął i pchnęło go w bok, ale nie wywróciło. Odpowiedział kopniakiem z boku w kolano, zupełnie jakby zjadł zęby na walkach ulicznych. Później poprawił, bijąc mnie lufą po twarzy. Zabolało paskudnie, zatoczyłem się, padłem na ziemię. Usłyszałem szczęk odciąganego kurka.

– Wstań – powiedział mężczyzna. Widziałem niewiele, po trafieniu w nos łzy zalewały mi twarz. – Tylko powoli i bez żadnych głupich pomysłów. Wyobraź sobie, że jesteś Goliatem, ja Dawidem, a ten piękny amerykański colt, to proca na miarę Anno Domini tysiąc osiemset osiemdziesiątego dziewiątego.

Dopiero, kiedy otarłem oczy, poznałem człowieka, który miał mnie na muszce. Przede mną, w nienagannie czystym, czarnym mundurze stał inkwizytor, którego spotkałem w zajeździe pod Győr. Wyglądał na wypoczętego i pełnego sił. Dragońską szablę trzymał w prawej dłoni, w lewej ściskał rewolwer, który połyskiwał, jakby przed chwilą wyszedł od rusznikarza.

– Gdy tylko cię zobaczyłem, wiedziałem, że coś z tobą jest nie tak – powiedział. – Widzę, że przeszkodziłem ci w ukryciu ciała pana domu. Och, nie zaprzeczaj. Zawsze rozpoznam mordercę. A skoro już o tym mowa, to ciekawe, czemu tak spieszno było ci dostać się do miasta i złożyć wizytę Laszlo Stoyanowi. Nie bałeś się ognia, nie bałeś się Turków…

On wie, zrozumiałem nagle. Oczywiście. Cholerni Turcy musieli wysłać więcej niż jednego gońca z wiadomością o rzekomym artefakcie. Teraz zbierali swoje żniwo. Gryzonie wpadały w pułapkę, jeden po drugim.

– To nieprawda – zaprzeczyłem. – Nie ma żadnego artefaktu. To tyl…

– Milcz! – warknął inkwizytor i przez chwilę sądziłem, że znowu zdzieli mnie lufą w twarz. Byłem od niego większy i silniejszy, ale klątwa osłabiła mnie do tego stopnia, że w walce nie miałem szans. – Ten dom wręcz ocieka magią, czuję to! Nie próbuj mi wmawiać, że nic tu nie ma. Już wtedy, w zajeździe podejrzewałem, że jesteś czarownikiem, jednym z tych sługusów diabła, którzy za nic mają wszelkie świętości! Nie igraj ze mną. Masz mi natychmiast pokazać, gdzie jest to, czego szukam albo…

Przerwało mu szczęknięcie odciąganego pistoletowego kurka.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Czas ognia, czas krwi – fragment III

  1. Ewa pisze:

    Te klimaty lubię i na pewno się skuszę, dziekuje.

  2. Roger pisze:

    No to myślę, że jest Pan szczęśliwy. Tyle czekania nie poszło na marne i wreszcie książka jest – papierowa i realna:) Do mnie niedługo także dotrze zamówiony egzemplarz. Sądząc po zwiastunach powinna mi się podobać. Gratuluję, pozdrawiam serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s