Powiew wiosennej świeżości

Wiosna jeszcze do Wrocławia nie zawitała – przynajmniej nie taka z prawdziwego zdarzenia – ale zniknęły już wszędobylskie płachty śniegu, a temperatura podskoczyła na tyle, że białe chmury nie buchają człowiekowi z pyska przy każdym wydechu. Znaczy się – nie jest już źle, a nawet wyraźnie idzie ku dobremu. Cieszmy się!

Rzeczy, z których można się cieszyć, jest znacznie więcej i pokrótce tu o nich wspomnę. W pierwszej kolejności, pojawiły się już trzy recenzje Czasu ognia, czasu krwi. Najbardziej pochlebną zaserwował póki co portal Paradoks, którego recenzentka nazwała historię przedstawioną w książce „porywającą”, przedstawiony świat określiła mianem „historycznego chaosu, który świetnie sobie radzi, tworząc całkiem przyjemny w odbiorze miszmasz”, by wreszcie stwierdzić, że Czas ognia, czas krwi to pozycja dla fanów steampunkowych klimatów „niemal obowiązkowa”. Nieco mniej optymistycznie – ale wciąż raczej pozytywnie – nastawiona była Magda Kubasiewicz, która moją książkę zrecenzowała dla Esensji. Wśród pozytywów wymieniła przede wszystkim kreację świata, choć znalazła też parę powodów do narzekania. Ostatnią recenzję zaproponował blog Zaginiony Almanach i to jej autor spogląda na Czas ognia, czas krwi najmniej przychylnym okiem. O ile z niektórymi wypunktowanymi przez niego niedociągnięciami w pełni się zgadzam, biję pokornie w pierś i obiecuję poprawę, o tyle inne są – oceniając tak obiektywnie, jak to możliwe w przypadku własnej książki – troszkę przesadzone. Zresztą, humor poprawiła mi świadomość, że najnowsza pozycja Kuby Ćwieka została przez tego samego recenzenta zjechana jeszcze bardziej niż mój Czas ognia, czas krwi – jeśli Ćwiekowi się dostało, to nie ma problemu, ja też mogę zebrać po głowie :).

Gdybyście chcieli przeczytać wspomniane recenzje w całości, poniżej zamieszczam bezpośrednie linki:

Recenzja w Paradoksie

Recenzja w Esensji

Recenzja w Zaginionym Almanachu

Weekend, który zazwyczaj jest okazją do odsapnięcia i nadrobienia takich czy innych zaległości tym razem zapowiada się dość intensywnie. W sobotę zmykam do Opola, na Opolskie Spotkania Fantastyczne, które odbędą się w Spółdzielczym Domu Kultury nr 9 przy ulicy Bytnara Rudego 2. W programie parę ciekawych prelekcji i innych atrakcji (więcej informacji TUTAJ), w tym moje wystąpienie pt. „Debiut w dobie kryzysu”. Poopowiadam trochę o mojej drodze od amatora upychającego teksty po szufladach do pełnoprawnego autora z książką na koncie, podumam na głos nad sposobami zaistnienia w literackim światku i sypnę radami (pytanie, czy dobrymi :)) dla stawiających pierwsze kroki na pisarskiej ścieżce. Zaczynam o 12:00, gadać będę przy dobrych wiatrach jakieś 40 minut i mam nadzieję, że sprowokuję przynajmniej krótką dyskusję. Jeśli jesteście akurat w najbliższy weekend w Opolu – zapraszam serdecznie, wstęp na imprezę wolny.

111Po prelekcji biegnę na pociąg powrotny do Wrocławia, bo wieczorem gramy ze Scarecrow koncert we wrocławskim klubie Alive (ul. Kolejowa, przy pl. Zielińskiego). Zaczynamy chwilę po 20:00 i zrobimy co w naszej mocy, żeby zapewnić Wam doskonałą zabawę, elektryzującą muzę i mnóstwo fajnych emocji. Wstęp po 10zł, a na miejscu będzie też można dostać naszą płytkę „Panaceum”. Wpadajcie tłumnie i bawcie się dobrze.

tequila_cov_prawieCo więcej? Na portalu Polak Potrafi ruszyła akcja crowdfundingowa związana z projektem „Tequila” sygnowanym przez Wydawnictwo Dobre Historie. Idea, opisując rzecz skrótowo, jest następująca: wysyłamy kasę, a jeśli uzbiera się wystarczająca kwota (16 000 zł), wydawnictwo sprokuruje książkę oraz komiks o przygodach heroiny imieniem Tequila. Tequila jest seksowną maszynką do spuszczania łomotu wszystkiemu, co stanie jej na drodze, a wspiera ją gigantyczny kot bojowy zwany Diesel oraz nieco stuknięty szaman Kabuki Jo; wszystko zaś rozgrywa się w mocno pulpowych, post-apokaliptycznych realiach. Czyli pierwszoklaśna zabawa murowana.

No dobra, zapytacie, ale czemu mam dać wydawnictwu kasę za nic? A no właśnie, kluczem jest to, że kasy nie dajemy za nic. Zależnie od sumy, jaką przekażemy na ten szczytny cel, otrzymamy od Dobrych Historii rozmaite tequilowe dobra: ebooki, kubki, bonusowe opowiadania, a nawet samą książkę i komiks, kiedy te już zostaną wydane (wszystko jest elegancko rozpisane na stronie projektu). Czyli w gruncie rzeczy to taka rozbudowana przedsprzedaż, no nie? Co istotne, jeśli potrzebna suma jednak nie zostanie zebrana, pieniądze po prostu wrócą do Was, a to oznacza, że w żadnym wypadku nie jesteście stratni. Więcej o Tequili, jej uniwersum i całym projekcie TUTAJ. Ja dodam tylko od siebie, że serdecznie zachęcam do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu – po pierwsze dlatego, że Tequila ma naprawdę szansę stać się nową jakością  na polskim rynku fantastycznym; po drugie dlatego, że sam mam być zaangażowany w tworzenie scenariusza do jednego z odcinków tequilowego komiksu.

Na dziś to wszystko. Życzę miłego weekendu i żeby wiosna już w końcu nastała pełną gębą.

Trzymajcie się, do przeczytania!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Muzyka, Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Powiew wiosennej świeżości

  1. Fenrir pisze:

    Skoro już zostałem wywołany do tablicy (jako ten najbardziej upierdliwy recenzent :)), to chętnie się dowiem, które zarzuty są „naciągane” – i pytam serio, bez złośliwości. Bo nie ukrywam, że po pierwszych kilkudziesięciu stronach byłem naprawdę zachwycony, ale im dalej, tym wyraźnie coś mocniej nie grało.

    • Marcin Rusnak pisze:

      Odpowiadam (również bez złośliwości, bo jestem święcie przekonany, że każdy recenzent ma prawo do własnego, mocno subiektywnego zdania i to zadaniem czytelnika jest czytać te recenzje, co do których wie, że osoba je pisząca ma podobny gust) niechętnie, bo uważam, że bronić własnych tekstów to właściwie porażka, powinny bronić się same. Ale skoro już pytasz, rzucę jednym czy dwoma przykładami:
      – piszesz, że największą bolączką książki jest brak pomysłu na stworzenie jednej dłuższej historii. Zgadzam się w stu procentach, tyle że nigdy nic takiego nie było moim zamiarem. To jest zbiór opowiadań spiętych pewnymi wątkami, ale te wątki są raczej pretekstowe. Przykładowo stanowiący swoiste interludium tekst tytułowy nigdy nie miał być w założeniu opowiadaniem jako takim – owszem, miał dopowiadać pewne kwestie, pokazywać to i owo z innej perspektywy, domknąć pewny wątek. Tyle, i nic więcej. Myślę, że część winy leży tu po stronie śp. Ifryta, który reklamował książkę jako powieść i ta etykietka była później raz za razem kopiowana (bez pytania autora o zdanie).
      – piszesz, że w książce jest mnóstwo „białych plam”. Po raz kolejny się zgadzam, ale nie jestem przekonany, że to źle. Jest mnóstwo (naprawdę mnóstwo) rewelacyjnych opowiadań, które mają od groma niedopowiedzeń. Wszystko tu zależy od preferencji czytelnika. Jednemu to będzie pasowało, bo da więcej pola wyobraźni, innego będzie drażniło.
      – zwracasz uwagę, że nacje zlewają się w jedno (i bardzo dobrze, że to wyłapałeś!) – sęk w tym, że to był celowy zabieg. Gdyby się wczytać w treść książki i przedstawioną w niej warstwę alternatywno-historyczną, okazuje się, że prawie cała Europa jest od wieeeelu lat pod austriackim butem. Nie było też reformacji, więc nie ma podziałów religijnych. A to znaczy, że ci ludzie naprawdę są do siebie zbliżeni w znacznie większym stopniu niż w „naszej” wersji historii.
      – finałowy pojedynek najbardziej żenującą walką dekady? To znaczy który pojedynek? Saggo z Oliveirą? Jeśli tak, to zarzut jest nietrafiony, bo ta walka to już w zasadzie epilog: to trochę tak jakby nazwać spotkanie hobbitów z Sarumanem w Shire finalnym starciem „Władcy Pierścieni”.
      Mógłbym ciągnąć to dalej, ale nie widzę sensu – nie zmienię przecież tego, że po przeczytaniu mojej książki poczułeś się zawiedziony, a to jest w tym wszystkim najważniejsze. Tak czy owak dzięki za rzetelną recenzję – mogę tylko powiedzieć, że żałuję, że reszta książki nie zrobiła na Tobie równie dobrego wrażenia co pierwsze składające się na nią opowiadanie. I mam nadzieję, że moje kolejne teksty bardziej przypadną Ci do gustu.
      Pozdrawiam!

  2. Fenrir pisze:

    Pozwolę sobie jeszcze na koniec się odnieść do argumentów powyższych. Faktycznie, sporo rzeczy odbieram subiektywnie (bo obiektywnie to się po prostu nie da) – jak już wspomniałem, pierwsze wrażenie z lektury było bardzo pozytywne, bo kolaż epoki wiktoriańskiej, steampunku i fantasy dawał bardzo duże pole do popisu, co było widać. Tylko że im dalej, tym bardziej te elementy się zacierały, stąd moje rozczarowanie.

    Co do finałowej walki – fakt, mój błąd, mogłem doprecyzować. Chodziło mi oczywiście o epilog – rozumiem sposób skonstruowania tej historii, niemniej jednak pozostawienie walki samej sobie na zasadzie „huknęło, błysnęło i koniec” pozostawiło bardzo mocny niedosyt.

    Ja również pozdrawiam, i do przeczytania przy kolejnej recenzji, oby bardziej pozytywnej (bo te negatywne pisze się względnie łatwo, ale jednak milej recenzować książki dobre :)).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s