Cztery polecanki

Od ostatniego razu, kiedy dzieliłem się z Wami wrażeniami z najświeższych lektur minęło nieco czasu i gdybym miał wspomnieć – choćby i w paru słowach – o każdej przeczytanej od tamtej pory książce, ten wpis byłby zbyt długi i nużący dla przeciętnego śmiertelnika. Pozwolę sobie w takim razie wybrać kilka pozycji, nie wspomnieć o których byłoby grzechem, i na tym poprzestanę.

pan lodowego 4Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu, Tom 4 – Powiem wprost: uwielbiam Grzędowicza. Łykam bez wahania każdy element jego prozy. Pasuje mi jego styl, sposób prowadzenia narracji, dynamika tekstów, poczucie humoru, przemycane mniej lub bardziej dyskretnie poglądy… no po prostu wszystko. A Pan Lodowego Ogrodu to nie tylko najlepsza rzecz, jaką Grzędowicz napisał, ale jak dla mnie najlepsza rzecz, jaką ma do zaoferowania polska fantastyka po roku 2000. To proza dojrzała, językowo piękna i wysmakowana, a także niesłychanie klimatyczna, oparta na doskonałym pomyśle, który został następnie przez autora skrupulatnie i wiarygodnie rozwinięty. A czwarty tom… czwarty tom stanowi po prostu perfekcyjne zwieńczenie całości: epickie, pełne napięcia i emocji, z niebanalnym zakończeniem. Dla miłośników fantastyki pozycja obowiązkowa.

szewc-z-lichtenradeAndrzej Pilipiuk, Szewc z Lichtenrade – Względem Pilipiuka mam mieszane odczucia. O ile nie sprawiają mi specjalnej frajdy jego bardziej (przynajmniej w założeniu) humorystyczne teksty jak cykl przygód Wędrowycza albo Wampir z M-3, o tyle utwory poważniejsze pochłaniam z niekłamaną przyjemnością. Przypadło mi do gustu Oko Jelenia, przypadły również opowiadania z takich zbiorów jak Rzeźnik Drzew czy Aparatus. Podobnie było z Szewcem z Lichtenrade, który to tom z Aparatusem ma zresztą niemało wspólnego. W części utworów pojawiają się bowiem ci sami bohaterowie (doktor Skórzewski, antykwariusz Robert Storm), podobna jest też poruszana tematyka (fascynacja niezwykłymi antykami i reliktami przeszłości, tajemnice II Wojny Światowej). Jeśli chodzi o klimat, znajdzie się tutaj po trosze wszystkiego: jest nieco grozy („Ślady stóp w wykopie”), jest trochę specyficznego humoru („Wunderwaffe”), jest parę wtrętów detektywistycznych („Ludzie, którzy wiedzą”, „Szewc z Lichtenrade”). Pilipiuk serwuje czytelnikom opowiadania dobrze – a momentami wręcz świetnie – napisane, wciągające i pomysłowe. I choć nie wszystkie muszą się w równej mierze podobać (do mnie przykładowo, nie trafiły dwa teksty: nieco absurdalny „Traktat o higienie” oraz dość naiwna „Świątynia”), to Szewc z Lichtenrade stanowi bardzo udany zbiorek. Może nie aż tak dobry jak Aparatus, ale zdecydowanie godny polecenia.

glowa-w-murRafał W. Orkan, Głową w mur – Zanim sięgnąłem po tę książkę, znałem Orkana wyłącznie z kilku przeczytanych tu i ówdzie opowiadań, przeważnie zapadających w pamięć za sprawą ciekawej treści i nietuzinkowego języka. Podobnie jest z Głową w mur. Utwory składające się na ten zbiór spajają w jedną przemyślaną całość przewijający się w poszczególnych tekstach bohaterowie oraz miejsce akcji – gigantyczne, rozciągające się w znacznej mierze pod ziemią miasto Vakkerby. Największymi zaletami zbioru są, moim zdaniem, scenografia i język. Orkan proponuje niebywale absorbującą wizję świata: jest tam zaawansowana technologia, jest magia, są mutanci i skonstruowane przez wyznawców Maszynowego Boga biomechaniczne hybrydy, są dzielnice biedoty i strefy zarezerwowane dla wyższych sfer. Wszystko jest logicznie poukładane, a równocześnie nowe, świeże, nieco egzotyczne. Jeśli zaś chodzi o język, autor posługuje się nim z niesłychaną swobodą i wyczuciem – chwilami aż trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z książkowym debiutem. Co więcej, mimo iż większa część Głową w mur to awanturnicze fantasy w stylu Žabochowych tekstów o Koniaszu, to w „Liliach na Mrocznicy” czy w „Miodzie z moich żył” Orkan pokazuje, że z nieco inną stylistyką radzi sobie równie dobrze. Podsumowując, Głową w mur to świetna książka i rewelacyjny debiut. Polecam, sam zaś wkrótce sięgam po kontynuację – Dzikiego mesjasza.

okladka_senne_palaceSebastian Uznański, Senne Pałace – Dokonując pewnego uogólnienia, można podzielić autorów fantastyki na dwa typy. Dla jednych ważniejszy jest klimat, nastrój narracji, językowy warsztat; dla innych – pomysł, jakaś niekonwencjonalna, świeża, poruszająca wizja. Ja należę do tej pierwszej grupy, Sebastian Uznański natomiast, w moim odczuciu, doskonale pasuje do grupy drugiej. Senne Pałace są tego doskonałym przykładem – nie znajdziemy tutaj ani wartkiej przygodowej akcji, ani dreszczu właściwego skrupulatnie budowanej grozie. Nie będzie językowych fajerwerków. Ale wizja… wizja, którą oferuje Uznański jest czymś naprawdę niezwykłym. Odważna, momentami aż do granic dobrego smaku, i totalnie odjechana pod względem wizualnym, stanowi prawdziwy smakołyk, dla tych czytelników, którzy ze szczegółami wyobrażają sobie opisywane zdarzenia. Wrażenie robi przewodni pomysł książki, imponujące są także zobrazowane przez Uznańskiego regiony niezwykłego świata (mamy i groteskowy nadmorski kurort, i odstręczający świat zmarłych, i surrealistyczną wariację na temat współczesnej, kapitalistycznej metropolii) oraz liczba ciekawych pomysłów, z których część pełni jedynie rolę wzbogacających całość detali. Inna sprawa, że ta mieszanka klimatów nie wszystkim musi pasować, podobnie jak nie każdemu przypadnie do gustu ilość rozmaitych obrzydliwości, nierzadko związanych z seksem. Pomijając niepotrzebne moim zdaniem pójście na pewnym etapie w społeczną satyrę oraz niektóre dialogi, w których autor nazbyt ostentacyjnie czy wręcz nachalnie pokazuje czytelnikom paradoksy ludzkiego rozumowania, Senne Pałace czytałem z przyjemnością i fanom niekonwencjonalnych wizji z czystym sumieniem polecam.

Na dzisiaj to wszystko. Trzymajcie się ciepło, cieszcie latem i do rychłego przeczytania!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Cztery polecanki

  1. O tak, Grzędowicz zawsze warty polecenia 🙂
    Za Orkana muszę się w końcu wziąć – jesteś którąś już osobą, która mi go poleca. I leży nawet na półce… ale tak duża kolejka książkowa, kiedy czas… może po Krakonie? Po Krakonie zrywam kontakt ze światem, będę miał czas 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s