Śmiejąc się Życiu w twarz…

Znowu mnie wcięło. Wbrew moim najlepszym chęciom i zapewnieniom, że już nie, już będzie dobrze, regularne wpisy na blogu i w ogóle cacy – wcięło mnie. Życie zwyczajnie chwyciło mnie za wszarz, chuchnęło mi w gębę gorącym powietrzem wielokrotnie, choć kompletnie niepotrzebnie, przemielonym przez ślamazarne wiatraki rodem z kubańskiej speluny i powiedziało:

 – Jedziesz na wakacje.

Kiedy Życie bierze cię za wszarz i przemawia do ciebie chrapliwym głosem włoskiego mafioza, wypada być ostrożnym.

 – To chyba super… – odrzekłem bez przekonania.

 – Żadne super – odparło Życie. – Dwa tygodnie nad jeziorem z żoną i małym dzieckiem w pokoju 2,5 na 3 metry. Wszyscy będą imprezować, kiedy ty będziesz szedł spać, żeby wstać rano do małego. Dodaj sobie do tego piaszczyste gleby, po których nie da się pchać wózka, i ferajnę rozkrzyczanych kilkulatków przemieszczająca się po ośrodku chaotycznie niczym rój os. Do tego grzyb w łazience, grzyby w lesie i nawet jakieś stare zapomniane kurki w zamrażarce, a to, przy twojej alergii na cholerne grzybki, brachu, oznacza, że masz przekichane. Dosłownie przekichane.

DSC02833Życie roześmiało mi się w twarz. Pozostało wzruszyć ramionami i pogodzić się z losem. W końcu z kim jak z kim, ale z Życiem nie wygram. Spakowaliśmy się (z małym dzieckiem to podwójne wyzwanie: po pierwsze masz dwa razy więcej bambetli do załadowania; po drugie dwa razy mniej osób do noszenia bagaży – bo jedna przecież musi zajmować się szkrabem) i ruszyliśmy w drogę z zupełnie nieuzasadnianą ufnością w sercach.

I słusznie. Wyjazd okazał się nad podziw przyjemny. Śliczna pogoda sprawiła, że w zagrzybionej klitce (która wbrew oczekiwaniom nie była aż tak zagrzybiona) przebywaliśmy niewiele, sporo za to siedzieliśmy na plaży. Chociaż nie, słowo „siedzieliśmy” sugeruje jakiś bezruch, pasywność, przy odrobinie optymizmu nawet jakieś cudne wakacyjne nieróbstwo. Nic z tych rzeczy. Na plaży nie siedzieliśmy, tylko smażyliśmy się na słońcu, biegając z wywieszonym jęzorem za naszą pociechą, miesięcy osiem, która to pociecha postanowiła za wszelką cenę przejść (dosłownie PRZEJŚĆ) intensywny kurs nauki chodzenia. Dużo chodziliśmy. Chodziliśmy, chodziliśmy i jeszcze raz chodziliśmy. Dobrze, że na bosaka, bo ewentualne buty byśmy do cna schodzili. Będę szczerze zdziwiony, jeśli moje dziecko nie wyrośnie na maratończyka. Albo listonosza.

DSC02847Oprócz chodzenia, Filip też niemało się śmieje, co możecie zresztą zobaczyć na zdjęciach. Nie mam jednak pojęcia na jaką drogę życiową to wskazuje, bo ponoć większość komików to straszne ponuraki. Może w takim razie zostanie inspektorem skarbówki?

Wracając do tematu: żeby nie było, że nie robiłem nic innego tylko zajmowałem się dzieckiem. Czasu na relaks i przyjemności też się odrobinę znalazło, z czego poniżej się szczerze i bez krępacji wyspowiadam. W ramach solidaryzowania się z moim ośmiomiesięcznym smykiem przy okazji przelecę sobie dla przypomnienia cyfry od 1 do 5:

– 1 (Tyle nowych filmów obejrzeliśmy. Ten rodzynek zwał się Hotel Transylwania i choć nie jest to kino wysokich lotów, polecam szczerze i bez wahania.)

– 2 (Tyle odcinków serialu obejrzeliśmy. Serial ów to Revolution i pod względem realizacji plasuje się gdzieś pomiędzy Drużyną A i Xeną: Wojowniczą Księżniczką. Scenariusz momentami woła o pomstę do nieba, ale mimo wszystko ogląda się to nieźle. Trochę ze względu na otoczkę post-apo, którą to konwencję po prostu uwielbiam. A trochę ze względu na świetny duet Billy Burke-David Lyons.)

– 3 (Tyle fragmentów nowego opowiadania napisałem. Łącznie wyszło jakieś 30 stron znormalizowanego maszynopisu, więc – zważywszy na okoliczności – jestem zadowolony).

DSC02860– 4 (Tyle książek przeczytałem. Były to kolejno: Morze trolli Nancy Farmer, Władca much Goldinga, Kocia kołyska Vonneguta i 2586 kroków Pilipiuka. Wszystkie bardzo dobre, choć akurat w tym zestawieniu Pilipiuk wypada tak sobie. No, ale przy takiej konkurencji…)

– 5 (Tyle razy przepłynąłem na drugi koniec jeziora. Uprzedzając złośliwców: wpław, nie żaglówką.)

Dwa tygodnie minęły, wróciłem do Wrocławia nawet jako tako wypoczęty i gotów jednak śmiać się Życiu w twarz… Mój błąd, jak zwykle. Życie bowiem szykowało dla nas niespodziankę: awarię instalacji elektrycznej w wyniku, której… dobra, nie będę przeklinał. Wystarczy powiedzieć, że w mieszkaniu cuchnęło lekko spalenizną, a piekarnik, pralka i parę innych sprzętów stanowczo i raczej definitywnie odmówiło współpracy. Nic to, mogło być gorzej, mieszkanie przecież nie poszło z dymem i komputer nawet działa.

Na zakończenie odsyłam Was do nowej zakładki na stronie. Po najechaniu na napis „Książki” w menu będziecie mogli wybrać Opowieści niesamowite. Znajdziecie tam oficjalny opis tego zbiorku i okładkę. Więcej informacji (w tym tytuły opowiadań, które wejdą w jego skład) obiecuję już wkrótce. Na razie musi Wam wystarczyć informacja, że Opowieści niesamowite ukażą się jako darmowy ebook w formatach EPUB, MOBI oraz PDF, a planowana data premiery to 1 września 2013.

Trzymajcie się, do przeczytania!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Śmiejąc się Życiu w twarz…

  1. Agnieszka H. pisze:

    Piekarnik, pralka i parę innych sprzętów usmażone DEFINITYWNIE?? O matko, co to była za awaria? Lucyfer się Wam zmaterializował w szafce od bezpieczników?

    • Marcin Rusnak pisze:

      Lucyfera nie stwierdzono, śmierdziało tylko spalenizną, bez siarkowej nuty 🙂 Stwierdzono natomiast przepięcie elektryczne… w całej bramie zresztą, więc nie jesteśmy osamotnieni – prawie wszystkim sąsiadom coś rąbnęło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s