Subiekt Kulturalny #2

Kolejny odcinek, ta sama formuła: trzy mini-recenzje, po jednej przypadającej na książkę, film i płytę. Miłej lektury!

cskGrzegorz Gajek, Ciemna Strona Księżyca – Przyznam się od razu, że nie jestem zdeklarowanym miłośnikiem fantastyki naukowej, nie znam na pamięć wszystkich tekstów Lema, Aldissa czy Clarke’a, a terminy pokroju ekliptyki, peryhelium czy albedo sprawiają, że zaczynam żałować wszystkich przespanych lekcji fizyki. Niemniej jednak od czasu do czasu lubię z fantastyką naukową poflirtować, rzadziej jako pisarz, częściej jako czytelnik. Dlatego też tekstu Grześka Gajka nie ocenię od strony naukowej – nie jestem zwyczajnie kompetentny, wierzę jednak, że tak jak w przypadku innych swoich utworów, tak i tutaj autor zrobił odpowiedni research i nie wciska czytelnikom kitu. Czego natomiast jestem pewny: Ciemna Strona Księżyca to kawałek bardzo zacnej literatury, która nawet dość wybrednym odbiorcom dostarczy niemało przyjemności. Historia czterech postaci (pani pilot, inkwizytora, wojskowego, poety), które wyruszają z tajemniczą misją na leżącą na skraju znanego ludzkości wszechświata planetę Empireum wciąga od pierwszych stron i nie puszcza aż do ostatniej kropki. Oj, umie Gajek zaciekawić czytelnika, umie: intrygują postaci, frapuje pełny anomalii charakter odległej planety, cegiełkę dokłada też fakt, że to przecież kosmiczna wariacja na temat westernowej frontier, granicy poznania, za którą to co obce, nienazwane. Powieść Gajka zaczyna się niczym sf-owy kryminał godny Jacka McDevitta, gdzieś po drodze przechodzi w klimaty psychologicznego thrillera, by na końcu… ale o tym, już musicie przekonać się sami, a zapewniam, że warto. Czy utwór Gajka nie ma w takim razie żadnych wad? Sądzę, że nie każdemu musi pasować zmieniająca się perspektywa (postać, którą z początku traktujemy jako protagonistę, schodzi później na plan dalszy) i konwencyjny misz-masz (mamy tu elementy horroru, thrillera, klasycznego sf, a nawet rozważania zahaczające o metafizykę, ezoterykę czy filozofię), ale mnie to literackie danie przypadło do gustu i nie wątpię, że przypadnie wielu innym. No i autor ma u mnie plusa za bardzo ładnie wplecione w to wszystko nawiązanie do utworu Floydów 🙂

oblivionNiepamięć – Oj, coś się dzisiaj uparłem na science fiction. Nieważne. Grunt, że Niepamięć to jeden z najlepszych filmów w tej konwencji, jakie udało mi się obejrzeć na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. To napakowana gwiazdami (Tom Cruise, Olga Kurylenko, Morgan Freeman, Nikolaj Coster-Waldau) opowieść, w której nie ma może zbyt wielu nowatorskich i stuprocentowo oryginalnych pomysłów, ale za to wszystko jest na swoim miejscu, a realizacja to przykład kinematograficznej maestrii. Historia, przyznacie sami, brzmi, jakbyśmy już ją kiedyś słyszeli: oto Ziemia zniszczona podczas wojny z obcymi najeźdźcami nie nadaje się do życia i ludzie przenoszą się na Tytana. Jack Harper (Cruise) jest jedną z ostatnich pozostałych na planecie osób – jego zadaniem jest nadzorowanie i naprawa dronów, które z kolei pilnują gigantycznych stacji przetwarzających wodę na paliwo. Do końca misji zostają Jackowi i jego partnerce dwa tygodnie, gdy ma miejsce zdarzenie, które każe mężczyźnie zakwestionować wszystko, w co do tej pory wierzył.

W Niepamięci niewiele jest rzeczy autentycznie świeżych, ale to akurat nie problem. Ważne, że reżyser Joseph Kosinski (znany kinomanom dzięki udanemu obrazowi Tron: Dziedzictwo) bierze te znane już z rozmaitych sf-owych tekstów/filmów prefabrykaty, starannie dobiera te najwyższej jakości i buduje z nich nowy, zajmujący i po prostu piękny utwór. Doskonale poprowadzona jest narracja – wciągająca, trzymająca w napięciu, a jednak bez tak częstego w podobnych filmach wrażenia, że akcja pędzi na łeb, na szyję. Rewelacyjne są zdjęcia (szczególnie te ukazujące surowe piękno islandzkich krajobrazów), zachwyca ascetyczna i w tej ascetyczności ujmująca scenografia, podobać się wreszcie może postapokaliptyczny klimat. Aktorzy robią swoje, przekonująco i sprawnie, dialogi nie ranią uszu i nie obrażają inteligencji widzów, a niektóre zwroty akcji naprawdę potrafią zaskoczyć. I choć do paru drobiazgów można by się przyczepić, dzisiaj przyczepiać się nie mam zamiaru – Niepamięć to w moim odczuciu dwie godziny świetnej i estetycznie wysmakowanej zabawy. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu, a nie macie alergii na sf – zachęcam do obejrzenia. Warto.

totem 7ddBig Fat Mama, Music For Your Grandma – Wbrew nazwie kapeli i krążka uprzedzam – to polska muzyka. Ale na światowym poziomie. Szczecińskiego zespołu nie trzeba zapewne przedstawiać miłośnikom funku i bluesa, niektórzy mogą ich również pamiętać z występu na festiwalu w Opolu w 2007 roku, kiedy to wykonali piosenkę „Jednego Serca” Niemena. I choć już wtedy prezentowali się świetnie, to dopiero w mijającym właśnie roku udało im się wypuścić płytę, która trafiła do powszechnej dystrybucji. Music For You Grandma to piorunująca mieszanka tego, co najlepsze w muzyce Grubej Mamy. Znajdują się tutaj klasycznie funkowe numery jak „One”, „Dem Bones” czy singlowe „I Got Soul”, jest psychodeliczny blues „Grandfather’s Bones”, trip-hopowe „Furious”, są opatrzone przewrotnymi, zabawnymi tekstami „Kult okulara” czy „Krem do paznokci”. I nie ma większego znaczenia, czy Big Fat Mama robią kawałki po polsku czy po angielsku – zawsze brzmią świetnie. To muzyczna ekstraklasa: mają świetne solówki, porywające aranże, przerażająco zgraną sekcję i kilkoro bardzo dobrych wokalistów. Dodajcie do tego wyśmienitą realizację krążka i otrzymacie pozycję obowiązkową dla wszystkich, którzy na mieszankę funku, bluesa i psychodeli są w stanie spojrzeć z przymrużeniem oka. Ja się w tej płycie zakochałem. A poniżej mała próbka – zarówno humoru spod znaku Big Fat Mama, jak i ich muzyki. Miłego słuchania!

Przy okazji – już w najbliższą sobotę, 21.12.2013, gramy wraz ze Scarecrow we wrocławskim klubie Alive. Zapraszamy serdecznie, po nas wystąpi zespół Absta, zapowiada się kawał przyjemnego rockowego łojenia. Startujemy o 20:00, wstęp (o ile mi wiadomo) wolny.

Na dziś to wszystko. Trzymajcie się ciepło, do przeczytania wkrótce!

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Muzyka, Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s