Wiosenna kontrofensywa

miyamoto-musashi-1Musashi Miyamoto, bodajże najsławniejszy samuraj w dziejach Japonii i autor Księgi Pięciu Kręgów zwracał w swoich naukach uwagę na rytm i wyczucie czasu. Dobry strateg – jak Musashi określał wojownika korzystającego z długiego miecza – musi wiedzieć, kiedy atakować i kiedy się bronić. Kiedy parować, a kiedy wykonać cięcie. Musi umieć odróżnić moment, gdy należy zadać ostateczny cios od tego, kiedy lepiej wstrzymać ostrze.

Może to idiotyczne porównanie, ale kiedy czytałem te słowa, skojarzyły mi się z niektórymi grami komputerowymi, w które grywałem w wieku lat nastu – z takimi  cudownymi pożeraczami czasu jak Warcraft 2, Starcraft, Panzer General, Fantasy General… Tam też nieraz trzeba było przetrzymać napór nieprzyjacielskich wojsk. Niekiedy dostawało się potworne bęcki i przegrana wydawała się tuż tuż… a później karta się odwracała. Ataki słabły, siły obronne dało się przegrupować i uzupełnić, a następnie rzucić do kontrofensywy. Czasem wystarczał jeden kluczowy atak – jak jedno zabójcze cięcie w traktacie Musashiego – czasem udało się tylko przesunąć linię frontu. Rytuał się powtarzał: zażarta obrona pozycji poprzedzała kolejną chwilę wytchnienia, ta zaś umożliwiała kolejny atak. I tak, mniejszymi lub większymi krokami do celu.

Czemu o tym piszę? Ano dlatego, że ów schemat przypomina moje własne życie w ostatnich miesiącach. Jestem przekonany, że też to znacie: okresy, kiedy obowiązki piętrzą się jak śmieci na wysypisku, otaczając Was ze wszystkich stron, odcinając drogę ucieczki. Już się Wam wydaje, że się z tego nie wygrzebiecie: pracy całe mnóstwo, w domu chore dziecko, a do tego trzeba by jeszcze wyprasować tonę ciuchów, zetrzeć calową warstwę kurzu zalegającą na meblach i zrobić zakupy na najbliższe dwa tygodnie. Horror. Ani chwili, żeby odpocząć w towarzystwie ukochanej osoby, o przyjaciołach nie wspominając. Za mało czasu, żeby obejrzeć film – ba, nawet odcinek serialu – a książkę połyka się na dwadzieścia rat, bo przy piętnastej stronie powieki przypominają ołowiane ciężarki. Pisanie? Imprezy? Kapela? Zapomnijcie…

Na szczęście życie – przynajmniej moje życie – przypomina wspomnianą już grę albo walkę przedstawioną przez Musashiego. Czasem trzeba przeczekać. Wytrwać. Dać sobie czas. „What would you have me do?”, pyta Batman w The Dark Knight Rises, gdy odwraca się od niego całe miasto. “Endure, Master Wayne”, pada odpowiedź. A kiedy koło fortuny zaczyna się toczyć w innym kierunku, kiedy natarcie przeciwnika wreszcie starci impet – możemy przejść do kontrataku. Szczególnie, że wiosna coraz śmielej sobie poczyna, a fizjologia jest nieubłagana – więcej słońca sprzyja produkcji witaminy D oraz serotoniny, a stąd już tylko krok do lepszego samopoczucia.

Czuję się lepiej i nie chcę dociekać, czy to kwestia chemicznych reakcji wewnątrz organizmu, tego że chwilowo w pracy mam nieco więcej luzu czy może faktu, że mój szesnastomiesięczny synek jest zdrowszy i bardziej interaktywny niż dotychczas, a spędzanie z nim czasu to coraz większa frajda. Ważne, że naprawdę odżywam. Byłem na Pyrkonie, który okazał się świetną, pełną wrażeń imprezą. Napisałem dwa opowiadania, z których jedno jest, moim skromnym zdaniem, najlepszym tekstem, jaki kiedykolwiek popełniłem. Z kolejnym utworem aktualnie walczę i mam szczerą nadzieję, że gdy tylko się z nim uporam, uda mi się usiąść do pracy nad powieścią. Nawiasem mówiąc, research do niej coraz bardziej mnie wciąga, a lista źródeł, do których przydałoby się jeszcze zajrzeć, stale rośnie, ale już jestem podekscytowany tym, co może się z tego narodzić…

Pozwoliłem sobie też na wiosenne porządki na blogu. Nic spektakularnego, ale teraz na podstronach poświęconych moim książkom Czas ognia, czas krwi oraz Opowieści niesamowite znajdziecie linki do ich recenzji (mam nadzieję, że wszystkich). Ponadto w zakładce INNE pojawiła się podstrona Wywiady. Na razie znajdują się tam linki do dwóch przeprowadzonych ze mną wywiadów, w tym do świeżutkiej rozmowy z Karoliną „Mangustą” Kaczkowską opublikowanej na łamach portalu Szuflada.net (Link dla leniwych – TUTAJ). Opowiadam tam między innymi o przewadze fantastyki nad innymi konwencjami, o moich skromnych literackich początkach, o autorach, którzy wciąż wpędzają mnie w kompleks niższości i w ogóle o całej masie innych ciekawych kwestii.

Do pozytywów z pewnością mogę też zaliczyć stopniowe nadrabianie zaległości książkowo-filmowo-muzycznych, z których wkrótce urodzi się pewnie kolejny wpis z polecankami. Na razie powiem tylko skrótowo, że udało mi się przeczytać między innymi Cesarską manierkę Pilipiuka (bardzo dobre), Ślepowidzenie Wattsa (genialne) czy Lśniące dziewczyny Beukes (super, choć tłumacz momentami ciężko pracował nad zepsuciem tej opinii), przedwczoraj natomiast zabrałem się za Spryciarza z Londynu Pratchetta (na razie bardzo przyjemny). Z filmów połknąłem chociażby Konesera (świetna rzecz, doskonała rola Geoffreya Rusha), Burzę z krańców ziemi (słabizna), Last Vegas (rewelacja), Jak urodzić i nie zwariować (ujdzie, ale z trudem) oraz szeroko komentowany serial True Detective (po smęcąco powolnym początku robi się z tego czysty miód). No i wreszcie muzyka: posłuchałem z niekłamaną przyjemnością High Hopes Bruce’a Springsteena, …Like Clockwork Queens of the Stone Age musi mi się jeszcze ułożyć w żołądku, podobnie jak AM Arctic Monkeys, ale wrażenia są raczej pozytywne. A czeka jeszcze tyle innych książek, filmów, płyt…

Dobra, nie męczę Was dłużej, pozdrawiam tylko serdecznie i życzę jak najwięcej takich właśnie chwil wytchnienia. Oby wiosna pozwoliła Wam rozwinąć skrzydła/poleżeć do góry brzuchem (niepotrzebne skreślić) i cieszyć się każdym dniem.

Trzymajcie się, do przeczytania wkrótce!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Muzyka, Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wiosenna kontrofensywa

  1. Agnieszka H. pisze:

    Szczerze podziwiam, że pomimo nawału obowiązków jesteś w stanie pisać – mnie to niestety przerasta, napisana w 1/3 powieść leży odłogiem i czeka na lepsze dni 😦 Pozdrawiam wielkanocnie!

    • Marcin Rusnak pisze:

      I kto to mówi! To nie ja mam na koncie (jeśli dobrze liczę) pięć książek, z czego cztery wydane w ciągu ostatnich trzech lat! 🙂 Nie przejmuj się, będzie lepiej.
      I też pozdrawiam bardzo ciepło i bardzo świątecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s