Zmiana nastawienia

W mieszkaniu panuje cisza. Moja żona jest w pracy, ja siedzę z chorym dzieckiem w domu. Potomek nareszcie zasnął, a ja po kilku godzinach siedzenia nad kolorowankami, biegania po mieszkaniu, popychając przed sobą plastikową kosiarkę (nie pytajcie), wąchania kleju (tym bardziej nie pytajcie) i czytania książeczek mam na tyle wyprany mózg, że za nic szczególnie skomplikowanego wolę się nie brać. Nadrabiam więc zaległości: poprawiam zaległe sprawdziany, odpowiadam na maile, których autorzy już pewnie sądzą, że nie żyję, płacę przez Internet rachunki.

W końcu zaglądam i tutaj, na bloga. Patrzę na datę ostatniego wpisu i odczuwam coś na kształt przerażenia zmiksowanego w mniej więcej równych proporcjach z zażenowaniem.

Od blisko trzech miesięcy nie napisałem tu ani słowa.

Z mocnym postanowieniem poprawy uruchamiam edytor tekstów i zaczynam klecić zdania. Przy okazji obiecuję sobie – setny już chyba raz, ale nigdy z równą mocą – zmianę nastawienia: od teraz będę pisał tu, na blogu, z większą regularnością. Notki może i krótsze, ale częstsze.

No to na dobry początek może dokończymy nadrabianie zaległości. Minęły niemal trzy miesiące, z pewnością jest się z czego wyspowiadać…

Zacznijmy może od pisania. Piszę – tyle mogę powiedzieć z czystym sumieniem. Nie piszę dużo. 8-10 stron znormalizowanego maszynopisu tygodniowo to jest obecnie norma, śmiesznie mała w porównaniu do tego, ile byłem w stanie wystukać przykładowo w czasie wakacji. Niemniej jednak książka stopniowo powstaje, kolejne rozdziały odmykają się, rozwijają i zamykają. Jakaś jedna trzecia całości za mną – wiem, że nie jest to nazbyt optymistyczny wynik, ale lepsze to niż nic. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że bukwa wyjdzie koniec końców dość obszerna, bo zapowiada się grubo ponad milion znaków. Poza tym machnąłem ostatnio krótkie opowiadanie, które przy dobrych wiatrach trafi wkrótce w odmęty sieci, a co za tym idzie – na ekrany komputerów. Waszych, mam nadzieję 🙂

Sporo więcej dzieje się, gdy idzie o zespół. Wraz ze Scarecrow mieliśmy dość intensywną jesień. Od września zagraliśmy pięć koncertów, zrobiliśmy kilka świeżutkich numerów, pomyślnie przeszliśmy przesłuchania do drugiego etapu Muzycznej Bitwy Radia Wrocław (do półfinału dojść się już niestety nie udało), a przede wszystkim zadekowaliśmy się w studiu, żeby nagrać naszą pierwszą EPkę z prawdziwego zdarzenia. Gotowe piosenki powinny trafić do słuchaczy na przełomie grudnia i stycznia, ale po odsłuchaniu surowych ścieżek jesteśmy nastawieni bardzo optymistycznie: te jeszcze przecież nieobrobione dźwięki mają w sobie gigantyczny potencjał i brzmi to wszystko jak kawał rasowego rock n’ rollowego łojenia :). Dla niedowiarków wrzucam kilka fotek – widać na nich gołym okiem, że nie próżnowaliśmy!

Miało być krócej, więc kończę na dziś. Miało być częściej, więc już zapowiadam kilka nowych postów, które – mam szczerą nadzieję – objawią się wkrótce. Będzie między innymi o pewnym szczęśliwym zakończeniu, o pewnym szczególnym gatunku ptaka, o pewnym mało znanym powieściopisarzu z dalekiej Anglii oraz o pewnej ikonie rockowej muzy (cylinder, fajka w ustach, Jack Daniels w dłoni i już wiecie, o kim mówię). To tak w ramach zapowiedzi.

Trzymajcie się ciepło!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Muzyka, Różne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s