Podsumowanie roku

Koniec roku 2014 za pasem, w niektórych domach już się chłodzą napoje wyskokowe, w innych na balkonie czekają gotowe do wystrzelenia petardy. Mnie tym razem huczne świętowanie ominie – to efekt choroby, która przed ponad tygodniem dopadła całą familię i nie chce odpuścić – ale tak jak chyba większość z nas, koniec roku kusi mnie okazją do pewnych refleksji i podsumowań. Co tam będę udawał: wychowałem się na książkach, książki sam piszę i książkom chcę poświęcić gigantyczną część swojego życia. I te książki nauczyły mnie między innymi, że aby rozpocząć nowy rozdział, trzeba zamknąć poprzedni.

Jaki w takim razie był ten 2014 rok? Na poziomie globalnym – i cudowny, i przerażający. Z
jednej strony dokonano pierwszego w historii ludzkości lądowania na komecie, a kolejne odkrycia na polu medycyny mogą w przeciągu najbliższych lat odmienić los ludzi zmagających się chociażby z cukrzycą. Z drugiej strony rosyjska inwazja na Ukrainę czy powstanie Państwa Islamskiego uświadomiły nam, że mimo wszystkich konwencji, paktów i sojuszy, nasze faktyczne bezpieczeństwo pozostaje rzeczą równie złudną i ulotną jak w połowie XX wieku.

Ale ja nie o tym. O wydarzeniach z kręgu polityki czy nauki poczytać możecie w wielu innych miejscach, gdzie rozmaici eksperci rozpisują się w tym względzie ze znaczenie większym znawstwem i swadą. Ja postaram się nie wymądrzać i krótko napiszę, jaki ten mijający rok był dla mnie.

Cóż, przede wszystkim pracowity. Żeby czytało się szybciej, pojedziemy od myślników:

– opublikowałem cztery nowe opowiadania (dwa w antologiach Księga Wampirów i Toystories, dwa w internecie: w Fahrenheicie oraz w Wydaniu Specjalnym Szortala na Wynos – o tym więcej na końcu niniejszego wpisu). Ukazało się też (w ebookowej antologii opowiadań kryminalnych Kryminalna 13) jedno starsze, choć w przeredagowanej, poprawionej i rozbudowanej wersji;

– napisałem spory kawałek nowej powieści (koło 300 stron znormalizowanego maszynopisu). Jestem jeszcze przed połową, co oznacza, że bukwa do krótkich należeć nie będzie. Mam cichą nadzieję, że skończę w przyszłe wakacje. Na razie powiem Wam tyle, że pisze się świetnie i gdybym mógł, non stop siedziałbym przy kompie i opisywał kolejne sceny, bo ta historia aż chce ze mnie wyskoczyć 🙂

– odwiedziłem 3 konwenty, na których doskonale się bawiłem, spotkałem mnóstwo fajowych ludzi, poprowadziłem kilka bardzo udanych prelekcji, w znacznie większej ich liczbie uczestniczyłem jako słuchacz;

– sędziowałem w dwóch konkursach literackich, które wzbudziły u mnie bardzo dużo pozytywnych odczuć. Fenomenalne jest to, że w epoce SMS-ów, memów i emotikon wciąż tak wiele jest osób, które nie tylko potrafią świetnie pisać, ale mają też ciekawe rzeczy do powiedzienia;

– wraz ze Scarecrow spędziliśmy dwa dni w studio (nagraliśmy cztery numery, które już niedługo powinny być dostępne dla słuchaczy). Poza tym samodzielnie nagraliśmy i zmiksowaliśmy utwór „Na dnie” (TUTAJ), który trafił na płytę CD projektu Otwarta Scena na Wyspie Słodowej we Wrocławiu. W sieci pojawiło się też nagranie z jednego z naszych koncertów – nasze wykonanie „Seven Nation Army” zespołu The White Stripes(TUTAJ);

– od maja, kiedy trafił do nas Piotrek, nowy perkusista, zrobiliśmy razem przeszło 30 piosenek (autorskich oraz coverów) i zagraliśmy osiem koncertów, a naszego nagrania można było posłuchać na antenie Polskiego Radia Wrocław;

– po ponad pięciu latach starań, męczarni, walki z własnym leniem i brakiem wiary we własne siły, obroniłem doktorat. Obrona trwała półtorej godziny, była dość nieciekawa i utwierdziła mnie w przekonaniu, że kariera akademicka zdecydowanie nie jest dla mnie. Dyplom, w charakterystycznej niebieskiej tubie, postawiłem na szafie i tam się kurzy, absolutnie do niczego niepotrzebny.

Są też inne rzeczy, których nie można ubrać w klarowne, liczbowe ramy. Czas spędzony z moją ukochaną żoną, na rozmowach i milczeniu, na kłótniach i godzeniu się, na patrzeniu jak nasze cudowne dziecko rozwija się, rośnie i poznaje świat. Setki godzin przy puzzlach, klockach duplo i resorakach. Pukanie do całodobowych aptek, ślimaczące się minuty na korytarzach przychodni. Zapach wilgotnych chusteczek, który już chyba zawsze będzie mi się kojarzył z brudnymi pieluchami. I to, co w tym wszystkim najwspanialsze; to, co nadaje sens każdemu dniu: uśmiech i radosne iskry w oczach. Jego i Jej.

To był dobry rok. Niełatwy, ale dobry. Mam nadzieję, że dla Was nawet lepszy niż dla mnie. I szczerze życzę, tak sobie, jak i Wam, żeby ten nadchodzący, 2015 rok, wprawił nas w zdumienie i zachwyt nad dobrocią drzemiącą w ludziach, pięknem otaczającego nas świata oraz cudowną rozmaitością niespodzianek, które zgotuje nam los.

Szortal Na Wynos - Wydanie Specjalne - zima 2014PS. Jakoś we wcześniejszych dniach nie miałem okazji o tym wspomnieć, dlatego piszę teraz. Ekipa Szortalu, genialnego wprost portalu zajmującego się miniaturową prozą, stworzyła dla swoich czytelników wyjątkowy prezent świąteczny. Wydanie Specjalne Szortalu na Wynos to darmowy ebook w dowolnym z trzech formatów, a w nim ponad 50 wybornych krótkich opowiadań, w tym tak uznanych autorów, jak Michał Cetnarowski, Romek Pawlak, Jacek Inglot, Andrzej Zimniak, Dawid Kain, Andrzej W. Sawicki, Agnieszka Hałas czy Rafał Dębski. Można tam również przeczytać moje premierowe opowiadanie pt. „Zimno”. Poniżej fragmencik na zachętę:

Budzi mnie wilgoć cieknąca po nodze. Oczy otwieram powoli, jakbym miała powieki z ołowiu albo zaśniedziałe przewody zamiast mózgu. Z opóźnieniem pojawia się świadomość, że obudził mnie mój własny mocz. Ten sam, który wsiąka teraz w materac, a ja nie reaguję.

W pokoju panuje chłód. Oddech krystalizuje się w powietrzu w jasną mgiełkę. Cała jestem skostniała.

Gdzie jest Maria? Czemu nie nagrzała w mieszkaniu?

Przez chwilę ostrożnie popatruję wokół, ślizgam się wzrokiem po szarych sprzętach, jakbym w głowie odhaczała przedmioty z listy, organizowała otaczającą mnie przestrzeń. Szafki są, witryna stoi, komoda też. Na wygaszonej kuchence dostrzegam jakieś garnki, ze zlewu wystaje rączka patelni. Widzę kiepsko, głównie dlatego, że przez potwornie brudne szyby wpada niewiele światła. Wokół panuje cisza: doskonała, dźwięcząca w uszach cisza, w której mój oddech przypomina świszczące tchnienie parowozu. Lodówka milczy, chyba zresztą od dość dawna.

– Maria? – odzywam się. Mój głos przypomina skrzek. Gardło mam wyschnięte, język i wargi jak ze sparciałej gumy. – Maria, jesteś tam?

Cały zbiorek można pobrać i przeczytać TUTAJ. Miłej lektury!

Na koniec jeszcze raz życzę Wam szampańskiej zabawy i Szcześliwego Nowego Roku.

Do zobaczenia/usłyszenia/przeczytania już w styczniu 2015 🙂

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Muzyka, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s