Człowiek, który obłaskawił Śmierć

11211To będzie krótki, osobisty wpis. Bo mi smutno i tęskno. Tęskno za człowiekiem, który potrafił układać litery w słowa, te słowa natomiast w zdania, a zdania w pewien zamknięty przekaz – przekaz mądry, cwany, czasem nieco gorzki, ale zawsze diablo zabawny. Tęskno mi za facetem, który swoją wizją fantastyki i podejściem do literatury pokazał środkowy palec wszystkim krytykom i innym pseudointelektualistom, którzy na dźwięk słowa „magia” zatykają nos, jakby się znaleźli w publicznym szalecie. Tęskno wreszcie ze gościem, który miał w sobie na tyle jaj i wewnętrznego dobra, że zamiast zamknąć się w skorupie rozgoryczenia czy zobojętnienia, poświęcił znakomitą część ostatnich lat swojego życia, żeby choć troszeczkę zmienić świat.

Pewnie niektórzy popukają się w głowę i powiedzą pod nosem: „Koleś, wyluzuj, przecież tak naprawdę nie znałeś człowieka”.

Mają rację.

Częściowo.

Nie znałem sir Terry’ego Pratchetta. Przeczytałem niemal wszystkie jego książki, obejrzałem jego filmy dokumentalne, wysłuchałem jego wykładów, czytałem wywiady z nim i mniej lub bardziej naukowe pozycje na jego temat. A jednak, to prawda, nie znałem go. Nie osobiście.

A mimo wszystko był ze mną przez szmat mojego życia. Pierwszą jego książkę przeczytałem, mając dziesięć albo jedenaście lat. Zrozumiałem z niej pewnie nie więcej niż połowę, ale podobała mi się jak cholera. Pratchett dostarczał mi rozrywki w latach szkolnych i intelektualnej pożywki na studiach. Był moim przewodnikiem po kulturze wysokiej i niskiej: z nim pierwszym odkrywałem (często nie będąc tego świadomym) Szekspira i Howarda, filozofię i teologię, fizykę i metafizykę. To on nauczył mnie, czym są parodia czy intertekstualność; pokazał, jak przypisy mogą być pięknym i twórczym narzędziem, a dialog zapisany drukowanymi literami – symbolem. Pisałem o nim – między innymi – mój doktorat; o jego książkach dyskutowałem z rodziną, przyjaciółmi, studentami, uczniami. Był płaszczyzną porozumienia, sposobem na przełamanie lodów, drugim chyba tylko po Sapkowskim symbolem fantastyki dla mojego pokolenia. Ile imprez przesiedziałem na kieliszkiem czy kuflem, przerzucając się cytatami ze Świata Dysku?

Pamiętam szczególnie jedną konkretną sytuację. Miałem dwanaście albo trzynaście lat i pojechałem na kolonię w czeskie Sudety. Na wyjeździe podpadłem opiekunowi na tyle, że chrzest kolonijny przeszedłem dwukrotnie (w tym względzie akurat nie okazałem się jedyny: gość, którego wówczas spotkałem, a który z biegiem lat stał się moim najlepszym przyjacielem, podpadł jeszcze bardziej i zaliczył chyba z siedem rundek, przy czym ostatnie trzy na własne życzenie). Był początek lipca, wokół rosło mnóstwo dorodnych, młodych pokrzyw, którymi starsi koloniści smagali nas z prawdziwym uwielbieniem. W efekcie po drugim podejściu prawie cały byłem w bąblach wielkości dojrzałych grochów. Spuchłem potwornie, swędziało tak okrutnie, że niemal się poryczałem. Nie miałem leków przeciwbólowych, środków antyhistaminowych, żelu Fenistil, ani podobnych cudów. Pozostawało przeczekać… I przeczekałem. Z pomocą Blasku fantastycznego, który miałem wtedy z sobą. Zmusiłem się do lektury, starając się zająć czymś myśli… i po kilkunastu stronach zapomniałem o bólu. Zapomniałem o wszystkim, szczerze powiedziawszy – dopiero któryś ze współlokatorów kilka godzin później trącił mnie w ramię i wezwał na kolację.

Powtórzę: nie znałem sir Terry’ego Pratchetta. Ale gówno mnie to obchodzi. Niektórych ludzi widzę co dnia, a nie znaczą dla mnie setnej części tego, co ten autor. Dlatego tęsknię za facetem i smutno mi, że odszedł.

A co mi tam, popławię się dzisiaj w żalu i nostalgii. Czasem trzeba. Wieczorem zaś wzniosę toast za Terry’ego Pratchetta, za człowieka, który – w literaturze i w życiu – obłaskawił Śmierć.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s