Cuda i Dziwy

Jest czwartek, dwudziesty trzeci lipca, godzina 13:16. Siedzę przed komputerem i wpatruję się w otwarty dokument tekstowy. Dokument, co dość istotne, jest pusty; gapię się na białą stronę, biała strona w ramach odwetu gapi się na mnie. Ja jestem cokolwiek zniechęcony, ona wydaje się pokpiwać z mojego zniechęcenia i z niemocy przelania myśli na papier – czy raczej na cyfrowy substytut papieru. Siedzimy tak od dobrych dziesięciu minut i nic nie wskazuje na to, by impas miał zostać w najbliższym czasie przełamany.

Wiem, co chcę napisać. Chcę Wam przekazać kilka słów na temat pewnej książki. I na temat jej autora, człowieka, którego mam przyjemność osobiście znać.

Nie wiem natomiast, jak mam to napisać.

Mógłbym w gruncie rzeczy pójść na łatwiznę. Machnąć kolejną klasyczną recenzję. Coś w stylu:

111Debiut Jacka Wróbla, Cuda i Dziwy Mistrza Haxerlina, to zbiór opowiadań utrzymanych w konwencji humorystycznego fantasy. Wszystkie dziewięć tekstów składających się na tę antologię łączy nie tylko uniwersum – typowa, quasi-średniowieczna kraina obfitująca w fantastyczne stworzenia i nadzwyczajne zjawiska – ale również postać głównego bohatera. Haxerlin to podający się za maga obwoźny handlarz artefaktami o rzekomo cudownych właściwościach, w rzeczywistości oszust, szarlatan i niebywały pechowiec, który dosłownie wszędzie potrafi wpakować się w widowiskową kabałę…

Nuda. Flaki z olejem, a nie recenzja. No to może inaczej? Może by tak wpraweczka z nieco już zapomnianej sztuki epistolograficznej? Na przykład:

Droga przyjaciółko!

Serce me roście na myśl o tym, jak rozkosznych wczasów zażywasz u boku swego lubego i jego familii na słonecznych wybrzeżach dalekiej Italii! Miej jednak na uwadze, że nie tylko tobie przyszło się znakomicie bawić tego lata: otóż w dłonie moje wpadł niedawno zacny tomik utworów młodego, wielce zdolnego literata nazwiskiem Wróbel. Historie jego ręką spisane są nie tylko wielce zajmujące, ale też arcyzabawne. Imaginuj sobie, najserdeczniejsza zabaw moich towarzyszko, że w Cudach i Dziwach Mistrza Haxerlina – taki tytuł nosi ten wyborny prozatorski przysmak – niemało właśnie owych cudów i dziwów. Czegóż tam nie znajdziesz! Demony, wampiry, tajemne artefakty i niebezpieczne zaklęcia, mrożące krew w żyłach przygody! A wszystko to okraszone humorem iście nietuzinkowym. Wyznać ci muszę, przyjaciółko kochana, że uśmiałam się tysięcznie, choć i nie raz na moją twarz wypełzł jaskrawy rumieniec: pan literat Wróbel, jak przystało na mężczyznę, nie stroni bowiem od żartów mniej dwornych; z równą swadą i przyjemnością sięga po humor dość rubaszny, by nie rzec sprośny. Och, nie mogę się już doczekać, gdy wrócisz – wymkniemy się niepostrzeżenie do altany, gdzie odczytam ci kilka co pikantniejszych fragmentów…

Też nie, nie leży mi to, jakieś takie przegadane i koronkowe. O, wiem, sprawę rozwiąże list rozgniewanego fana do wydawcy. Mógłby jego fragment przedstawiać się następująco:

…u Pratchetta. Wiadomo przecież, że humorystyczne fantasy Pratchettem stoi. Ten wasz pożal się Panie Boże autor, Jacek Wróbel, coś tam u Brytola podpatrzył, coś tam zrozumiał. Część bezczelnie wręcz kopiuje: typowy świat fantasy, smoki nie smoki, czarodzieje, gildie, anachroniczne (czyli nie pasujące czasowo do epoki – sprawdziłem w słowniku) wynalazki i idee. Owszem, śmieszne to może i jest, ale gdzie tu miejsce dla postmodernistycznego szaleństwa? Gdzie literackie eksperymenty, poszukiwanie ekspresjonistycznej świeżości i przekraczanie granic artystycznego wyrazu? Czemu zamiast wydawać takiego powielającego schematy wyrobnika nie wesprzecie rozwoju kogoś, kto może okazać się pionierem nowego nurtu, ponieść skostniałą literaturę fantastyczną w nowym kierunku? Ja przykładowo mam w szufladzie kilka tekstów, które w razie chęci mógłbym ewentualnie przedstawić, niczego oczywiście nie obiecuję, ale…

Dobra, poniosło mnie. A może znowu źle do tego podchodzę? Może humorystyczną treść winno się traktować poważnie? Może tu aż prosi się o tekst w duchu stricte naukowym?

Podobnie jak w przypadku prozy Pratchetta, duża część przyjemności, jaką czytelnik czerpie z lektury, wynika z posługiwania się wraz z autorem wspólnym kodem. Odbiorca deszyfruje liczne aluzje, intertekstualne nawiązania, obcuje z literacką materią jak z pewnego rodzaju zagadką. W pełni docenić dany tekst może tylko ktoś, kto posiada odpowiedni klucz. O ile jednak w przypadku Pratchetta tym kluczem jest głównie znajomość literatury pięknej, filozofii, fizyki czy teologii, a szeroko pojęta popkultura dopiero w dalszej kolejności, o tyle Wróbel czerpie przede wszystkim z tych bardzo prozaicznych źródeł, na które wystawieni jesteśmy każdego dnia: z filmów i seriali, gier wideo, a nawet z internetowych memów. Zasada pozostaje jednak, do pewnego przynajemniej stopnia ta sama: Wróbel przemawia głosem odmiennym od Pratchetta, ale tak samo jak dla słynnego twórcy Świata Dysku, jest dla niego ta łotrzykowsko-epicka fantasy tylko pretekstem, by poruszać tematy jak najbardziej na czasie…      

Czy ty z kolei nie przeintelektualizowane? Po co tyle słów, gdy chodzi przecież o wypunktowanie walorów, o krótki bilans zalet i wad, zysków i strat? Spróbujmy zastosować do literatury podejście księgowego. Albo, żeby było ciekawiej, dzieciaka udającego ojca-księgowego.

ZALETY:

– barwni bohaterowie

– świetny język

– humor!

– nawiązania

WADY:

– fabuła prosta jak budowa cepa

Moment, znowu się zagalopowałem. Przecież w ten sposób zabijam całą indywidualność – i tekstu, i autora. Jak ktoś wchodzi na bloga, to przecież nie po to, żeby obcować z jakąś beznamiętną papką. Tu chodzi o emocje, o osobiste doświadczenia. No to może z innej mańki:

Poznałem Jacka Wróbla trzy lata temu. Już wtedy zadziwiał wszechstronnością, cechą zupełnie nietypową u tak młodego autora. Od początku przejawiał skłonności ku literaturze posługującej się komizmem, ale świetnie wychodziły mu też teksty znacznie poważniejsze, nawet z pogranicza grozy. Wkurzało mnie, mówiąc wprost, że taki młodzik (rocznik ’88) radzi sobie wyśmienicie z literackimi wyzwaniami, którym ja bym za nic nie podołał. Nie ja jeden zresztą doceniałem jego warsztat, czego dowodem były liczne wyróżnienia i zwycięstwa w konkursach literackich, a także rosnąca liczba publikacji – w tym w Nowej Fantastyce…

Też nie. A może wreszcie trzeba zaakceptować fakt, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie trzeba przekazywać informacje w sposób telegraficzny. Krótko, zwięźle, byleby się do SMSa zmieściło bez długiego klepania na klawiaturce smartfona z pękniętym ekranem. No i z obowiązkowymi emotikonami. Na przykład tak:

JACEK! FAJOWA KSIĄŻKA 🙂 CHCĘ WIĘCEJ. PZDR, MARCIN

Tak, chyba na tym poprzestanę.

Trzymajcie się. I czytajcie Wróbla. Bo warto.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Cuda i Dziwy

  1. Pingback: Marcin Rusnak o "Cudach i Dziwach Mistrza Haxerlina"

  2. Pingback: Genialne kreacje? | Marcin Rusnak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s