Science fiction jest nudne

Większość moich znajomych nie czyta science fiction.

Z miejsca pozwolę sobie sprostować: nie mówię o znajomych fandomowych, ci bowiem połykają praktycznie wszystko, co ma w sobie literki: napychają się bez opamiętania fantasy, fantastyką naukową, horrorem, kryminałami, romansami; z braku laku, jak na osoby uzależnione przystało, pewnie nawet zadowolą się książką kucharską albo instrukcją obsługi okapu kuchennego. Przyjaciół fandomowych niniejszym wyciągam poza nawias dalszej dyskusji.

Wracając do tematu: większość moich znajomych nie czyta science fiction. Z innymi konwencjami fantastyki rzecz się ma jeszcze całkiem nieźle: fantasy ma sporo fanów; ten i ów lubi sięgnąć po lekkie, przygodowe postapo; zdarzają się tacy, co gustują w Kingu, Mastertonie i innych ikonach grozy. Ale science fiction jest jakoś jednak omijane. Dlaczego? Otóż okazuje się, że science fiction jest nudne.

111Hola!, krzyczę, odkładając na bok Accelerando Strossa. Jak to, kurde blaszka, nudne? Przecież lasery, przecież rejsy przez kosmos, czarne dziury, sztuczne inteligencje, modyfikacje genetyczne, futurystyczne technologie, systemy polityczne, prądy myślowe… jak to może być nudne?!

Ano może być. Bo to wszystko – jak wczoraj sobie uświadomiłem – już się wydarzyło.

Zanim dyskretnie zadzwonicie po odpowiednie służby posługujące się kaftanami bezpieczeństwa albo – co bardziej prawdopodobne – opuścicie tego bloga, żeby pooglądać więcej filmików z kotami, raczcie posłuchać, co mam do powiedzenia (napisania).

222Weźmy sobie taką osobliwość technologiczną (ang. singularity) – jeden z fundamentów science fiction. Owa osobliwość to hipotetyczny moment w rozwoju ludzkości, kiedy sztuczne inteligencje prześcigną ludzi, a co za tym idzie, spadniemy z piedestału i staniemy się nieporadnymi i niestety dość biernymi świadkami lawinowego postępu, którego nasze wątłe mózgi homo sapiens po prostu nie zdołają ogarnąć. Innymi słowy, kompletnie nie będziemy w stanie przewidzieć, co niesie ze sobą przyszłość. Ale moment – czy teraz jest aby inaczej? Kto dziesięć lat temu spodziewał się powstania Państwa Islamskiego i tego, w jaki sposób ten twór wzrośnie w siłę? Kto pięć lat temu przewidywał kilkumilionową falę uchodźców wytrwale maszerujących ku państwom zachodniej Europy? Kto przed dekadą odważył się prorokować, że znakomita część społeczeństwa będzie spędzała wolny czas na przeglądaniu memów z Kwaśniewskim albo komentowaniu tego, co ich znajomi zjedli na obiad?

Osobliwość nie wystarczy? Są i inne przykłady. Podróże w czasie, dajmy na to. Proszę bardzo: 2005 rok – Zbigniew Ziobro ministrem sprawiedliwości, rok 2015 – Zbigniew Ziobro ministrem sprawiedliwości. Polityka rządzi się swoimi prawami, mówicie? Ok., to spójrzcie na tegoroczne kinowe hity. Mad Max, Jurassic World, Terminator, James Bond, Gwiezdne Wojny, Mission Impossible. Jeśli taka seria filmów nie pomoże Wam cofnąć się do przeszłości, to podrasowany DeLorean też nie, sorry.

333

Wciąż mało? Proszę bardzo.

Dylatacja czasu to kolejne zjawisko do łatwego zaobserwowania: wystarczy, że spojrzę na moją szwagierkę. Mi wypadła już ponad połowa włosów z czaszki, ona wciąż – mimo dwójki dzieci – wygląda jak osiemnastolatka. A przecież rocznik – nikomu nic nie wypominając – ten sam. Dylatacja czasu, jak w gębę strzelił. Jakby mój argument do Was nie przemawiał, sypnę innym: Sapkowski na przestrzeni ostatnich pięciu lat popełnił jedną książkę, Pilipiuk dziesięć. Jeśli to nie jest dylatacja czasu, nie wiem, co nią jest.

Ok., rozkręciłem się, jedziemy dalej. Sztuczna inteligencja mądrzejsza od ludzi? Po cholerę aż sztuczna inteligencja? Toż nawet autokorekta w Wordzie jest mądrzejsza od znacznej części populacji. Nowe, nieznane dotąd prądy ideowe? Jeśli facet w rurkach i szaliku co noc wklepuje sobie w gębę krem z alg morskich i pasternaku, a równocześnie zapuszcza brodę, w której mógłby ukryć niewielką rodzinę wiewiórek, to dla mnie to jest nowy prąd ideowy. Kontakt z obcą cywilizacją? Proponuję pooglądać kiedyś posiedzenie sejmu – obca cywilizacja jest bliżej niż myślicie, choć szanse na nawiązanie kontaktu są równie marne jak to było w przypadku Solaris Lema. Czarne dziury? Jedna jest niepokojąco blisko, nazywa się ZUS…

Mieli rację, ci cholerni postmoderniści. Wszystko już było. Nawet science fiction. Przyszłość wydarzyła się wczoraj. Tylko nikt nam o tym, kurka wodna, jakoś nie powiedział.

Nudy, przytakuję niechętnie, wracając do Strossa. Nudy jak diabli.

Ale przynajmniej dobrze napisane.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Różne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s