Wampirza maskarada

Mój komputer nie służy do grania. Używam go głównie do błądzenia w odmętach Internetu oraz pisania. Ma szalenie wygodną klawiaturę (model, który niestety nie znajduje się już w produkcji i budzę się zlany zimnym potem, ilekroć śni mi się, że spacja przestaje działać), ale poza tym raczej nie wzbudzi niczyich pożądliwych westchnień: mocą obliczeniową może iść w szranki co najwyżej z przenośnym kalkulatorem, pojemność jego twardego dysku budzi szyderczy śmiech ze strony co nowszych pendrive’ów, a karta graficzna krztusi się i dławi przy wyświetlaniu GIF-ów.

No dobra, odrobinę przesadzam. Ale tylko odrobinę.

Mój komputer nie służy do grania. Jednak, jak niemal każdego uzależnionego, nachodzi mnie od czasu do czasu przemożna chęć, żeby w coś załoić. Zdarza się to mniej więcej raz na pół roku i kiedy już ten impuls się pojawi, jest pozamiatane. Mam problemy ze skupieniem. Pisanie idzie mi jak krew z nosa. Czytając, raz po raz gubię wątek. Ślepiąc w film, wiercę się w krześle czy na fotelu. Już jakiś czas temu przekonałem się, że jest jeden sposób, żeby sobie z tym poradzić – poddać się. I pograć trochę. Czasem wystarcza dzień lub dwa, czasem tydzień, niekiedy trwa to jeszcze dłużej. Muszę zaspokoić głoda i później znowu przez kilka miesięcy mam spokój; mogę znowu zajmować się rzeczami bardziej przystającymi doktorowi literaturoznawstwa i głowie rodziny.

Kiedy dopada mnie wspomniana chętka na odrobinę wirtualnej rozrywki, szaleńcza moc (albo raczej niemoc) mojego komputera znacząco zawęża krąg gier, w które mógłbym pocisnąć. Czasem wracam wtedy do produkcji, które niegdyś sprawiały mi frajdę, czasem szukam czegoś nowego. A jako że zgodnie z moim przekonaniem ludzie są do siebie w gruncie rzeczy podobni, wierzę, że to, co spodobało się mnie, może przypaść do gustu większej rzeszy nieszczęśliwców obdarzonych giercowym apetytem, natomiast pozbawionych kosztownego hardware’u. Stąd pozwolę sobie napisać kilka słów o moim ostatnim odkryciu, czyli Vampire: The Masquerade – Bloodlines.

Vampire_-_The_Masquerade_–_Bloodlines_CoverartVTMB to komputerowe RPG z 2004 roku. To ostatni tytuł Troika Games, firmy odpowiedzialnej także za znakomite Arcanum wydane trzy lata wcześniej. Oparte na znanym i lubianym systemie gier fabularnych Wampir: Maskarada, pozwala nam wcielić się w – uwaga, niespodzianka! – wampira. Jako świeży krwiopijca, pozbawiony umiejętności i wiedzy na temat skomplikowanego świata Dzieci Nocy, gracz będzie musiał zadbać o swoje przeżycie, a następnie odnaleźć swoje miejsce w uniwersum mroku. Nie będzie to łatwe, bowiem starsze wampiry bez wahania spróbują wykorzystać nas jako pionka w swoich wewnętrznych przepychankach, a jakby tego było mało, nasze pojawianie się, jak to często w tego typu grach bywa, dziwnym zrządzeniem losu zbiegnie się w czasie ze zdarzeniami grożącymi całkowitą zagładą świata.

VTMB ma mnóstwo cech klasycznego RPG: tworzenie postaci, wykonywanie questów, zdobywanie punktów doświadczenia i wydawanie ich na rozwój atrybutów oraz umiejętności. Może się jednak pochwalić też kilkoma elementami, które czynią rozgrywkę szczególnie interesującą. Po pierwsze, wybierając jeden z wampirycznych klanów, otrzymujemy dostęp do pewnych specjalnych umiejętności: np. przyspieszenia, niewidzialności, przyzywania magicznych stworów, etc. Każdy klan dysponuje własnym, niepowtarzalnym zestawem trzech takich supermocy, które mogą znacząco wpłynąć na charakter rozgrywki i prowadzenie postaci. Ponadto, praktycznie każde zadanie możemy rozwiązać na przynajmniej dwa sposoby – a co istotne, punkty doświadczenia zdobywamy nie za zabijanych przeciwników, ale za osiągnięcie celu, więc postaci wojowników nie są wcale bardziej promowane niż charyzmatycznych łgarzy albo cichych złodziejaszków. Do tego dochodzi jeszcze konieczność utrzymania Maskarady (dbanie o to, żeby przeciętni śmiertelnicy pozostali nieświadomi istnienia społeczności krwiopijców) czy punkty człowieczeństwa, po utracie których możemy obudzić w sobie Bestię i wpadać w niekontrolowane napady szału.

vtm3Gra ma swoje wady. Bugów jest niewiele (tzn. jest ich mnóstwo, ale znakomitą większość likwiduje zainstalowanie nieoficjalnego patcha), ale do niektórych średnio wygodnych rozwiązań trzeba się zwyczajnie przyzwyczaić. Wymienić tu można na przykład konieczność przeskoku do perspektywy trzeciej osoby w walce wręcz czy to, że po wstawce „filmowej” – a takie poprzedzają większość potyczek z bossami – startujemy z gołymi pięściami i musimy znowu wybrać swoją ulubioną broń, to z kolei potrafi zająć cenną sekundę czy dwie. Jednak da się nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego, a wciągająca fabuła bardzo wiele rekompensuje. Miłośników mordowania może nieco zniechęcić stosunkowo wąski przekrój broni (w sumie do dyspozycji gracza oddano kilkadziesiąt różnych narzędzi do robienia kuku, co nie powala w porównaniu z innymi cRPG), ale mnie to pasowało – zamiast godzinami dłubać w statystykach i szukać w nieskończoność amunicji do danej giwery, mogłem skupić się na rozgrywce. Nie boli też szata graficzna – a przynajmniej mnie nie bolała – choć oczywiście od współczesnych produkcji różni się w stopniu zasadniczym. Mroczna estetyka łącząca elementy punkowe i gotyckie sprawdza się jednak na medal, a silnik, na którym hulał też słynny Half-Life 2, śmiga gładko i płynnie nawet na mocno przestarzałym sprzęcie.

vtm2

Nietypowe mechanizmy (punkty człowieczeństwa, supermoce czy Maskarada), fajowi bohaterowie niezależni oraz niebanalna fabuła to rzeczy mające gigantyczny wpływ na radość czerpaną z grania, ale w przypadku VTMB nie najważniejsze. Jak dla mnie bowiem ta produkcja wyróżnia się baaardzo na plus – również na tle znacznie nowszych RPG-ów – za sprawą trzech elementów. Pierwszy to pełne audio do wszystkich dialogów w grze… i to znakomite audio. O ile w większości tytułów własne aktorskie głosy otrzymują postaci o kluczowym znaczeniu dla fabuły, o tyle w VTMB możemy posłuchać absolutnie wszystkich. Wrażenie jest niesamowite i bardzo pomaga w zanurzeniu się w świat gry. Kolejna kwestia to muzyka, a ta również jest doskonała, wszak ścieżkę dźwiękową sygnują takie asy jak Tiamat, Lacuna Coil czy Ministry. Taki dobór artystów ma zaś przełożenie na element trzeci, najistotniejszy: klimat. VTMB jest grą mroczną, o gęstej, ponurej atmosferze i wszystko – postaci, estetyka, muzyka, nawet charakter questów – tworzy w tym przypadku spójną całość, szalenie atrakcyjną, mimo że od premiery tej gry minęło aż dwanaście lat.

vtm1

Jeśli więc szukacie gry niewymagającej technicznie, za to zapewniającej całe mnóstwo fajnych wrażeń, Vampire the Masquerade: Bloodlines polecam z całego, spragnionego świeżej krwi serca.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s