Genialne kreacje?

Od dość dawna słyszę, że polski rynek wydawniczy ma się coraz gorzej. Nasz rodzimy światek literacki ma jakoby ciążyć ku degrengoladzie i rozpadowi, a pojedyncze pozytywne zjawiska są rzekomo tylko odstępstwami potwierdzającymi smutną regułę. Wydawnictwa padają albo zamykają serie wydawnicze. Czasopisma zdychają lub zawieszają działalność. Te, które wciąż jakoś egzystują, muszą liczyć się z topniejącą rzeszą czytelników. W ogóle mało kto czyta, publikują wyłącznie starzy wyjadacze, a marzący o debiucie raz, że nie mają gdzie puścić swoich książek (no chyba, że stać ich na kosztowny strzał w kolano, jakim jest vanity press), a dwa, że tak naprawdę nie potrafią pisać.

Czyli, nazywając rzecz fachowo, kaszana.

Logo-GC-kolorMoje własne doświadczenia częściowo pokrywają się z tą ponurą wizją przedstawioną powyżej. Ale tylko częściowo. Wciąż nie brakuje bowiem ciekawych inicjatyw, a jedną z takich – jak mi się zdaje – jest wydawnictwo Genius Creations. W jego ofercie znajdują się książki niemal wyłącznie debiutantów, co w obecnej sytuacji jest podejściem nie tyle nawet odważnym, co iście brawurowym. Oczywiście wrodzona złośliwość, a także stara dobra zawiść – tradycyjna nie tylko dla środowiska literackiego, ale dla Polaków w ogóle – podpowiadały, że najlepiej byłoby te debiuty wykpić, autorów wyszydzić, a wydawnictwo jak najpełniej zdyskredytować. Do czego zabrałem się ochoczo.

Moja skromna przygoda z książkami sygnowanymi przez Genius Creations rozpoczęła się od Cudów i Dziwów Mistrza Haxerlina Jacka Wróbla. Moje zdanie na temat tego tytułu znajdziecie TUTAJ, ale na potrzeby niniejszego wpisu wystarczy chyba powiedzieć, że książka okazała się nad podziw zacna i nawet gdybym nie znał się osobiście z Jackiem i zwyczajnie po ludzku go nie lubił, nie mógłbym jej specjalnie zjechać. Jeśli w przypadku panów Haxerlina i Wróbla, a także wydawnictwa GC mam o coś żal, to o to, że wciąż muszę czekać na zapowiadaną już od jakiegoś czasu kontynuację.

Redlum-Katarzyna-RupiewiczNa drugi ogień poszła świeżynka ze stajni GC, a mianowicie Redlum Katarzyny Rupiewicz. Zacząłem czytać i już po kilku stronach zacierałem rączki z niegodziwej uciechy. Opisy skromne albo niemal nieobecne, struktura oklepana, setting aż się prosi, żeby pojechać z nim bardziej po bandzie. Generalnie do bólu klasyczne fantasy o chłopaczku, który odkrywa w sobie niezwykłe moce – jedyną niespodzianką jest to, że ów chłopaczek dorasta w otoczeniu najrozmaitszych potworów, a szkoli się nie na rycerza, maga czy genialnego złodzieja, ale na karczmarza. Już byłem pewien, że Redlum posłuży mi do napisania na tym blogu notki zwięzłej, ale cudownie prześmiewczej, zjawiskowo jadowitej, uroczo gnojącej tak sam utwór, jak i jego autorkę (trochę zgryz, bo ją również zdarzyło mi się poznać i sprawiała wrażenie bardzo sympatycznej, ale co tam). A potem nagle spostrzegłem, że jestem na stronie dwieście którejś, przewracam kolejne kartki Redlum jak opętany i doskonale się bawię. Pomogło na pewno to, że jest lato i taka lekka lektura, nie wymagająca absolutnego skupienia, znakomicie pasuje do słońca i plaży… Ale to nie wszystko. Dużo zmieniają dialogi, zaskakująco zgrabne i obfite w miłe uchu (oku?) one-linery. Do gustu przypadły mi również rozmaite przemyślenia głównego bohatera i w ogóle sposób prowadzenia pierwszoosobowej narracji: nie przegadanej, ale jednak w jakiś sposób barwnej, doskonale spójnej z charakterem postaci. Poza tym jest w tej książce trochę smaczków, które sprawiają, że czyta się ją z przyjemnością – ale nie będę zdradzał więcej, żeby nie psuć Wam frajdy z ewentualnej lektury.

pokoj-swiatowNa koniec sięgnąłem po pierwszą książkę, którą GC zdecydowało się wydać – po zbierający laury i świetne recenzje Pokój światów Pawła Majki. Ten miszmasz Wojny światów, Życzenia śmierci oraz wszelkiej maści bajek, baśni i legend wydaje się hybrydą tak dziwaczną, że nie mogło z tego wyjść nic innego niż stuprocentowy kicz. A jednak, stało się inaczej. Majka wziął te części składowe, wsadził do blendera i zmajstrował koktajl, który spokojnie mógłby stanąć w jednym szeregu z książkami wchodzącymi w skład znakomitej Uczty Wyobraźni wydawnictwa Mag. Autor stworzył kompletną, koherentną wizję świata, która powala rozmachem i oryginalnością, ale to bynajmniej nie wszystko, bywały już bowiem książki z fenomenalnym pomysłem na świat, ale zarżnięte badziewną fabułą oraz bohaterami tak plastikowymi, jakby nosili na dupsku wytłoczony napis MADE IN CHINA. W przypadku Pokoju światów nic takiego nam nie grozi. Pojawiające się w książce postaci tworzą barwny i fascynujący kolektyw, fabuła pełna jest niebanalnych rozwiązań i ciekawych zwrotów akcji, narracja prowadzona umiejętnie, z polotem. Mimo poziomu skomplikowania świata przedstawionego, informacje o nim dozowane są stopniowo, z rozmysłem, tak by nie nudzić i nie zabić dynamiki opowieści. Dialogi u Majki to fragmenty szczególnie ciekawe: błyskotliwe, nastrojowe, zabawne, okraszone adekwatną dla postaci – ale nie przesadzoną – stylizacją. Do tego dochodzi erudycja autora, który wypakował swój tekst po brzegi rozmaitymi obliczami folkloru. Wszystko to sprawia, że Pokój światów jest jedną z najlepszych i najbardziej pomysłowych książek, jakie przeczytałem w ciągu ostatnich miesięcy. Taką jeszcze małą wisienką na torcie, rzeczą która szczególnie mi się spodobała, jest fakt, że Majka nie traktuje czytelników jak debili, którym trzeba wszystko jasno i klarownie wyłożyć – pewne rzeczy pozostawia w sferze domysłów i niedopowiedzeń, pozwala nam wyciągać własne wnioski i samodzielnie domyślać się, kim są niektóre z mitycznych lub baśniowych postaci napotykane przez bohaterów w obłędnym, ale i fascynującym świecie Kresu. Brawo, autorze!

Na koniec dodam, że pod względem wydania – okładki, skład tekstu, korekta – utwory te nie wypadają ani trochę słabiej, niż pozycje sygnowane przez wydawnictwa ze znacznie większym dorobkiem. Nie mam wątpliwości, że moja przygoda z książkami Genius Creations na tym się nie skończy. I choć wciąż liczę na znalezienie jakiegoś tytułu, który pozwoli, żeby się troszkę nad nim poznęcać i powyzłośliwiać, podejrzewam, że trafię tam przede wszystkim na pozycje dobre, oferujące uczciwą rozrywkę.

A Wy? Czytaliście coś wydanego przez GC? Coś godnego polecenia albo wręcz odwrotnie? Może na temat którejś z wymienionych przeze mnie książek macie podobne odczucia… A może zupełnie odmienne? Jeśli tak, piszcie śmiało.

Pozdrawiam ciepło i wakacyjnie, do rychłego przeczytania!

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

29 odpowiedzi na „Genialne kreacje?

  1. Zbieram książki z GC, bo je bardzo cenię. Przynoszą pewien powiew świeżości w porównaniu do tego, co sugerują duże szyldy – treść wtórną. Wspomniane przez Ciebie już czytałam, niecierpliwie czekam na kontynuację „Pokoju światów”. Dodatkowo polecam przyjemne urban fantasy: „Spalić wiedźmę” M. Kubasiewicz i cykl o Herbercie Kruku autorstwa Marcina Jamiołkowskiego.

  2. Jacho pisze:

    No, nie jest tak pięknie, skoro autorka, której książka miała się ukazać DWA lata temu, pisze tak: http://mdunkel.blogspot.com/2016/08/juz-mi-sie-nie-chce-w-pisanie.html

    • Marcin Rusnak pisze:

      Nie chcę bronić wydawnictwa, bo nie wiem, jakie mają układy z autorami, nie wiem, jak wyglądają ich umowy, nie wiem, jak wygląda ich sytuacja finansowa, bo to ona w dużej mierze (jak podejrzewam) reguluje plan wydawniczy. Ale niestety z debiutami – i nie tylko – często tak jest na naszym rynku. Moja pierwsza książka przeleżała jakieś trzy lata od finalnej wersji do wydania, w międzyczasie przechodząc m.in. upadek jednego wydawnictwa i podpisywanie umowy z kolejnym. Trzeba się, moim zdaniem z tym pogodzić, zacisnąć zęby i robić swoje. Nawiasem mówiąc, o ile dobrze pamiętam, Feliks W. Kres czekał osiem (sic!) lat aż przeciągająca się publikacja jego pierwszej książki wreszcie doszła do skutku.

  3. Jacho pisze:

    Nie jest chyba tak pięknie, skoro autorka, której książka miała się ukazać DWA lata temu, pisze tak: http://mdunkel.blogspot.com/2016/08/juz-mi-sie-nie-chce-w-pisanie.html

    • Ile jeszcze razy ctrl-c ctrl-v zrobisz?

      • Marcin Rusnak pisze:

        Uspokajam, że Jacho nie zrobił tego specjalnie (jak sądzę) – ustawienia na wordpressie są takie (ze względu na spam), że komentarz musi być zatwierdzony przez administratora i dopiero wtedy się pojawia. Podejrzewam, że Jacho wklepał to samo kilka razy, bo o tym nie wiedział i myślał, że komentarz z jakiegoś względu się nie wyświetla.

      • Jacho pisze:

        Spam (potrojenie) wynika wyłącznie z faktu, że nie widać od razu wyświetlonego wpisu, więc uznałem, że system go nie przyjął. Dwa można wykasować.
        Natomiast nie zaprzeczysz, że warto dla kontrastu pokazać, że nie wszystko jest tak pięknie na linii wydawca-autor. I w swojej irytacji nie jesteś wiarygodny, wybacz, skoro z tym wydawnictwem współpracujesz. Ja jestem tylko czytelnikiem, dobrze życzę wydawnictwu, ale na kilka książek mających się ukazać już lata temu czekam coraz bardziej niecierpliwie. I dziwi mnie powszechny chór zachwytu i niezauważanie takich wpisów jak ten Marii.

      • Zgaduję, że tak samo „potroiło się” także na innych blogach, na przykład u Pollaka. Serio jesteś mężczyzną, anonimie? 😉

      • Jacho pisze:

        W złym miejscu odpowiedź, nie będę jej przeklejać. Tu tylko pytanie: o co ci chodzi z tym Pollakiem?

    • Fenrir pisze:

      Tak od siebie tylko dodam, że nikt w GC na złość autorowi nie robi przekładaniem premiery, i jeśli do tego dochodzi, to są ku temu powody. W przypadku tej konkretnej powieści – całkiem sporo.

      • Jacho pisze:

        Małgorzata Gwara:
        Bardzo źle zgadujesz, brakuje tylko oskarżenia, że jestem autorem, którego książkę Genius Creations odrzucił. Nie, nie mam prawa być zawiedzionym czytelnikiem, który latami już czeka na książki Dunkel, Pągowskiego czy Gwiazdowskiego, to by było zbyt proste.

  4. Pingback: Dobra krytyka nie boli | Wydawnictwo Genius Creations

  5. @Jacho
    A. Nie dwa lata temu.
    B. Autorka została poinformowana, że praca redaktora/redakcja została odrzucona i będzie konieczna druga redakcja i praca z innym. Wydawca jest zły, bo nie chce dopuścić do wydania niegotowego tekstu?
    C. Wydawało mi się, że celem wydawnictwa jest wydawanie książek dobrych, a nie szybko – jeśli jest inaczej to Novae Res jest jednym z lepszych wydawnictw.
    D. Jeśli autorka sama pisze, że ma dość pisania i nie lubi poprawiać swojego tekstu (co było widać w pierwszej redakcji), to znaczy, że mamy wydać tekst takim jaki jest? Autorka wprost pisze, że chce relacji biznesowej – taka właśnie jest. Tekst nie jest gotowy do wydania i do czasu dokonania drugiej redakcji nie będziemy go wydawali.
    E. Autorka jeśli ma takie przemyślenia, to może jako dorosłą i dojrzała osoba skontaktowałaby się ze mną. Zadzwoniła, napisał e-mail, list… a nie bloga?

  6. Jacho pisze:

    Tak, i autorka sama wysyła zapowiedzi do Empiku i wszędzie indziej, a nie wydawca mający gotową książkę w ręku.
    I pewnie pozostali wymienieni przeze mnie autorzy też nie lubią redakcji, albo nagle zażądali większych pieniędzy, albo huragan się zerwał… I to oni są winni, że miał pan w zapowiedziach w pierwszym roku chyba dwadzieścia tytułów, z których nie wydał nawet połowy. Jacy ci autorzy wredni… jak rzucają wydawnictwu kłody pod nogi 🙂
    Doprawdy, każe mi pan wierzyć w te bzdury? Książkę zapowiada Pan od początku istnienia wydawnictwa – to ile pan potrzebuje na zrobienie redakcji? Albo wycofanie książki z oferty?

    • Fenrir pisze:

      @Jacho, mimo wszystko to niepokojące, że wiesz lepiej, jakie czynniki wpłynęły na znaczące przetasowania w planie wydawniczym, niż osoby, które bezpośrednio przy nim pracowały. A jako taka osoba (do niedawna) powiem tylko, że rozpaczliwie próbujesz stworzyć teorię spiskową, która nie ma pokrycia w rzeczywistości.

    • @Jacho

      Wypada coś wiedzieć, aby się wypowiadać. Więc, kochany „stroskany czytelniku” pozwól, że odpowiem.

      A. Nie autorka sama nie wysłała. Wydawca wysłał i wydawca 28 maja zmienił datę wydania widząc jaką ocenę zwrotną otrzymał od recenzentów tekst po redakcji. Mamy wydać książkę dobrą, czy po porostu wydać książkę dla „ego” autora? Nie rozumiem dlaczego czas ma większą wartość od jakości. Dla mnie nie ma.

      B. A niewydani wedle zapowiedzi autorzy, w których interesie (ewidentnie źle pojmowanym występujesz) mają jakieś pretensje? Nic mi o tym nie wiadomo, chyba że nie mają odwagi powiedzieć o tym wprost. Większość z nich rozumie, że debiutuje się raz i pracują nad swoimi tekstami – tyle ile trzeba. W jakim stopniu Ciebie (chyba nasz największy fanie) dotyka ile tytułów ma opóźnienia? Jeśli tak palisz się do lektury niegotowych powieści – zapraszam, podaj nam swoje dane, podpiszemy umowę NDA i udostępnię Ci wszystkie te tytuły do lektury w wersji surowej. Zgaduję, jednak, ze tutaj Twoja odwaga się kończy i nie zechcesz podpisać takiej umowy i ujawnić swoich danych. Wstydzisz się swojego imienia i nazwiska?

      C. Czy ja gdzieś pisałem, że autorzy GC mi utrudniają lub są wredni? Nie większość ciężko pracuje, aby książki, które wspólnie wydajemy. Zupełnie inną postawę prezentuje np. https://www.facebook.com/anna.hrycyszyn

      D. Marcin Pągowski nie przesłał jeszcze tekstu (pewnie też nasza wina). Wiesław Gwiazdowski – po pierwszej redakcji, czeka na drugą. Zapewne powinienem czuć się też winny, że przez 18 lat przed powstaniem GC książka Wiesława nie została wydana.

      E. Kwestia kluczowa – autor podpisał z nami umowę, jeśli ją łamiemy może ja wypowiedzieć lub skorzystać z prawem przewidzianych środków. Skoro tego nie robi, znaczy, że umowa nie została naruszona. A jeśli nie została umowa „pogwałcona” to w czym konkretnie problem?

      F. Jak napisałeś „Ja jestem tylko czytelnikiem, dobrze życzę wydawnictwu, ale na kilka książek mających się ukazać już lata temu czekam coraz bardziej niecierpliwie. I dziwi mnie powszechny chór zachwytu i niezauważanie takich wpisów jak ten Marii.” to w kontekście pozostałych wypowiedzi mam Ci wierzyć? Twoja postawa jest postawą życzliwą?

      G. Nie odpowiedziałeś na pytania. Ja się staram. Więc może już oszczędź nam „życzliwości” 🙂

      • Jacho pisze:

        Ja się nie wstydzę swojego nazwiska. Jasiek Nowak ze Śląska. Od dwudziestu lat czytam polską fantastykę, stawiając ją nad zachodnią.
        Pan w bardzo brzydki, agresywny sposób tłumaczy wszystkie opóźnienia winą autorów, redakcji, etc. Tylko im więcej pan tłumaczy, tym bardziej niewiarygodnie to wygląda, a argumenty stają się demagogiczne. Bo ja nigdzie nie napisałem na przykład, że książka musi być szybko, za to źle, jedynie trzymam pana za słowo oficjalne, traktując je serio, a w przypadku opóźnień oczekując chociaż informacji, a nie dowiadując się z bloga autorki, że żadnej premiery nie będzie (już zamówiłem w Empiku, co tylko potęguje moją irytację).
        To pan, wydawca, tak zapowiadał premiery pod koniec 2014 roku: http://katedra.nast.pl/nowosci/21386/Genius-Creations-na-najblizsze-miesi%C4%85ce/ A to już jest wersja poprawiona. Tam jest, jak mi się wydaje, tyle książek, ile w ogóle pan opublikował przez wszystkie lata, w tym kilka wciąż niewydanych. I chce pan powiedzieć, że Gwiazdowski miał pierwszą redakcję w okolicach przełomu 2014/2015, skoro miał być wydany na początku roku 2015, a teraz czeka sobie spokojnie półtora roku na drugą redakcję? Przecież gołym okiem widać, że pana wyjaśnienia są dziwne, i raczej jest to próba ukrycia wąskiego gardła, wzięcia zbyt wielu książek naraz.
        I na koniec – szkoda, że nie rozumie pan, że bez cudzysłowu można być właśnie fanem takich wydawnictw jak Genius Creations, Powergraph czy wcześniej Runa, kupować polskich fantastów z Wydawnictwa Dolnośląskiego, a równocześnie nie być ślepym na problemy. I woleć, kiedy wydawca bierze problem na klatę zamiast udawać, że deszcz pada. Polecam przyjrzeć się PR-owi wydawnictwa Powergraph. Umieją z klasą przyznawać się do błędów, opóźnień, zamiast skrzykiwać pracowników do udowodnienia dyskutantowi, że jest idiotą, udaje kogoś innego, ewentualnie ma zamiar szkodzić wydawnictwu, bo tak lubi.
        Mimo wszystko (stylu pana wypowiedzi, na przykład, pełnego brzydkich insynuacji), powodzenia. Bo jak już pan wydaje, to raczej dobre książki 🙂

  7. @Janie Nowaku

    Ponawiam pytanie, czy skoro tak bardzo pragnie Pan przeczytać te książki, czy chce Pan dołączyć do grona recenzentów wewnętrznych. Człowiek o Pana wiedzy i zdolnościach analitycznych przyda się nam. Wystarczy przesłać dane do umowy na nasz adres, a już w przyszłym tygodniu będzie mógł się Pan cieszyć lekturą wymienionych pozycji.

    Nie mam zamiaru wchodzić w dyskurs z kimś, kto nie odpowiada na pytania i nie popiera swoich twierdzeń faktami np. wśród wypowiadających w temacie nie ma ani jednego mojego pracownika. To życzliwi czytelnicy, którzy najwyraźniej zdziwieni są inną formą „życzliwości”.

    @Marcin Rusnak
    Więcej się nie będę się wypowiadać w tym temacie. Serdecznie dziękuję za ten tekst. W chwilach zwątpienia fajnie czuć się docenionym.

  8. Jacho pisze:

    I to jest właśnie to, co pan robi, a co z przykrością muszę skomentować, chociaż chwilę wcześniej szczerze życzyłem panu powodzenia.
    Nie komentują pana pracownicy? Ach, ta prawnicza precyzja… Fakt, od kilku dni pan Fenrir Wiktorowski nie jest już pana pracownikiem czy współpracownikiem. Ale przez ostatnie półtora roku czy dwa lata był, a może się mylę?
    Może ja powinienem napisać, że „pracownicy do lipca tego roku”, aby zadowolić pańskie umiłowanie precyzji, ale to pan w tej chwili wciska mi dziecko w brzuch, jak mawiamy na Śląsku. Wiktorowski nie jest bezstronną osoba, pan to świetnie wie.
    Z mojej strony to też ostatni wpis. Książek nie przestanę kupować, ale pan jako właściciel wydawnictwa bardzo stracił w moich oczach. A Marcina Rusnaka przepraszam za tę dyskusję na jego blogu, oczekiwałem ustosunkowania się wydawnictwa, ale nie prób zdyskredytowania mnie w taki sposób. Jeśli wola, panie Marcinie, może pan wyciąć tę dyskusję. Polska fantastyka na tym nie straci.

    • Fenrir pisze:

      Zacznijmy od tego, że WIKTORSKI, i wypadałoby dwukrotnie nie przekręcać nazwiska w jednym poście.

      A sam argument o mojej rzekomej stronniczości jest po prostu impertynencki i wyklucza dalszą dyskusję. W ponadrocznej współpracy przy współtworzeniu GC nigdy nie było sytuacji, by zostało mi nawet zasugerowane, że mam stawać po stronie wydawnictwa. Ale to oczywiście drogi @Jacho wie już lepiej, niż ja sam.

      Marcinie Rusnaku, z mojej strony także koniec dyskusji – nie widzę dalszego sensu udowadniania, że nie ma tu wielbłądów.

    • Marcin Rusnak pisze:

      Nie mam w zwyczaju niczego wycinać, niech sobie zostanie 🙂 Rozumiem obie strony i pozwolę sobie zachować neutralność, bo i celem mojego wpisu nie było chwalenie wydawnictwa GC, jako remedium na kondycję polskiej literatury (jakakolwiek by ona nie była), tylko stwierdzenie, że taką a taką ich książkę mogę z czystym sercem polecić.

  9. Jacho pisze:

    PS. Bartosza Czarneckiego też ma pan w stopce wydawnictwa. Na wypadek, gdyby pan zapomniał, mała przypominajka: http://geniuscreations.pl/kim-jestesmy/
    To tyle w temacie, kto kłamie i manipuluje.

    • Absolutnie nie jestem pracownikiem wydawnictwa. To że tam jestem wynika z faktu, ze pomagałem wydawnictwu zaistnieć. Jako fan fantastyki (od 30 lat) mający pewne rozeznanie i kontakty z niektórymi autorami doradzałem i doradzam wydawcy. Czytam czasami propozycje. Zrobiłem dwie redakcje (ukazała się jedna), przede mną kolejne.
      Pracuję w zupełnie innym miejscu. W wydawnictwie jestem… wolontariuszem. Tak chyba można to nazwać, skoro nie mam umowy o pracę i nie pobieram za to żadnego wynagrodzenia?
      I teraz Jacho dodaj dwa do dwóch i niech ci wyjdzie cztery. GC jest wydawnictwem które powstało i istnieje dzięki pasji i miłości do fantastyki. Jest spełnieniem marzeń. Zarówno moich, Marcina jak i pewnie też autorów tracących czasami nadzieję na debiut.
      Naprawdę tak trudno uwierzyć, ze nie wszystko co „złe” leży po stronie wydawnictwa?
      Naprawdę tak trudno wybaczyć, Tobie, wieloletniemu fanowi polskiej fantastyki, potknięcia młodego wydawnictwa? (za takowe uważam zbyt obfite w pewnym momencie zapowiedzi).
      To co tu zaprezentowałeś nie pozwala mi wierzyć w czyste intencje i kibicowanie. To kolejny wpis podcinający skrzydła, po którym mam ochotę zakląć „a po ch… to wszystko”?
      Ale potem patrzę na półkę, widzę debiut Majki, widzę książki Jamiołkowskiego, Cuprjaka, Laisena oraz pozostałe. I wszystkie 16 warto było wydać. To jest moja zapłata: 36 cm półki z książkami. I dwa lata najlepszej przygody, jaką fan fantastyki może sobie wyobrazić. A nie wytykanie przez monitor faktycznych i urojonych wpadek komuś, komu chce się coś robić.

      • Jacho pisze:

        Takiej odpowiedzi spodziewałem się po panu Dobkowskim, tylko klasy mu zabrakło.
        Mam szczere intencje, tylko mnie boli polityka informacyjna GC, a raczej jej tragiczny brak. Nie mam 36 centymetrów półki, ale 2 książek GC. I plan kupna następnych. I w moim poczuciu daje mi to prawo do krytyki. Której pan Dobkowski znieść nie umie, więc zamiast napisać to co Ty, albo doszukuje się spisków w moich wpisach (niby gdzie)?, albo „:sprytnie” mnie próbuje zaszachować, proponując współpracę albo czytanie surowych tekstów. Ja nie jestem recenzentem, nie chcę surowego tekstu, jestem laikiem. Chcę książkę, nomen omen 13 z kolei.
        Poczekam.

  10. Nie dodajesz 🙂
    Boli cię polityka informacyjna. Może mnie też boli, ale ten ból przykrywa radość z wydanych książek. Czy naprawdę to JAK działa wydawnictwo ważniejsze jest od tego CO ROBI?
    Zdolności interpersonalne redaktora naczelnego są ważniejsze od wydanych tytułów?
    To, że istniejemy dwa lata i mamy 16 książek na koncie, audiobooki, i jeszcze pewne plany rozwoju pomimo ciągłego wieszczenia upadku, nie jest już wartością godną choćby dobrego słowa, a przynajmniej powstrzymania się od krytyki opartej na jednej, jednostronnej relacji?
    Rozpoczynając przygodę z GC nie spodziewałem się tak nieprzyjaznej atmosfery: literki za małe, okładka do dupy, nie ma w ępiku, nie ma w matrasie, książka za cienka, okładka za sztywna, nie macie sekretarki…
    Naprawdę niewiele jest osób, które potrafiły pracę wydawnictwa w jakiś sposób docenić.
    Nie wiem czy Marcin próbuje cię „zaszachować”. Ja bym raczej powiedział, że daje ci szansę zobaczenia jak to jest. Mało kto zdaje sobie sprawę jak to jest trudne. Pracuje się na wrażliwej materii: redaktor musi powiedzieć rodzicowi-autorowi, że jego dziecko ma jakieś niedostatki. Nie każdy znosi to dobrze. Są ludzie, którzy nie dadzą się przekonać. I coraz częściej myślę słysząc o takich przypadkach: Novae res czeka! To jest moje prywatne zdanie oczywiście, nie stanowisko wydawnictwa.
    Redaktorzy też nie stoją pod pośredniakiem i nie czekają na zlecenia. Choć na niektórych grupach dyskusyjnych mogłoby się tak wydawać. No ale wtedy może się zdarzyć, że taka redakcja wymaga… powtórnej redakcji.
    Tu jak mantrę można powtarzać pytanie: lepiej wydać książkę, o której wiemy że ma jeszcze jakieś niedostatki, ale w zapowiedzianym terminie, czy lepiej wydać książkę przygotowaną z pełną starannością na jaką nas stać, ale później?
    Można też w kółko przypominać, że wydanie książki to zaangażowanie grupy ludzi: beta-czytaczy, redaktora i autora, grafika, korektora, czytaczy poredakcyjnych, składu, drukarni, dystrybucji.
    Ja nie zdawałem sobie dwa lata temu sprawy z tego jak trudno jest dopilnować i wymóc terminowość od tylu osób na raz. Osób, które nie są pracownikami na których można wymóc tempo pracy. Poza tym – to jest jednak działalność artystyczna, nie produkcja śrubek. Co zrobisz, gdy się redaktor z autorem nie dogadują? Zmieniasz redaktora. A czas nie stoi. Co zrobisz, gdy autor nie akceptuje okładki? Powstają kolejne wersje. A czas popierdziela. Co zrobisz, gdy korektor się rozchoruje? …
    Czytając różne komentarze mam wrażenie, że ludziom wydaje się, że wydawnictwo to maszyna. A to zbiór ludzi. Indywidualistów. Artystów. Ludzi.
    Ale najprościej jest wymagać nie poświęcając choćby chwili refleksji.
    Nie jestem tego na 100% pewny, ale mam silne przekonanie, że dla żadnej z osób zaangażowanych w działalność GC nie jest to jedyna, ani nawet podstawowa działalność. Robimy to bo chcemy. Wychodzi tak jak widać, nie mamy się czego wstydzić według mnie. Jeżeli ktoś oczekuje szklanego biurowca, sekretarki i srebrnego bentleya wożącego Pana Wydawcę, to przykro mi, ale musi poszukać gdzieś indziej. Albo wrócić później, czego i Marcinowi i sobie życzę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s