Odkrycia stycznia

Miałem szczerą nadzieję, że będę mógł się Wam już pochwalić kolejnym opublikowanym opowiadaniem, ale okoliczności na to niestety nie pozwalają. W efekcie musimy wszyscy zadowolić się kilkoma polecankami. Miłej lektury!

monalisaturboWilliam Gibson, Mona Liza Turbo

Trzecia część słynnej cyberpunkowej Trylogii Ciągu stanowi bardzo udane spięcie i dokończenie wątków z dwóch wcześniejszych części (Neuromancera i Grafa Zero). Podobać się może nastrojowość powieści, styl (oszczędna, precyzyjna narracja), naturalnie brzmiące i nie pozbawione cierpkiego humoru dialogi, a także szereg intrygujących postaci, które mimo skromnych rozmiarów utworu (pi razy oko 300 stron) udało się autorowi przedstawić jako twory złożone i wielowarstwowe. Fabuła rozkręca się powoli (podobnie jak w przypadku Grafa Zero pozornie osobne wątki dopiero pod koniec łączą się ze sobą i splatają w przemyślaną, fascynującą konstrukcję). Nie mam pojęcia, czy to ja dorosłem i zmądrzałem od czasu pierwszego zetknięcia z Neuromancerem te dziesięć lat temu, czy po prostu Graf Zero i Mona Liza Turbo napisane są już ciut inaczej – klarowniej? – w każdym razie, choć zupełnie się tego nie spodziewałem, obie te książki podobały mi się chyba bardziej niż klasyczny i chwalony na wszystkich frontach Neuromancer. Gibson natomiast całą trylogią zasłużył u mnie na ogromny kredyt zaufania – zaraz kupiłem kilka innych tytułów jego autorstwa; zobaczymy, na ile sprostają oczekiwaniom.

44-piskorskiKrzysztof Piskorski, Czterdzieści i cztery

Dobry steampunk jest zjawiskiem chyba jeszcze rzadszym niż uczciwy polityk. Tym bardziej trzeba się cieszyć, gdy takowy wychodzi spod pióra polskiego autora – a tak jest w tym przypadku. Czterdzieści i cztery stanowi niejako kontynuację Zadry (to samo uniwersum, parę tych samych wątków i postaci w tle), jednak różnic jest niemało. Zadra była raczej steampunkiem ze sporą domieszką prozy militarnej, zdarzały się w niej jeszcze dłużyzny czy podobne niedoróbki. Tymczasem Czterdzieści i cztery to widowiskowa przygotówka, w dodatku ze znacznie silniej zaznaczonymi elementami rodem z literatury fantasy. Na plus wypadają ciekawe postacie (przede wszystkim główna bohaterka, barwniejsza i bardziej charakterna niż ciut nijacy Dalmont i Tyc z Zadry), ogólny pomysł, sposób prowadzenia akcji. Na pochwałę zasługuje przemyślany, ciekawy świat oraz – pod względem warsztatowym – ten sam styl, który pojawił się już w świetnym Cieniorycie: obfitujący w plastyczne opisy, trafne porównania, zgrabne określenia, a przy tym nieprzegadany, pozostający w służbie fabuły, a nie na odwrót. Wisienką na torcie są znane wiersze i poematy przefastrygowane tak, aby pasowały do świata powieści. Wszystko to sprawia, że Czterdzieści i cztery to bardzo udana, wartościowa propozycja – a dla miłośników steampunka absolutny must read – i kolejne potwierdzenie zasłużonej już pozycji Krzyśka Piskorskiego jako jednego z czołowych polskich fantastów.

wastelandsWastelands – antologia opowiadań postapokaliptycznych

Antologia Wastelands na razie nie ukazała się w języku polskim. Mam szczerą nadzieję, że wydawcy prędzej czy później jednak nadrobią ten błąd, wszak postapo cieszy się obecnie ogromną popularnością. A ten zbiorek to prawdziwy samograj już nawet na poziomie nazwisk: Stephen King, G.R.R. Martin, Gene Wolfe, Paolo Bacigalupi, Orson Scott Card, Cory Doctorow… wymieniać można by długo. Ważniejsze od nazwisk są jednak teksty – a te prezentują się wyśmienicie. Znajdziemy tu zarówno klasyki z lat 70-tych i 80-tych, jak i nowinki popełnione specjalnie z myślą o tym wydawnictwie, a każde z nich podejmuje temat końca świata – albo raczej tego, co po nim – w niepowtarzalny, barwny i świetnie napisany sposób. Znajdzie tu coś dla siebie zarówno miłośnik socjologii, melancholijnej obyczajówki czy przygody spod znaku wybuchów i strzelanin; momentami będzie wesoło i rozrywkowo, kiedy indziej nastrojowo czy wręcz przygnębiająco. Podsumowując – Wastelands to uczta krótkiej formy, którą z czystym sercem polecam wszystkim sprawnie czytającym prozę po angielsku. Sam zaś już zacieram rączki i przymierzam się do ściągnięcia Wastelands 2.

case-lang-veirscase/lang/veirs, case/lang/veirs

Starzeję się. Wspominam o tym, nie po to, żeby się publicznie nad sobą użalać, ale żeby zaznaczyć pewien prosty fakt: kiedyś każda nowa płyta była czymś ekscytującym i godnym skrajnej uwagi. Teraz mam często wrażenie, że już wszystko słyszałem i nawet nowe krążki moich ulubieńców mają pod górkę, rzadko kiedy wchodzą łatwo i bezboleśnie – o płytach artystów wcześniej mi nieznanych już w ogóle nie wspominając. Czasem jednak zdarza się, że natrafiam na jakąś nową perełkę i tonę – zauroczenie jest wtedy totalne. Tak było jakiś czas temu w przypadku funkowo-soulowego składu Sister Sparrow and the Dirty Birds. Tak też stało się właśnie w przypadku debiutanckiej płyty supergrupy case/lang/veirs. Te trzy folk rockowe artystki połączyły swoje siły, żeby nagrać album bardzo nastrojowy, a przy tym różnorodny, wysmakowany, przemyślany, ślicznie zaaranżowany. Na czternaście utworów tylko jeden ma ponad cztery minuty, można się więc od razu domyślić, że piosenki będą proste, a nacisk położony na ciekawe melodie – i tak właśnie jest. Całość brzmi świeżo, naturalnie, po prostu pięknie. Poniżej, na próbkę, utwór, który mnie kupił już pierwszymi nutami.

jeffbeck_loudhailer-coverJeff Beck, Loud Hailer

Mnóstwo jest gwiazd rocka, które od lat odcinają kupony, żyją na oparach niegdysiejszej sławy. Znacie ten model: przez dwie trzecie koncertu łoją klasyki z lat 70-tych lub 80-tych, bo nawet jeśli wydają nowe płyty, nie bardzo da się ich słuchać. Całe szczęście, Jeff Beck nie należy do tego grona. Ten gitarowy geniusz regularnie serwuje płyty, które może niekoniecznie podejdą każdemu, ale z całą pewnością nie stanowią żadnego powodu do wstydu. Najlepiej o jego pozycji, pomysłach i umiejętnościach świadczą zresztą panie, które na przestrzeni lat wspierały go wokalnie: Imogen Heap, Joss Stone, Beth Hart – czyli bezapelacyjnie najwyższa światowa klasa. Na swoim najnowszym krążku Beck postawił jednak na współpracę z mało jeszcze znanym zespołem Bones złożonym z charyzmatycznej wokalistki Rosie Bones, gitarzystki Carmen Vanderberg oraz producenta Filippo Cimattiego. Efektem jest bodajże jego najlepszy album od czasu You Had It Coming z 2001 roku. Loud Hailer to z jednej strony klasyczna płyta Jeffa Becka: pełna rewelacyjnych solówek, pięknie brzmiących gitar, a chwilami (jak chociażby w znakomitym „Pull It”) niemal industrialnego ciężaru i dźwięków ocierających się o fałsz. Z drugiej jednak, znacznie więcej niż na wcześniejszych płytach jest tu partii wokalnych, przez co całość brzmi bardziej jak autentyczny zespół, Beck zaś nie wychodzi aż tak bardzo na pierwszy plan, ale regularnie usuwa się w cień, żeby zrobić miejsce Rosie Bones. Jej niesamowicie zrytmizowany sposób śpiewania, chrapliwy głos, wyrazisty akcent fantastycznie współgrają z gitarami Becka i Vanderberg. W rezultacie poszczególne piosenki błyskawicznie wpadają w ucho, a płyty słucha się z gigantyczną przyjemnością, na co wpływ ma też na pewno duże zróżnicowanie utworów: od czadowych, rockowych kompozycji jak „Live in the Dark” czy „Right Now”, przez bluesowate „Revolution Will Be Televised” i „Thug’s Club”, funkowe „O.I.L.”, kończąc na pięknych, balladach w rodzaju „Scared for the Children” i „Shrine”. Loud Hailer to moim zdaniem jedna z najlepszych płyt 2016 roku i kolejny wyśmienity album w dorobku siedemdziesięciodwuletniego gitarzysty. Mam szczerą nadzieję, że nie ostatni.

Na dzisiaj to wszystko. Nie bójcie się napisać, jeśli czytaliście/słuchaliście którejś z powyższych pozycji i macie podobne albo zupełnie inne odczucia 🙂

Trzymajcie się, do rychłego przeczytania!

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Muzyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s