Odkrycia marca

Philip Pullman, Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus – Trzeba być pisarzem wielkim, pomysłowym i niesłychanie uzdolnionym, żeby wziąć na warsztat najważniejszą (a przynajmniej najbardziej znaną) opowieść zachodniego świata i wyjść z tego starcia z tarczą. Pullman, który zachwycił mnie swoimi Mrocznymi Materiami, wydawał się człowiekiem, który przy odrobinie szczęścia może podobnie ambitnemu zadaniu podołać – warsztatu nie sposób mu przecież odmówić, podobnie jak znakomitego teologicznego zaplecza i zrozumienia ludzkiej natury. Czy podołał? I tak, i nie. Zacznijmy jednak od początku: opowieść Pullmana zasadza się na pomyśle, że Maryja rodzi nie jednego syna, ale bliźniaków: silnego, aroganckiego Jezusa oraz słabszego, dobrotliwego, skłonnego do kompromisów Chrystusa. Autor prowadzi nas po kolei przez różne wydarzenia i epizody znane z ewangelii, ale zmienia je i opowiada na swój sposób, dostosowując do swojej wizji: ukazuje Jezusa jako surowego, trudnego do zrozumienia, ale w pełni oddanego Bogu proroka, Chrystusa zaś jako jego kronikarza, człowieka racjonalnego, naiwnego, podatnego na cudze wpływy. Historia tych dwóch braci, których w pewien sposób łączy miłość do Boga, ale dzieli niemalże wszystko inne, to znakomity punkt wyjścia do rozmaitych rozważań – nad religijnością i pobożnością, nad sensem istnienia Kościoła jako instytucji, nad istotą prawdy. Książka Pullmana ma wiele zalet: ciekawie przeobrażone fragmenty ewangelii; język nad podziw wdzięcznie mieszający biblijną stylizację i wtręty właściwie współczesne; oszczędną, ale mimo wszystko ładną narrację. Pokazuje też bardzo udatnie, jak łatwo można naginać prawdę, by realizować własne cele. A jednak po przeczytaniu całości pozostaje jakiś niedosyt… Może wynika on z tego, że Pullman nie jest w stu procentach konsekwentny – oferuje racjonalne tłumaczenie dla części opisywanych cudów, ale nie dla wszystkich. Może winna jest w pewnym momencie nazbyt natarczywa, nachalna, oczywista ideologia, którą autor próbuje w tej książce forsować. A może po prostu oryginalna historia Jezusa jest opowieścią tak ważną i wyrazistą, że nawet najlepsza wariacja na jej temat musi pozostać zaledwie jej ułomnym, niedoskonałym cieniem? Tak naprawdę nie wiem. Nie zmienia to jednak faktu, że moim zdaniem po powieść Pullmana sięgnąć warto, bo to utwór mądry i ładnie napisany.

John Green, Szukając Alaski – Przed kilku laty sięgnąłem po bestseller Johna Greena Gwiazd naszych wina – jako nauczyciel w gimnazjum chciałem się przekonać, o co tyle szumu. Zacząłem czytać, nastawiając się na ckliwą opowiastkę dla tępych nastolatków… i potem musiałem zbierać szczękę z podłogi. Green zaskoczył mnie nie tylko bardzo zgrabną narracją, precyzyjnym językiem i elegancką strukturą swojej powieści, ale przede wszystkim jej głęboką treścią i niezwykłą umiejętnością łączenia równie przykrej tematyki z rozbrajającym humorem. Jego debiut, Szukając Alaski, prezentuje się niewiele gorzej. Fakt, niektóre żarty wydają się mniej subtelne, bardziej rubaszne, niektóre rozwiązania fabularne nieco bardziej toporne… ale kompletnie nie zmienia to faktu, że Szukając Alaski to książka bardzo dobra. Świetnie poskładana (tutaj naprawdę chyba każda scena ma jakieś znaczenie, stanowi kolejny klocuszek w układance), pełna humoru, a przy tym podejmująca bardzo poważne tematy w sposób inteligentny, przemyślany, niebanalny. Mamy w niej barwne postaci, które można z miejsca pokochać (albo znienawidzić – podejrzewam, że niektórzy mogą tak na nie reagować), mamy też kilka absolutnie rewelacyjnych scen (jak chociażby intymne chwile Milesa i Lary), mamy szereg zaskakująco głębokich obserwacji i przemyśleń. A Green robi z nami, czytelnikami, dokładnie to samo, co w Gwiazdach… – gra na naszych emocjach z lekkością i zmysłem wirtuoza, prowadząc nas za rękę od śmiechu do łez i z powrotem. Przy okazji, zwracam się do wszystkich osób, które na przestrzeni ostatniego tygodnia widziały mnie na ulicach Wrocławia albo w tramwajach i autobusach, szczerzącego zęby jak głupi do sera, chichoczącego pod nosem albo z trudem powstrzymującego wzruszenie – spokojnie, jeszcze nie zbzikowałem do reszty, po prostu słuchałem audiobookowej wersji Szukając Alaski. Tyle. Aha, jeśli macie taką możliwość i znajomość angielskiego Wam na to pozwala, zachęcam do wysłuchania tej książki po angielsku właśnie, czytanej przez samego autora. Green odwala tak znakomitą robotę imitując głosy kolejnych postaci i różne akcenty, że aż trudno uwierzyć, że nie jest zawodowym aktorem.

G.R.R. Martin, Taniec ze smokami – Sam do końca nie wiem, co napisać na temat tej książki. Jest dobra. Martin ma tak opanowany warsztat i takie wyczucie opowieści, że nawet ciągnące się w nieskończoność i prowadzące donikąd fragmenty czyta się względnie bezboleśnie… tyle że cała ta książka wydaje się takim fragmentem. Przeczytałem 1100 stron i mam wrażenie, że wszystko, co tam się wydarzyło można by z powodzeniem streścić na stronie albo dwóch. Akcja sunie do przodu leniwie i bez pośpiechu, bohaterowie dużo gadają i dużo myślą, ale mało działają. Do tego te momenty, które mogłyby wzbudzać szybsze bicie serca zostały potraktowane po macoszemu, zepchnięte na plan dalszy albo w ogóle sprowadzone do roli wzmianki w czyjejś tam relacji, liście czy czym jeszcze innym. Nie podobała mi się też struktura tej książki: przez znakomitą jej część mamy do czynienia ze zdarzeniami rozgrywającymi się równolegle do tych z poprzedniego tomu, ale w pewnym ulotnym momencie autor dociera w chronologii do takiego momentu, że zaczyna z większą dowolnością przeskakiwać między postaciami i lokacjami. Efekt jest dość dziwny – pozostaje wrażenie, że Martinowi z wątków równoległych względem Uczty dla wron wyszła za krótka książka i że musiał coś dołożyć… i potem nie bardzo wiedział, kiedy skończyć. Brakuje jakiegoś wieńczącego ten tom tąpnięcia – czegoś, co zostawiłoby czytelników naprawdę wstrząśniętymi i spragnionymi sięgnięcia po następny tom. Chociaż może, biorąc pod uwagę tempo pisania Martina, to jednak przemyślana decyzja :). Podsumowując, Taniec ze smokami to, jak podejrzewam, takie troszkę zło konieczne, chwila wyciszenia i uspokojenia przed jazdą po bandzie w dwóch ostatnich tomach. I to pierwszy tom w sadze Pieśni Lodu i Ognia, który w moim odczuciu wypada słabiej niż jego serialowa adaptacja.

Jonah Hex – Widząc na IMDB ocenę poniżej pięciu punktów na dziesięć możliwych, trochę spodziewałem się otrzymać westernowego Ghost Ridera albo podobny koszmarek, który wyłączę po dziesięciu minutach. Na szczęście tak się nie stało. Oparta na komiksach historia obdarzonego niezwykłymi mocami łowcy nagród nie trafi może do kanonu kinematografii, ale moim zdaniem to kawałek bardzo przyzwoitego, stricte rozrywkowego kina. Jest całkiem znośna fabuła, są fajne kreacje aktorskie (z zasady nie przepadam za Malkovichem, ale Brolin i Fassbender spisują się zacnie), jest widowiskowo, jest zjawiskowo ładna Megan Fox, są nienajgorsze efekty specjalne. Scenografia pozwala wczuć się w klimat Stanów z okresu Wojny Secesyjnej, a ujęcia, montaż i pewna ekstrawagancja w kwestii rekwizytów i charakteryzacji podkreślają komiksowość materiału wyjściowego. Może po prostu mam filmowy gust godny jętki albo delfina z porażeniem mózgowym, ale muszę przyznać, że podczas oglądania tego filmu bawiłem się dobrze i w żadnym razie nie uznałbym tego czasu za stracony.

PS. W omówieniu powyższych książek podawałem ich polskie tytuły, by ewentualnie ułatwić czytelnikowi dotarcie do nich. Sam jednak czytałem je (albo ich słuchałem) po angielsku, więc warto wziąć pod uwagę, że wszystkie moje komentarze dotyczące stylu i języka odnoszą się wyłącznie do wersji oryginalnej.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s