Odkrycia kwietnia

Christopher Priest, Odwrócony świat – Do tej pory książki wydawane przez Maga w seriach Uczta Wyobraźni i Artefakty darzyłem olbrzymią estymą i żyłem w przekonaniu, że czegokolwiek nie chwycę, trafię na rzecz cenną. Nie zawsze łatwą w odbiorze – przykładowo Welin Duncana męczyłem i męczyłem, ale było to męczenie bardzo satysfakcjonujące – ale obiektywnie wartościową. A tu niestety spotkało mnie rozczarowanie. Zaczyna się, przyznaję, bardzo obiecująco: oto dostajemy miasto poruszające się po nieustannie przestawianych torach i uciekające przed nieokreśloną zagładą, do tego zmagające się z licznymi problemami. Rewelacyjny koncept, a kolejne informacje uzyskujemy powoli, w miarę jak zdobywa je przechodzący szkolenie główny bohater. A potem… potem zaczyna się – moim skromnym zdaniem – wielkie nic. Autor, nie chcąc przedwcześnie zdradzić finałowego twistu, skąpi informacji o świecie, przez co ten wydaje się nieprzemyślany, pozbawiony głębi i charakteru. Sam finał natomiast… cóż, nie posiadam wiedzy naukowej, żeby móc dyskutować z konceptem Priesta, ale dla mnie jest ten finisz ociupinę nazbyt naciągany, zanadto kojarzy się z nachalnym deus ex machina… choć to może tylko mój problem. W każdym razie jestem zdania, że Odwrócony świat to materiał na długie opowiadanie, niepotrzebnie rozdmuchany do rozmiarów powieści, tym bardziej że Priest pisze sucho i prosto, na żadnym etapie nie zachwyca stylem. W efekcie pomysł, który mógłby dać owoce w postaci, powiedzmy, znakomitej noweli, przyjmuje formę przyzwoitej, ale nie rewelacyjnej powieści. Przeczytać można, ale musu nie ma.

Roger Zelazny, Dziewięciu Książąt Amberu – Przyznaję się na wstępie: to moje pierwsze starcie z Amberem. Czytałem wcześniej inne rzeczy Zelaznego, ale Kroniki Amberu jakoś mnie omijały. I może winny jest właśnie fakt, że nie załapałem się na tę książkę w wieku lat dwunastu czy trzynastu, ale teraz daleko mi do zachwytów. Podobnie jak w przypadku wspomnianego wyżej Odwróconego świata, początek jest obiecujący. Jest główny bohater z amnezją, jest szereg tajemnic czekających na rozwikłanie. Jest minimalistyczna, ale klimatyczna narracja, a także sprytnie poprowadzone dialogi, w których protagonista stara się nie zdradzić przed otaczającymi go postaciami ze swoją daleko idącą ignorancją. W pewnym momencie jednak akcja przyspiesza na łeb na szyję. Postacie przeskakują z lokacji w lokację, a opisy tychże są tak szczątkowe, jakby autorowi brakło wyobraźni albo zwyczajnie nie starczyło chęci do klepania w przyciski maszyny do pisania. Jednak największym problemem pierwszego tomu Amberu nie jest ani ta skrajna lakoniczność, ani pędząca na złamanie karku fabuła – jest nim fakt, że główny bohater nie wzbudza żadnych uczuć. Nie jest ani uroczym łotrem, ani szlachetnym naiwniakiem, ani nawet do cna zepsutym sukinsynem – jest pozbawioną charakteru wydmuszką, podobnie zresztą jak jego liczni bracia i szereg innych postaci. A fabularny motor – walka o tron – kompletnie do mnie nie trafia, gdy jest tylko tym i niczym więcej, bez żadnego drugiego dna, bez głębszych motywacji, pragnień, strachów i marzeń. Mogłaby równie dobrze być walką o diamentową marchewkę albo złote kalesony i wzbudzałaby we mnie równie wiele emocji. Podsumowując – jestem tym pierwszym amberowym tomikiem dalece rozczarowany i chyba po ciąg dalszy nie sięgnę. I niby rozumiem, że to staroć, że rok 1970, że wtedy jeszcze w zasadzie mało kto wiedział, jak pisać fantasy… ale jednak w porównaniu z takim Czarnoksiężnikiem z Archipelagu Le Guin (1968) książeczka Zelaznego odpada w przedbiegach.

Rainbow Rowell, Eleanor & Park – To teraz dla odmiany coś, co okazało się pozytywnym zaskoczeniem. Eleanor & Park to młodzieżówka autorstwa Rainbow Rowell. Wydana została w roku 2013, ale jej akcja toczy się w roku 1986 – w czasach, kiedy komiksy odżywały jako medium za sprawą Franka Millera i Alana Moore’a, a na scenie muzycznej tryumfy święcili The Smiths i U2 (choć to drugie akurat jakoś w niewielkim stopniu uległo zmianie na przestrzeni tych 30 lat z okładem). Wspominam o tym nieprzypadkowo, ponieważ właśnie komiksy i muzyka stanowią ważną część tej książki oraz płaszczyznę porozumienia między parą tytułowych bohaterów, na pierwszy rzut oka zupełnie od siebie odmiennych. Ona to duża dziewczyna z zauważalną nadwagą, zamiłowaniem do niespasowanych, dziwacznych kombinacji ubrań oraz fatalną sytuacją rodzinną. On to drobnej budowy syn Amerykanina i Koreanki, który ma ładny dom, dobrze sytuowanych rodziców, a po lekcjach ćwiczy taekwondo. Dzieli ich praktycznie wszystko, a połączy… no dobra, wiadomo że to jest młodzieżówka, wiadomo więc, w jakim kierunku to zmierza. Ale – w przypadku tej książki sęk tkwi nie w tym „co”, ale „jak”. Ta konkretna historia miłosna pary nastolatków ma szereg zalet. Po pierwsze pokazuje relację zmieniającą się powoli, kroczek po kroczku, bardzo wiarygodnie i naturalnie – nie mamy tutaj bajkowej miłości od pierwszego wejrzenia i podobnych bzdurek. Po drugie nie mamy tu tak typowych dla prozy młodzieżowej uproszczeń. Problemy, z którymi stykają się bohaterowie, są boleśnie realne i nie da się dla nich znaleźć prostych, natychmiastowych rozwiązań. Jeśli dodać do tego szczyptę humoru, nawiązania do komiksów i muzyki oraz stosowane przez autorkę narracyjne tricki, proste ale całkiem efektowne, otrzymujemy w rezultacie kawałek bardzo przyjemnej i satysfakcjonującej prozy.

PS. Książka ta została przetłumaczona na polski, ale nie mam pojęcia, na ile został w niej zachowany prosty, ale w swojej prostocie urokliwy styl Rowell. Ja miałem do czynienia z wersją angielską.

PS II. Jeśli przyjdzie Wam do głowy – tak jak niżej podpisanemu – sięgnąć po anglojęzycznego audiobooka tej książki, nastawcie się na dużo szeptania. Czyli albo nie słuchajcie jej w rozklekotanych autobusach, albo zaopatrzcie się w naprawdę dobre słuchawki 🙂

Sherlock, sezon 4 – Kiedy przed kilku laty obejrzałem pierwszy odcinek Sherlocka z Benedictem Cumberbatchem i Martinem Freemanem, byłem zachwycony. Podobały mi się postaci, uwspółcześnione i atrakcyjnie przetworzone motywy z książek Doyle’a, fenomenalna atmosfera i błyskotliwe dialogi. No a gdy jeszcze doszedł absolutnie genialny Andrew Scott w roli Moriartego, niczego więcej nie potrzebowałem do szczęścia. Pierwsze trzy sezony serialu wciągnąłem bez zastrzeżeń i śladu wahania – nawet gdy część moich znajomych narzekała na trzecią serię, ja akceptowałem każde zagranie twórców (poza samym finałem, który można było rozegrać inaczej – w sposób bardziej przebiegły i godny intelektów Sherlocka oraz Mycrofta). Zgrzyty pojawiły się przy odcinku specjalnym „Upiorna Panna Młoda” – niby postaci wciąż dawały radę, dialogi bawiły, akcja wciągała, a realizacja stała na najwyższym poziomie, ale coś już się nie kleiło tak jak wcześniej. A potem przyszedł wytęskniony sezon 4… który okazał się, moim zdaniem, w dużej mierze niewypałem. Niby znakomita większość elementów prezentuje się tak jak dawniej, ale nie do końca. Znana z wcześniejszych serii konwencja „z przymrużeniem oka” poszła już w zupełnie komiksowe przerysowanie. Intelektualne zagadki zeszły na plan drugi (albo nawet i trzeci), ustępując miejsca niepotrzebnie pędzącej akcji i mnożeniu wątków. Elegancka, przemyślana konstrukcja zniknęła na rzecz sportu pod tytułem „upchnijmy tu jak najwięcej zwrotów akcji”, a w dziurach logicznych można by z powodzeniem zgubić but. Koniec końców z Sherlocka robi się po prostu jeszcze jeden thriller napędzany tanimi emocjami, naciąganymi fabularnymi twistami i patentami ogranymi nie raz i nie dwa w poprzednich sezonach. Mnie osobiście diablenie szkoda zmarnowanego potencjału i mam nadzieję, że twórcy na tym poprzestaną i nie będą dalej rozmieniać na drobne serialu, który swego czasu zmiótł mnie z nóg.

Advertisements

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s