Odkrycia września

333Patrick Ness, Na ostrzu noża – O trylogii Chaos Walking Nessa słyszałem wiele dobrego i kiedy udało mi się upolować anglojęzycznego audiobooka pierwszego tomu, natychmiast zacząłem „lekturę”. Ness kupił mnie totalnie już pierwszym zdaniem i po ledwie kilku minutach słuchania byłem przekonany, że mam do czynienia z prawdziwą perełką. Wciągająca i nie pozbawiona smaczków pierwszoosobowa narracja, tajemnice w tle, niezły główny bohater, intrygujący świat – zapowiadało się to wszystko bardzo zgrabnie. Do czasu, niestety. W pewnym momencie bowiem całą tę literacką maszynerię zaczął trafiać szlag. Logika (nie tylko w zachowaniu postaci, ale też w konstrukcji świata) zwinęła manatki i poszła na urlop. Fabuła stała się boleśnie przewidywalna. Wielki twist pod koniec okazał się nie dość, że totalnie przewidywalny, to jeszcze niezbyt fair ograny przez autora (Ness stosuje bowiem mało sensowne i jeszcze mniej subtelne sztuczki mające na celu zbudowanie suspensu i zaciekawienia czytelnika, niezbyt kompatybilne z pierwszoosobową narracją). W konsekwencji otrzymałem książkę, która z pewnością ma liczne plusy (np. znakomicie napisana postać psa Mancziego, niektóre pomysły na budowę świata, część zachowań postaci), ale też niemało wad. W sumie nie jest to zły tekst, ale z pewnością poważnie zawiódł moje oczekiwania i nie wiem, czy zdecyduję się sięgnąć po kolejne tomy.

222Patrick Ness, Siedem minut po północy – Po tytule wspomnianym powyżej nie miałem ochoty brać się od razu za ciąg dalszy Chaos Walking, ale coś najwyraźniej w prozie Nessa mnie zaintrygowało – w każdym razie na tyle, żeby przetestować jeszcze jeden audiobook, a mianowicie A Monster Calls (czyli we wersji polskiej Siedem minut po północy). I okazało się, że trafiłem w dziesiątkę. Ta książeczka jest błyskotliwie napisana, a historia – pięknie  opowiedziana. Postacie są barwne i wielowymiarowe, choć nakreślone oszczędnie, zachowują się też bardzo naturalnie i wiarygodnie. Problematyka (mama głównego bohatera choruje – z kontekstu można się domyślić, że ma raka) przedstawiona jest z jednej strony subtelnie i z wyczuciem, a z drugiej strony w taki sposób, że stajemy twarzą w twarz z pełnią grozy i niesprawiedliwości całej tej sytuacji. Siedem minut po północy to rzecz krótka, ale mimo tej zwięzłości wnikliwa i boleśnie prawdziwa. Podobało mi się w niej właściwie wszystko, a fakt, że w pewnym momencie – stojąc na środku tramwaju – z trudem się powstrzymałem, żeby zwyczajnie się nie poryczeć, chyba najlepiej świadczy o klasie utworu. Na koniec jeszcze jedna uwaga – jeśli przyzwoicie znacie angielski, szczególnie gorąco zachęcam do zapoznania się z audiobookiem – w interpretacji Jasona Isaacsa (filmowy Lucius Malfoy) książka Nessa staje się dziełem kompletnym, po prostu znakomitym.

444Brian W. Aldiss, Mrok – Aldiss to jedno z „klasycznych” nazwisk światowego SF, dlatego widząc w bibliotece książkę tego autora, chwyciłem ją bez chwili zastanowienia i bez uprzedniego sprawdzenia, co ona sobą reprezentuje. Zapowiadało się smakowicie i na czasie, fabuła bowiem przedstawia się następująco: młody pisarz zawiera w swojej debiutanckiej powieści motyw wysadzenia w powietrze premiera Wielkiej Brytanii. Niby błahostka, ale pisarz jest muzułmaninem i w rezultacie szybko trafia do pokoju przesłuchań, gdzie czekają już rozmiłowani w swoim fachu oprawcy. Tortury sprawiają, że psychika bohatera coraz bardziej się rozpada i stajemy w obliczu drugiej osi fabularnej, już stricte fantastycznej, rozgrywającej się na kolonizowanej przez Ziemian planecie. Koncept, przyznacie chyba, atrakcyjny i dający niesamowite pole do popisu (wątki przeplatające się między tymi dwiema płaszczyznami, bohaterowie jak lustrzane odbicia, paranoiczna wątpliwość która rzeczywistość jest tą prawdziwą etc.) No po prostu samograj. Niestety, nic z tego. Bardzo szybko (po może 20-30 stronach) przekonałem się, że Mrok ma swoje dobre momenty, ale przez większość czasu jest powieścią niestrawną, męczącą, pozbawioną charakteru i generalnie zmierzającą donikąd. Nie pomaga fakt, że językowo jest do bólu surowa i nijaka, a już na pewno nie działa na jej korzyść fakt, że tłumacz do spółki z redaktorem postanowili ten i tak niezbyt udany twór jeszcze finalnie wykastrować, sponiewierać i boleśnie okaleczyć. Nie polecam.

111To (książka) & To (film) – Książkowe To Stephena Kinga skończyłem ledwie kilka dni przed kinową premierą adaptacji, mogłem więc bardzo uważnie przyjrzeć się ekranizacji w kontekście literackiego pierwowzoru. Książka bardzo mi się podobała, choć nie ukrywam, że fragmentami wydawała mi się przegadana i że pewne powtarzalne schematy (np. seria indywidualnych spotkań dzieciaków z różnymi inkarnacjami potwora) potrafiły mnie odrobinę zmęczyć. Miała jednak całe mnóstwo zalet w dwójnasób rekompensujących te mankamenty (przede wszystkim odjazdowo napisanych bohaterów i fantastycznie nakreślone relacje między nimi, sporo humoru, pełne sentymentu i budujących wiarygodność detali w przedstawieniu młodzieńczych lat bohaterów, kilka autentycznie rewelacyjnych, poruszających scen). Ponadto w znakomity sposób robiła to, co jest według mnie najmocniejszą stroną prozy Kinga – pokazywała, że najstraszniejsze potwory wypadają blado wobec ogromu zła, jakie jeden człowiek może wyrządzić drugiemu. Podsumowując, książkowe To wylądowało może nie na szczycie mojej prywatnej listy „Best of Stephen King”, ale diabelnie wysoko w hierarchii.

A film? Od razu powiem, że szalenie mi się podobał i oglądając go, bawiłem się znakomicie. Wygląda pierwszorzędnie, klimat lat osiemdziesiątych i wewnętrzna dynamika grupy dzieciaków oddane są równie umiejętnie jak miało to miejsce w Stranger Things. Humor dozowany jest tu z umiarem i jeszcze lepszy niż u Kinga, wyeliminowano też dłużyzny, narracyjną powtarzalność i nagromadzenie zbędnych wątków. Bill Skarsgard w roli Pennywise’a jest tak sugestywny, że aż ciary chodzą po plecach, ale młodziutcy aktorzy odgrywający postacie z Klubu Frajerów również spisują się na medal. Szczególnie zapadają w pamięć znany już ze wspomnianego wcześniej Stranger Things Finn Wolfhard oraz Sophia Lillis – śliczna, urocza i mająca w sobie coś takiego, że nie chce się odrywać od niej oczu. Czy jest w takim razie coś, co filmowemu To można by zarzucić? To zależy. Przełożenie książki liczącej jakieś 1100 stron na dwa dwugodzinne filmy to zadanie cokolwiek karkołomne, dlatego uproszczenia i odejścia od pierwowzoru są absolutnie konieczne. Fakt, gdzieś po drodze To staje się bardziej mroczną przygotówką niż rasowym horrorem, ale ja osobiście nie mam z tym problemu. Przyznam jednak, że znacznie chętniej zamiast dwóch filmów zobaczyłbym z tą samą obsadą i podobnie zrealizowany dziesięcioodcinkowy serial, w którym dałoby się zachować znacznie więcej z książkowego oryginału – nie tylko poszczególnych scen, ale przede wszystkim swoistej głębi oraz budujących klimat historii pobocznych – a także poszerzyć i ubogacić profil poszczególnych postaci. To doczekało się bowiem bardzo zacnej ekranizacji, ale moim zdaniem to książka tak dobra, że zasługuje na jeszcze więcej.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s