Odkrycia października

Joe Abercrombie, Samo ostrze – Przez ostatnie lata haniebnie zaniedbywałem literaturę fantasy, ograniczając się właściwie do pochłaniania kolejnych tłuściutkich tomów Sagi Lodu i Ognia Martina. Znacznie bardziej ciągnęło mnie do innych konwencji, poza tym solidnie zrażony po kontakcie z wychwalanym pod niebiosa Peterem V. Brettem doszedłem do wniosku, że najwyraźniej ze współczesnym fantasty nie jest mi już po drodze, że z tej konwencji zwyczajnie wyrosłem. Nic bardziej mylnego, potrzeba było po prostu utworu, który trafiłby w moje gusta. Czymś takim okazał się tom otwierający trylogię Pierwsze prawo Abercrombiego. Historia splatających się losów kalekiego inkwizytora, aroganckiego szermierza, zmęczonego życiem wojownika oraz zbiegłej niewolnicy to bardzo dobra, wielowątkowa powieść i frapujący początek serii. Jest to tekst na pierwszy rzut oka głęboko osadzony w konwencji, pełen dobrze wszystkim znanych schematów (quasi-średniowieczny setting, dzicy z Północy, groźba inwazji, rycerze, magia, proroctwa, intrygi, etc.). Owszem, właściwie wszystko, o czym pisze Abercrombie, już było. W tym jednak przypadku ważniejsze od tego „co” staje się „jak”. A owo „jak” jest najwyższej próby. Są bohaterowie, których nie trzeba lubić, ale którzy nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Jest tajemnica, angażująca wyobraźnię i utrzymująca napięcie na właściwym poziomie – a nawet kilka tajemnic. Są zgrabne, dynamiczne opisy walk, są inteligentne dialogi i niegłupie twisty fabularne, jest humor dodający całości smaczku. Jest wreszcie cała gama szarości w miejsce tak typowego dla fantasy jasnego podziału na czarne i białe. Przede wszystkim jednak tym, co najbardziej mnie w tej książce urzekło, jest LOGIKA. Konstrukcja świata u Abercrombiego nie obraża inteligencji czytelnika. Magia nie staje się odpowiedzią na każde karkołomne zagranie narracyjne. Bohaterowie nie zachowują się jak pacynki poruszane kaprysami autora i jego pomysłami na widowiskowe sceny, tylko kierują się własnymi, akceptowalnymi dla odbiorcy motywacjami i uczuciami. Jeśli dodać do tego doskonałe opanowanie warsztatu i styl dostosowany do treści, otrzymujemy bardzo mocną pozycję dla fanów fantasy – z jednej strony klasyczną, z drugiej zaś napisaną bardzo współcześnie.

Stephen King, Pan Mercedes – King należy do pisarzy, którzy lubią literackie skoki w bok. Choć wszyscy kojarzą go przede wszystkim z horrorami, sygnował swoim nazwiskiem także powieści fantasy, postapokaliptyczne, thrillery czy obyczajówki podkolorowane elementami nadprzyrodzonymi. Pan Mercedes stanowi pierwsze podejście Kinga do pełnokrwistego kryminału i to podejście udane. Pierwszoplanowym bohaterem tej opowieści jest Bill Hodges, emerytowany glina, który w chwili, gdy go poznajemy, spędza większość czasu przed telewizorem, coraz odważniej fantazjując na temat samobójstwa. Hodges nie jest w stanie odnaleźć się w „życiu po służbie” i zsuwa się po równi pochyłej. Do momentu, kiedy otrzymuje list od tytułowego Pana Mercedesa – człowieka, który rok wcześniej wjechał samochodem w tłum ludzi, zabijając ośmioro i znacznie większe grono poważnie raniąc. Pan Mercedes należy do wąskiego grona przestępców, których Hodgesowi nie udało się przyskrzynić, ale swoim listem daje staremu detektywowi bodziec potrzebny do wzięcia się w garść i partycypacji w grze, która prawie na pewno skończy się dla kogoś tragicznie. To tyle w kwestii fabuły. A jak wykonanie? Jak najbardziej w porządku. Odbiorcy spodziewający się rasowego kryminału z oszałamiającą zagadką logiczną niekoniecznie znajdą tu to, czego szukają, ale miłośnicy prozy Kinga powinni być zadowoleni. W moim odczuciu ten pisarz i tak zawsze bardziej straszył trafnymi portretami toksycznych relacji międzyludzkich niż wymyślonymi przez siebie poczwarami, toteż dreszczyku w Panu Mercedesie nie brakuje. Jest detektywistyczna wędrówka po nitce do kłębka, są ładnie pokazane wątki obyczajowe, są charakterystyczni, zapadający w pamięć bohaterowie. Jest odrażający i równocześnie fascynujący antagonista. Poza tym King, jak przystało na autora z kilkudziesięcioletnim stażem, umiejętnie dawkuje informacje i buduje napięcie, bezlitośnie rozbudza ciekawość czytelnika, przeskakując między perspektywami narracyjnymi zależnie od potrzeb, a nie od kaprysu. Robi wszystko co trzeba, żeby uczynić z Pana Mercedesa książkę, której się nie czyta, tylko którą się pożera. Zdarza się, owszem, że to czy owo może co bardziej wybrednemu czytelnikowi zazgrzytać, ale są to drobiazgi, które nie zakłócają ogólnej przyjemności z obcowania z lekturą. Ta zaś jest jeszcze większa, gdy ma się do czynienia z wersją oryginalną, pełną często zatracanych w tłumaczeniu albo w ogóle nieprzetłumaczalnych idiomów, kolokwializmów, powiedzonek i gier językowych, które stanowią integralny element stylu Kinga.

Grzegorz Gajek, Powrót królów – Po dwóch powieściach grozy oraz lekko skręcającej w stronę horroru fantastyce naukowej Greg Gajek serwuje nam coś zupełnie innego, a mianowicie powieść historyczną. Powrót królów rozgrywa się na terenach antycznej Grecji w dwadzieścia lat po zakończeniu wojny trojańskiej i w opowiadanej historii nie brakuje postaci dobrze znanych miłośnikom greckiej mitologii: na kartach powieści, w rolach bohaterów pierwszo- i drugoplanowych pojawiają się chociażby Orestes, Odyseusz, Menelaos czy Helena zwana Trojańską. Gajek wplątuje wszystkie te postaci w solidną zawieruchę, bowiem napastowany przez hordy Dorów Peloponez pęka w szwach od intryg i sekretów, od wewnętrznych animozji i konfliktów gotowych lada moment eskalować do rangi pełnoprawnej wojny. Dzieje się w Powrocie królów dużo, ale autorowi udała się trudna sztuka odnalezienia odpowiedniego balansu, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że fabuła pędzi na złamanie karku, ciągnąc czytelnika za sobą jak psa na przykrótkiej smyczy. Wręcz przeciwnie, mnogość wątków i postaci, którymi można by z powodzeniem obdzielić cały cykl, udaje się Gajkowi okiełznać na czterystu pięćdziesięciu stronach i choć niektóre wątki mogą sprawiać wrażenie niedomkniętych, Powrót królów stanowi satysfakcjonującą lekturę, którą pochłania się błyskawicznie i ze sporą przyjemnością. Szczególne wyrazy uznania należą się autorowi za wiarygodne oddanie klimatu starożytnej Grecji i specyficznej mentalności zamieszkujących te tereny ludzi. Podziw budzić może styl: precyzyjny, bogaty w zgrabne, trafne porównania i oszałamiająco plastyczne opisy. Gajek zresztą wydaje się radzić sobie równie dobrze ze scenami batalistycznymi co z fragmentami o zabarwieniu erotycznym, obyczajowym czy przygodowym. Jeśli literacka dojrzałość tego młodego przecież autora w jakimkolwiek momencie zawodzi, to co najwyżej w sferze języka, którym posługują się bohaterowie, w dialogach bowiem czuć na kilometr Sapkowskim z jego umiłowaniem potoczystej wulgarności i językowych anachronizmów, co nie każdemu musi się w kontekście powieści historycznej podobać. Dla mnie w każdym razie Powrót królów to koronny dowód na to, że Grzegorz Gajek to pisarz bardzo zdolny i szalenie wszechstronny, który sumiennie pracuje na swoje nazwisko i w kręgu polskiej literatury gatunkowej może w przyszłości niesłychanie dużo zwojować.

Blade Runner 2049 – Ten sequel jednego z najbardziej kultowych filmów w historii kina sf po prostu nie mógł się udać. Łowca Androidów stał się przecież arcydziełem, legendą, tekstem kultury znanym i nierzadko komplementowanym także przez tych, którzy z fantastyką nie chcą mieć na co dzień nic wspólnego. I tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewałby się, że hitem zostanie kontynuacja Władcy Pierścieni, Bravehearta albo Casablanki, tak mało kto chyba brał na poważnie opcję, że nowy Blade Runner będzie naprawdę dobrym filmem. Ja w każdym razie spodziewałem się lecącego na kasę gniota albo w najlepszym razie atrakcyjnego wizualnie przeciętniaka z totalnie spłyconą fabułą. Powtórzę: w moim mniemaniu ten film nie miał prawa się udać. Ale się udał. Udał się znakomicie. Blade Runner 2049 to przede wszystkim uczta dla oka – zarówno na poziomie scenografii, jak i zdjęć (pojawiające się tu i tam narzekania, że autorzy zbyt nachalnie pokazują, że znają się na kompozycji, to jak dla mnie argument równie durny jak stwierdzenie, że Marlon Brando za bardzo wszedł w swoją rolę w Ojcu Chrzestnym). Dobrze prezentuje się także muzyka (nawiązująca do Vangelisowej ścieżki z poprzedniej części, ale jej nie kopiująca, bardzo nastrojowa). Aktorzy wykonują swoją robotę bezbłędnie – Gosling i Ford są świetni, ale reszta towarzystwa wcale nie wypada gorzej, widać bez dwóch zdań, że reżyser Denis Villeneuve potrafi wydobyć z obsady wszystko co najlepsze.  Nawet scenariusz, element, który najprędzej mógł zawieść, robi bardzo pozytywne wrażenie (choć akurat do niego można by się w kilku miejscach przyczepić – na przykład wyrzucenie scen z Jaredem Leto pod wieloma względami wyszłoby filmowi na dobre). W sumie wychodzi więc na to, że niemożliwe stało się możliwe – nowy Blade Runner to znakomity obraz, który spokojnie zasługuje na to, żeby wylądować w kanonie obrazów sf. I choć jego finansowa klapa jest przykrym świadectwem tego, jakiego kina pragną masy, to może ma ona też jaśniejszą stronę – dzięki temu Blade Runnery pozostaną po prostu dwoma genialnymi filmami, a nie staną się częścią coraz bardziej rozwodnionej i zatracającej swój wyraz franszyzy, jak miało to miejsce chociażby z innym dzieckiem Ridleya Scotta, czyli Obcym.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Odkrycia października

  1. Abercrombie niedawno wyszedł w nowej wersji od Maga 🙂 Teraz tytuł pierwszego tomu to „Ostrze”. I tu się z Tobą zgadzam w każdym calu – to kawał naprawdę dobrego, przemyślanego fantasy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s