O dzieciach, płaczu i grozie codzienności

Dzieci robią z rodzicami straszne rzeczy. Nie chodzi mi bynajmniej o aspekt fizyczny i przypadki testowania na ojcu działania młotka, zszywacza albo wiertarki udarowej. Mam na myśli przede wszystkim wymiar psychologiczny i emocjonalny. Nie wiem, czy dotyczy to większości rodziców czy może tylko wyjątkowo podatnej grupki, ale w moim osobistym przypadku wpływ ten jest nie do przecenienia. Obecnie, w pięć i pół roku po narodzinach mojego dziecka jestem – i mogę to ocenić ze sporą dozą obiektywizmu – osobą cierpliwszą, obdarzoną większą empatią i w pewnych dziedzinach znacznie bardziej spostrzegawczą, bowiem niczym ósmopoziomowy łotrzyk z Baldur’s Gate, momentalnie widzę na czerwono wszystkie pułapki, które czyhają na moje biedne dziecko. Są też i bardzo konkretne minusy: przykładowo cierpię z powodu ujemnego modyfikatora do umiejętności „mocna głowa”, w rozmowach z osobami nie posiadającymi dzieci mam radykalnie okrojone opcje dialogowe, do tego większość otrzymywanych przeze mnie questów sprowadza się do „odwieź dziecko do przedszkola i zdąż do pracy”, „zbuduj z klocków Lego Sokoła Milenium” albo „nie zaśnij w trakcie czytania na głos tego samego odcinka Asteriksa i Obeliksa po raz trzydziesty dziewiąty”. Wszystkie te wady blakną jednak wobec zmiany najistotniejszej.

Mianowicie stałem się mazgajem.

Pamiętam jeszcze te wspaniałe chwile sprzed objawienia się mojego potomka, kiedy mogłem bez strachu oglądać najgorsze wyciskacze łez i co najwyżej wzdychać ze zniecierpliwieniem. Pamiętam reżyserskie tricki, które miały za cel chwycić mnie za serce, a na które potrafiłem bez trudu reagować śmiechem. Nic mnie nie ruszało. Cóż, było, minęło. Wszystko przepadło. Pal diabli jeszcze animacje Pixara – jedną łezkę, która gdzieś się tam zakręci w oku można jeszcze od biedy zamaskować, zwalić na alergię czy na paproch, co złośliwie utknął pod powieką. Ale już przykładowo Interstellar zostawił mnie bez szans. Przy scenie, w której Matthew McConaughey odbiera nagromadzone przez kilkadziesiąt lat wiadomości od swojej córki ja po prostu wymiękam i zaczynam ryczeć jak najgorsza pierdoła. Nic na to nie mogę poradzić, to silniejsze ode mnie.

Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby bakcyl na tym poprzestał i nie mutował dalej. Mógłbym pogodzić się z płaczliwością, ale okazuje się, że zmiany postępują, a kolejne lata niosą ze sobą kolejne niespodzianki. Otóż teraz rzuciło mi się na ośrodek mózgu odpowiedzialny za strach, a obserwację tę poczyniłem przy okazji oglądania dwóch seriali, nawiasem mówiąc w moim odczuciu znakomitych. Tym, co obejrzałem były – wreszcie! – drugi sezon Stranger Things oraz zrealizowana przez HBO siedmioodcinkowa perełka pod tytułem Wielkie kłamstewka.  Stranger Things – jak wiedzą prawdopodobnie wszyscy mieszkańcy naszego globu, którzy są świadomi istnienia Netflixa – to młodzieżowa przygodówka z elementami horroru, która czerpie garściami z klimatu lat osiemdziesiątych i takich tekstów kultury jak Goonies, To, E.T. i wiele innych. Natomiast Wielkie kłamstewka to adaptacja powieści Liane Moriarty, podlana kryminalnym sosem obyczajówka o matkach, dzieciach, namiętnościach i ambicjach, o sąsiedzkich intrygach i demonach kryjących się w na pozór zwyczajnych ludziach. Na pierwszy rzut oka trudno o dwa bardziej od siebie różne seriale, a jednak da się znaleźć dla nich pewien wspólny mianownik, w obu bowiem cierpi dziecko. W Stranger Things mamy biednego Willa, który styka się z mrocznymi mocami, a w konsekwencji cierpi okropnie, przede wszystkim fizycznie, ale też psychicznie, wszystko zaś pokazane jest bardzo wiarygodnie, zbliżenia kamery stawiają widza tuż obok tego przerażonego dzieciaka, męczonego ponad ludzkie wyobrażenie. W Wielkich kłamstewkach mamy do czynienia z czymś zgoła innym: pierwszego dnia w szkole chłopiec imieniem Ziggy zostaje oskarżony o próbę duszenia koleżanki. Sam zainteresowany zaprzecza, zapewnia, że jest niewinny, konkretnych dowodów brak, ale to okazuje się bez znaczenia, samo podejrzenie wystarczy, żeby chłopiec został przez pewną grupę rodziców (i w konsekwencji również dzieci) napiętnowany jako agresywny łobuz, wykluczony, społecznie odizolowany.

I tu właśnie uruchamia się we mnie ten specyficzny, rodzicielski wirus. O ile męki Willa ze Stranger Things przyjmuję ze spokojem – bo przecież moje racjonalne ja wie, że nie ma żadnych potworów, a w konsekwencji nie ma powodowanego przez potwory bólu i pochodnych traum – o tyle to, co spotyka Ziggy’ego w Wielkich kłamstewkach napawa mnie autentyczną zgrozą. Bo jest prawdziwe. Bo jest możliwe. Bo twarz Ziggy’ego i jego oczy, oczy dziecka, które nie rozumie, co się dzieje, które boi się i smuci, mogłyby być twarzą i oczami mojego własnego dziecka.

Na koniec tych luźnych rozważań pozwolę sobie dodać coś jeszcze. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, na dniach po raz drugi zostanę ojcem. Wspominam o tym z dwóch względów. Po pierwsze jeśli moja aktywność tutaj, na blogu spadnie na przestrzeni najbliższych miesięcy niemal do zera, będziecie wiedzieli, dlaczego tak się dzieje – bo siedzę po pachy w pieluchach i wyjaśniam z uporem maniaka, że krówka robi „muuu!”. Po drugie skoro bakcyl rodzicielstwa poczynił we mnie takie spustoszenie przy okazji pierwszego dziecka, boję się pomyśleć, co zrobi ze mną dalsze potomstwo. Bo że coś zrobi – i że będzie to coś ekscytującego, ale też potwornego – nie mam najmniejszych wątpliwości.

Trzymajcie się. Do rychłego (tak wiem, łudzę się) przeczytania.

Reklamy

Informacje o Marcin Rusnak

Wrocławianin, rocznik 1984. Miłośnik literatury fantastycznej, muzyki rockowej i dobrego kina. Pisarz, muzyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego, mąż.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantastyka, Polecanki, Różne i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.